W kosmosie nikt nie usłyszy, jak zdmuchniesz świeczki…

…czyli nieco poetycka notka z okazji 3 urodzin bloga.

Dzisiaj mija rok od kiedy Mysi blog przeniósł się na własną domenę, przesiadając się przy okazji z Blogspota na WordPress. 1 stycznia to także 3 urodziny Mysza Movie. If I’m honest, wciąż dość ciężko mi w to uwierzyć.

Choć już wcześniej namawiano mnie, bym przeniosła się na swoje – czyli założyła fanpage na Facebooku i własną domenę – Mysz czuła, że blog musi swoje “odleżeć”, niczym dobre wino. Wszak nie ma sensu angażować się w coś, do czego w każdej chwili możemy stracić zapał i serce, prawda?

Już wcześniej rozpoczynałam kilka projektów około-blogowych i do żadnego nie starczyło mi cierpliwości. I choć zawsze pisałam coś do szuflady, lub spędzałam godziny na GaduGadu rozmawiając z Lubym o wszystkim i o niczym (znamy się wszak ponad 8 lat), zapał do posyłania myśli w eter dość szybko zamierał. Pisanie dla samego siebie daję satysfakcję, ale krzyczenie w próżnię prędzej czy później ma prawo zmęczyć lub zniechęcić. Jeśli więc, drogie Robaczki, ktoś z Was także prowadzi bloga i smutno mu, gdy kolejne notki pozostają bez odzewu i zdarza się Wam odczuwać nasilającą się rezygnację, Myszy spieszy donieść, że całkowicie Was rozumie. I’ve been there. I choć możecie mi nie uwierzyć, it can get better :)

Mam wrażenie (dziurawa pamięć to jednak przekleństwo), iż u początków blogowania uparcie twierdziłam, że piszę przede wszystkim dla siebie. Że nie obchodzi mnie, czy ktoś mnie czyta. Ha! What a load of bollocks! Owszem, dobrze pisać z wewnętrznej potrzeby, z pasji i miłości do tego co nas interesuje, kręci i podnieca (nie tylko w popkulturze), ale bez informacji zwrotnej, bez komentarzy, bez krytyki, bez dyskusji, bez odzewu… cóż, jesteśmy jak ci pełni nadziei naukowcy, którzy wysyłają w kosmos kolejne sondy, licząc na to, że kiedyś którąś z nich odnajdzie inna, pozaziemska cywilizacja. Szanse na to może i są – wszak statystyka mówi, że nie możemy być sami w całym kosmosie – ale czasem czekanie może się znużyć.

martian-gallery2-gallery-image_0

Wyobraźcie sobie teraz, że sondy te rzeczywiście zostały przez kogoś odebrane. Ktoś przejrzał zawarte tam dane, odnalazł naszą planetę i teraz… siedzi. I obserwuje nas. Przygląda się z ciekawością temu, co robimy, jak nam się żyje i do czego dążymy. Dziwne uczucie, prawda? W sumie miło wiedzieć, że nie jesteśmy tak całkiem sami, ale… czy nie milej byłoby usłyszeć o tym wprost? Dostać jakiś najmniejszy nawet sygnał, że nie żyjemy w próżni?

Mówi się, że ludzie łączą się w pary bo chcą, by ktoś był świadkiem ich życia; by nie przeżyli go w próżni. Skoro jest to taka fundamentalna, ludzka potrzeba, czy naprawdę powinno nas dziwić, że blogerzy również dążą do tego, by ktoś ich czytał (i, ideally, także komentował)?

Nie wszystkim uda się zdobyć czytelników od razu. Wręcz przeciwnie, wielu autorom zajmie to miesiące, jeśli nie lata. Jednym będzie łatwiej, drugim trudniej–i równie wiele zależy tu od talentu, jak i cierpliwości i wytrwałości, a nawet łutu szczęścia. Jednak najwięcej, zdaniem Myszy, zależy od zwykłej ludzkiej dobroci. Od zawierania znajomości i przyjaźni, od udzielania się na innych blogach (byle nie nachalnie), od traktowania ludzi z sercem. Bo Czytelnik może do nas trafić ze względu na dobry tekst czy interesujący temat. Ale Mysz jest zdania, że zostanie z nami na dłużej, jeśli polubi nasze serce.

Myślę, że tego serca brakowało w Myszy wcześniejszych przygodach z blogowaniem. Wszak jedyna forma aktywności on-line, w której wytrwałam dłużej niż 6 miesięcy, narodziła się z zawarcia kilku luźnych znajomości na Livejournalu. To tam wdrażałam się w bycie fangirl, to tam zawierałam pierwsze internetowe przyjaźnie i uczyłam się łączyć (mniej lub bardziej kulawo) teksty recenzenckie z tymi nieco bardziej osobistymi. W dużej mierze sądzę, że przeważającym czynnikiem, który sprawił, że tak długo kontynuowałam swoją przygodę z LJ było wrażenie wspólnoty – fakt, że wiedziałam, iż mam z kim pozachwycać się najnowszym odcinkiem Supernatural; że jeśli trafię do szpitala, ktoś przejmie się moim losem i życzy mi powrotu do zdrowia; że jeśli będzie mi źle, nie będę z tym sama – znajdę oparcie, i to nawet w wydawałoby się zupełnie obcych ludziach. Ludziach, którzy z jakiegoś powodu postanowili, że ta osoba, poznana przy okazji pisków nad Normanem Reedusem, warta jest tego by poświęcić jej nasz czas, zaangażowanie i emocje. See this person? I like this person. Another! :D

INTRO-2_20thCenturyFox_TheMartian

Być może jesteście zdania, że Mysz nieco zbyt często przeprasza za swoje różne niedociągnięcia i fuck-upy, głównie te natury “obiecałam notkę i oops, nie wyszło”. Być może myślicie, że robiąc to niepotrzebnie się przed Wami płaszczę albo podlizuję. A prawda jest taka, że Mysz po prostu nie lubi sprawiać zawodu ludziom sobie bliskim. I choć może się to wydawać melodramatyczne, jeśli czytasz te słowa, drogi Czytelniku, jesteś Myszy bliski. Bo poświęcasz mi swój czas. Bo chcesz wiedzieć co myślę (i czuję). Bo dzielisz się ze mną swoimi przemyśleniami.

Przepraszając Was, Mysz daje znak, że wie, iż tam jesteście… gdzieś tam, w tym cichym, pozornie pustym kosmosie; daje znak, że wie, iż nie jest sama. Czasem nasze orbity się przecinają, czasem jesteście jak przelatująca, krótkotrwała kometa, a czasem czaicie się tylko na peryferiach, niewidoczni, niczym kosmiczny ninja… (oh no, Mouse is getting weird and metaphorical again. RUN! :D)… Przepraszając Was utwierdzam się w Waszym istnieniu. W tym, że nie wysyłam swych myśli w pustkę.

Przy czym pragnę zaznaczyć, że nie mam za złe “kosmicznym ninja”, że czytają Mysie notki i nie czują potrzeby udzielania się w komentarzach czy na fanpage’u. Macie pełne prawo czytać teksty bez żadnych obligacji – skoro i Mysz może czasem siedzieć cicho jak… well, mysz, sprawiedliwość nakazuje by także i Was obowiązywały te same zasady ;)

Wiem, że tam jesteście, przyczajeni i łypiący ciekawskimi oczami, niczym soot sprites z My Neighbor Totoro. Pamiętajcie jednak, drogie Robaczki, że kluczem jest wspomniana przez Mysz dobroć – zarówno ta, którą otrzymujemy, jak i ta którą dajemy. Tak wiele rzeczy wokół nas działa na zasadzie wzajemności i równowagi – coś za coś. Blogging is no different. Pamiętajcie o tym, gdy następnym razem przeczytacie tekst, który Was zmusi do myślenia albo z którym się nie zgadzacie (i to nie tylko u Myszy). Pomyślcie, jak miło jest usłyszeć niespodziewany komplement – a tak właśnie czuje się Mysz, gdy dostaje sygnał od któregokolwiek z Was. Nie ważne, czy jest to komentarz, wiadomość, pytanie na Asku, tweet, krótka rozmowa na konwencie, polemiczna dyskusja na FB, czy nawet zjadliwa krytyka – każdy sygnał zwrotny pozwala Myszy nieco lepiej poczuć się w tej czarnej próżni, w której na co dzień zdarza jej się dryfować. And I don’t think I’m alone in feeling this way.

Mysz zawsze gdy pisze o emocjach, zbacza w stronę górnolotnych metafor, ale uczucia za nimi stojące są jak najbardziej szczere. Cieszę się i jestem wdzięczna, że Ty, drogi Czytelniku, postanowiłeś wpaść w Myszy orbitę – nawet jeśli stało się to na krótki moment. Dziękuję Ci, że dzielisz ze mną swój czas, zaangażowanie i serce. Że wysyłasz mi sygnały zwrotne. Że dzięki Tobie całe to blogowanie ma sens.

martian-gallery3-gallery-image

… mówi się, że “Hell is other people”. Ale jeśli tak ma wyglądać piekło, to Mysz zamierza jeszcze w życiu sporo nagrzeszyć. Znając życie, głównie poprzez nie wywiązywanie się o czasie z napisania obiecanych notek ;) Wiedzcie jednak, że choć Mysz ma pamięć jak sito i słomiany zapał większy, niż największa kukła na dzień Guya Fawkesa, zapisuje sobie w kajeciku wszystkie obiecane notki. I didn’t forget them. I’m just really, really slow at writing them ;)

Dziękuję Wam, Robaczki, że pozwoliliście mi wytrwać 3 lata w tym dziwnym love/hate relationship jakie mam z blogowaniem. Dziękuję Wam, fellow blogerzy, którzy jesteście dla mnie inspiracją i najwytrwalszymi kibicami. Dziękuję Wam, kosmiczni ninja, za milczącą obecność i nabijanie statystyk ;) Dziękuję Wam, komentujący i udzielający się na fanpage’u, za wymianę poglądów, wspólnie piski i wsparcie w chwilach słabości. I dziękuję Tobie, drogi Czytelniku – za cierpliwość, wyrozumiałość i serce :3

W te blogowe urodziny rozpoczynające nowy 2016 rok, a depczące po piętach chaotycznym miesiącom roku 2015 i wszystkim towarzyszącym mu zmianom, problemom, radościom, sukcesom, smutkom i uniesieniom, życzę sobie (i Wam) by czekało nas razem jeszcze wiele wspaniałych przygód. Nie tylko tych popkulturowych.

Kosmos jest wielki. And the possibilities are endless. Lets go explore them together :)

PS. W tym roku Mysza Movie nie tylko przekroczyło 1000 fanów na Facebooku, ale także pierwszy milion odwiedzin! *szok* *niedowierzanie* *radość i konfetti*

  • Katarzyna Prażmowska

    “Bo Czytelnik może do nas trafić ze względu na dobry tekst czy interesujący temat. Ale Mysz jest zdania, że zostanie z nami na dłużej, jeśli polubi nasze serce.” – taaak, to chyba właśnie to mnie tutaj przytrzymało i nie chce puścić ;)
    No ale kiedy wyskoczyłaś, Myszo, z Supernaturalem i Normanem, to już totalnie zapiszczałam wewnątrz siebie :D I uwielbiam określenie “kosmiczny ninja”!

  • “W kosmosie nikt nie usłyszy…” – zawsze lubimy sobie powtarzać, że Ziemia to też kosmos. Faktycznie lepiej się pisze, gdy można liczyć na odzew (choć osobiście jesteśmy tu jacyś dziwni i swoje blogi tworzymy głównie z czystego uporu), a cisza niezbyt w tym pomaga. Dlatego przemagamy w tej chwili naszą chroniczną niemoc komentatorską i dajemy ci Myszu znać, że zaglądamy i może nie każdą notkę czytamy, ale całkiem często znajdujemy u ciebie coś ciekawego :) So, keep going.

  • Dzięki Tobie zawsze przypominam sobie o takich perełkach jak “The Craft” :D <3 Sto blogowych lat, niekończących się inspiracji i dużo weny :*

  • A ja dziękuję Tobie, Myszko, bo zawsze jak czytam – czy to, co piszesz na blogu czy to, co w mediach społecznościowych – od razu robi mi się na serduszku cieplej. Oby tej dobroci, o której piszesz, nigdy nie zabrakło – tak i w tym roku, jak i w kolejnych :)

  • Myszo, urodzinowe sto lat dla bloga a dla Ciebie jak najdłuższego przebywania w tym i innych zakątkach internetu! :* bo nawet jeśli nie udzielamy się tu to i tak cię kochamy i stalkujemy we wszystkich możliwych social mediach (Mysi tumblr <3) ;)

  • BB Damon! <3

    Gratuluję rocznicy. Trochę szkoda, że nie potrafię określić jakim sposobem na Ciebie trafiłam. Duże prawdopodobieństwo, że to zasługa Zwierza i pewnej "aferki". ;)
    Lubię Cię czytać, a komentarze dodaję jak mam coś do powiedzenia (albo jestem napruta stanem szczęśliwości). Jeju, spodobało mi się określenie "kosmiczny ninja". :)

    Życzę owocnych i mniej frustrujących lat w blogowaniu. :*

  • Myszo, jaki świetny tekst! Konstrukcyjnie jest pięknie pomyślany i ma bardzo solidny szkielet (wybacz, ja po prostu jestem fanką patrzenia na to, jak teksty są skomponowane :)). Stu lat dla bloga, serio, dzięki Tobie wybrałam się na “Magic Mike’a XXL” (ze zdumieniem konstatując, że jak bym nie poszła, to by mi przepadł i bym żałowała), tutaj szukam podpowiedzi, co pooglądać, a długie komentarzowe dyskusje z Tobą są szalenie inspirujące :). Nie wspominając już o tym, że moje rozczarowanie “Crimson Peak” się złagodziło po jednej z nich :). Dużo wsparcia i dużo życzeń powodzenia!

    I dołączam do fanów terminu “kosmiczny ninja”.

  • aHa

    Myszo, ja napiszę po prostu że uwielbiam Cię czytać i gdyby nie Ty, to nigdy bym nie obejrzała Kryptonimu UNCLE, który to film był jednym z moich ulubionych w tym roku :) Pisz nam do końca świata :)

  • Myszo kochana, oby jak najwięcej tych następnych lat blogowania i morza notek :) Fantastycznych, tych osobistych (czy ja już mówiłam, że uwielbiam czytać myszowe osobiste notki? Pewnie nie, więc mówię teraz) i takich, w których możemy jednoczyć się w zachwytach nad filmem, który nie spotkał się z uznaniem reszty krytyków (Mysza pewnie nawet nie wie jak wielką radość sprawiła mi laudacją do Crimson Peak) ;)
    Innymi słowy – sto lat! :)

  • Gratulacje kolejnej rocznicy i jeszcze lepszego popkulturowego roku :) Jeżeli w poprzednim wpisie się zastanawiałaś nad poczuciem wartości własnej pracy, to myślę, że ta rocznica powinna rozwiać Twoje obawy. Zobacz jak dużo, w jak krótkim czasie udało Ci się osiągnąć. I wierz mi, że społeczność, którą stworzyłaś przyciągnęły właśnie Twoje słynne, wielostronicowe artykuły i jakość notek. Bo na dłuższą metę bez tego nie utrzymałabyś zainteresowania. Więc nie ma co się katować, że coś można było zrobić lepiej, tylko posłuchaj ludzi wokół. Jedna osoba prawiąca komplementy to potencjalnie lizus, ale kiedy tak jak w Twoim przypadku jest ich mnóstwo to naprawdę nie jest bez powodu ;) Wszystkiego dobrego w Nowym Roku i czekamy na pierwszą wielką analizę A.D. 2016. Albo małą notę z głupotkami ;)

  • Życzę ci Myszo jeszcze wielu wspaniałych notek i aby blogowanie sprawiało ci dużo przyjemności. No i przede wszystkim abyś dalej chłonęła niezliczone ilosci popkultury.
    Uwielbiam cię czytać, twoje posty zawsze poprawiają mi humor.

  • Sto lat dla bloga, Myszu, setek tysięcy fanów i milionów odwiedzin! :) Zawsze czytam Mysie notki, nawet jeśli rzadko dodaję coś od siebie. I zawsze ich skrycie zazdroszczę, bo są takie długie, rozbudowane i świetnie zresearchowane. Tak więc pisz dla nas, o ile tylko czujesz, że masz ochotę, bo wspaniale się to potem czyta! :)

  • Tutaj Kosmiczny Ninja, któremu trochę głupio, że tyle czyta, ale nie zostawia po sobie śladu i potem jest tylko kolejną cyferką w statystykach. Obiecuję się poprawić, ale może być trudno, bo nowe notki na Mysza Movie czytam jak tylko się pojawią i nie zawsze mam dostęp do komentarzy. No i czasem zwyczajnie zapominam, bo skleroza to straszna rzecz.
    Ale jestem, bo po prostu uwielbiam tu wracać. Nieustająco podziwiam, ściskam i życzę kolejnych owocnych, popkulturowych lat :*

  • Myszu,wszystkiego najlepszego! Samych genialnych pomysłów, notek które się piszą same, setek komentarzy, tysięcy odwiedzin i wielu kosmicznych samurajów (bo tym stają się kosmiczni ninja, jak się ujawnią) :D!

    PS. Bardzo lubię czytać Twoje osobiste notki, tylko czasami nie bardzo wiem jak skomentować, poza uściskami. Górnolotne metafory są fajne i zazwyczaj bardzo pomysłowe.

  • Piotrek

    Gratulacje z okazji tych 3 latek. To niesamowite, że po takim czasie nowe wpisy nadal są tak świeże, a Mysz nadal jest, no.. true z braku lepszego określenia. A skoro urodziny, to życzę ci kolejnego udanego roku blogowania, przekroczenia 2k fanów na FB i byś zawsze i przede wszystkim miała mnóstwo, mnóstwo, mnóstwo frajdy z tym co robisz i by fani zawsze dawali Ci dużo radości. No i przede wszystkim, dzięki, że jesteś Mysza. Czytać Cię to zawsze wielka przyjemność.

  • *oferuje serduszko na złotej tacy, także w ramach przeprosin że odpisuje na komentarze po dwóch miesiącach; be Mysza!*

    Co jak co, ale swoje fangirlowskie korzenie trzeba szanować. Mysz, mimo upływu lat, wciąż darzy zarówno SPN jak i Normana ogromną dozą sympatii :)

  • Katarzyna Prażmowska

    Przeczytalam “be Mysza” jako “badz Mysza” – tez pasuje! ;)
    Szczerze mowiac, dziwie sie, kiedy odpisujesz od razu ;) No ale mnie odpisywanie zajmuje duzo czasu, bo nalogowo tworze jakies elaboraty.
    A Norman mnie oczarowal w ostatnim odcinku TWD, nawet nie wiedzialam, ze tak tesknilam za Darylem <3

  • Bywają lepsze i gorsze okresy na odpisywanie. Czasem słowa przychodzą same, czasem trzeba je wyduszać kolanem ;)
    Ostatni odcinek TWD był super. Daryl zawsze na propsie. Ba, nawet losem Carla wyjątkowo się przejęłam.

  • Aw schucks, you guys *Mysz pali raczka, także ze wstydu, że tak długo nie odpowiadała na komentarz*
    Tym bardziej dziękuję, że się przemogliście. Świadomość, że znam część “kosmicznych ninja” z tzw. Internetów bardzo, ale to bardzo Myszę cieszy :)

  • Dziękuję, kochana. Tym bardziej, że ja dzięki Tobie – i Twojej książce – odzyskałam przyjemność i satysfakcję z gotowania. No i nie boję się już tak bardzo próbować nowych rzeczy (bo najlepiej zacząć właśnie od eksperymentów kulinarnych). You do you, bo jesteś boska! :*

  • *płoni się niczym piwonia* Dōmo arigatō :3
    Cóż, pozostaje trzymać kciuki, że Mysz zachowała poczucie humoru w obliczu ewentualnych przeciwności losu. Bo bez śmiechu nawet najlepsze serduszka potrafią stwardnieć na kamień ;)

  • *wzruszona przykłada łapkę do serducha* Ojej, nie wiem co powiedzieć. Oprócz: dziękuję :*
    No i polecam się do stalkowania (w granicach rozsądku, of course ;) )

  • Parafrazując moją prababcię (która zwykła mawiać, że “nie ważne co się pije, ważne żeby poniewierało”): Nie ważne skąd się znamy, ważne że wszechświat nas ze sobą zetknął. Teraz już się od Myszy nie uwolnisz :P
    Dziękuję z całego serca za życzenia i ściskam Cię mocno! Tak do trzeszczenia żeber ;)

  • Ty literaturoznawco, ty :P
    Oj weź *macha łapką* Przeczytać taki komplement od Ciebie to nie lada zaszczyt. Strasznie się cieszę, że na siebie trafiłyśmy w kosmicznej otchłani Internetów – wciąż nie rozumiem, jakiej magii używasz, że czytam Twoje teksty nawet o książkach które mnie nie interesują ^^ – i nasze długie konwersacje za każdym razem przynoszą mi tyle samo radości. Tym milej mi, że Mysie polecanki pozwalają Ci czasem odkryć dla siebie nowy skrawek popkultury. That’s all I could hope for :3

  • Ojej, jak miło :3 Cieszę się, że Mysia polecanka zachęciła Cię do zapoznania się z MUNCLE – szkoda by było, gdyby taki fajny film Cię ominął :)
    No i nie wiem jak będzie z tym pisaniem do końca świata, ale jak to mówią: I’ll do my best!

  • W takim razie pozostaje mi ślicznie podziękować i polecać się na przyszłość, w obu zakresach ;) A co do zachwytów nad filmami, które nie spotkały się z uznaniem – mam wrażenie, że o wiele częściej ląduję właśnie w tej grupie, niż w tej drugiej (czyli wszyscy chwalą, a Myszy krytykuje). Nie wiem, jak to o mnie świadczy: albo mam za niskie wymagania, albo po prostu jestem uroczo naiwny, łatwym w obsłudze widzem. Either way, I’m fine with it. I fajnie wiedzieć, że nie jestem w tych odczuciach sama.
    BTW: Czekam na nasz wspólny wypad do teatru. BĘDZIE EPICKO :3

  • Jerry… Ty to wiesz, jak mnie pocieszyć. Bogowie świadkiem, że gdybym nie była w szczęśliwym związku to Twoja Małżonka (którą pozdrawiam ^^) miałaby konkurencję ;)
    A tak poważnie: naprawdę z całego serca dziękuję Ci za słowa wsparcia i otuchy. Wiesz – bo powtarzam to od dawna – że ogromnie szanuję Twoje zdanie i pokaźną wiedzę, i ogromnie doceniam to, że nawet gdy się nie zgadzamy, potrafimy prowadzić ciekawe, interesujące konwersacje. Znajomość z Tobą to jedna z wisienek na szczycie blogowego tortu i naprawdę nie wiem, jak się odwdzięczyć za to, co mi napisałeś. Mogę tylko obiecać, że postaram sobie wziąć Twoje słowa do serca i pamiętać o nich w chwilach zwątpienia.
    You, sir, are awesome :*

  • Też się cieszę :). A nowe kawałki popkultury są strasznie ciekawe, a i te starsze obejrzane na nowo bywają szalenie inspirujące :).

  • Ojej, niezmiernie miło mi to słyszeć (um, czytać? ^_^). I dziękuję z całego serduszka za życzenia. Pozostaje mieć nadzieję, że Myszy jeszcze długo nie zabraknie chęci do pisania popkulturowych tekstów. Nawet jeśli pojawiają się one w długich odstępach czasu ;)

  • Ocia, Ty to wiesz jak schlebiać gryzoniom *pali raczka*
    Dziękuję za życzenia, równie podnoszące na duchu, co mało prawdopodobne (setki tysięcy? Miliony? :D). Ale kto wie? Wy trzymajcie kciuki, ja będę dalej pisać i zobaczymy co z tego wyjdzie ;)

  • Niech Ci nie będzie głupio, Puśku kochany *tuli* Sama też mam zaawansowaną sklerozę i wiem, jak bardzo potrafi ona uprzykrzyć poruszanie się po blogosferze. Tak więc nie kryguj się. Tym bardziej, że Mysz też się w tej sytuacji poczuwa, bo choć rzadko się wypowiadam u Puśka, czytam większość Twoich tekstów. I to często o tematyce, która na co dzień mało mnie interesuje! :)
    Tak więc dziękuję za życzonka i za sygnał zwrotny. Sama również postaram się częściej dawać “znak życia” :3

  • Ach, gdyby tylko notki pisały się same :D I bardzo podoba mi się wizja kosmicznych samurajów. Fajnie gdyby dzięki nim udało się odganiać mrocznych shogunów zwątpienia ;)

    PS. Dzięki. Nawet nie wiesz, jak dobrze coś takiego usłyszeć/przeczytać. A uściski zawsze są w cenie :*

  • *wachluje się łapką* Ojej, dziękuję Ci ogromnie i całego serduszka za te przemiłe słowa. Pozostaje mieć nadzieję, że Mysz z biegiem czasu nie przestanie być ani trochę mniej “true” ;) i że teksty na blogu wciąż będę sprawiały Czytelnikom tyle przyjemności. Trzymam za to kciuki :D

  • Pingback: Karnawał Blogowy #26 - Bobrownia()