W kosmosie nikt nie usłyszy, jak zdmuchniesz świeczki…

…czyli nieco poetycka notka z okazji 3 urodzin bloga.

Dzisiaj mija rok od kiedy Mysi blog przeniósł się na własną domenę, przesiadając się przy okazji z Blogspota na WordPress. 1 stycznia to także 3 urodziny Mysza Movie. If I’m honest, wciąż dość ciężko mi w to uwierzyć.

Choć już wcześniej namawiano mnie, bym przeniosła się na swoje – czyli założyła fanpage na Facebooku i własną domenę – Mysz czuła, że blog musi swoje “odleżeć”, niczym dobre wino. Wszak nie ma sensu angażować się w coś, do czego w każdej chwili możemy stracić zapał i serce, prawda?

Już wcześniej rozpoczynałam kilka projektów około-blogowych i do żadnego nie starczyło mi cierpliwości. I choć zawsze pisałam coś do szuflady, lub spędzałam godziny na GaduGadu rozmawiając z Lubym o wszystkim i o niczym (znamy się wszak ponad 8 lat), zapał do posyłania myśli w eter dość szybko zamierał. Pisanie dla samego siebie daję satysfakcję, ale krzyczenie w próżnię prędzej czy później ma prawo zmęczyć lub zniechęcić. Jeśli więc, drogie Robaczki, ktoś z Was także prowadzi bloga i smutno mu, gdy kolejne notki pozostają bez odzewu i zdarza się Wam odczuwać nasilającą się rezygnację, Myszy spieszy donieść, że całkowicie Was rozumie. I’ve been there. I choć możecie mi nie uwierzyć, it can get better :)

Mam wrażenie (dziurawa pamięć to jednak przekleństwo), iż u początków blogowania uparcie twierdziłam, że piszę przede wszystkim dla siebie. Że nie obchodzi mnie, czy ktoś mnie czyta. Ha! What a load of bollocks! Owszem, dobrze pisać z wewnętrznej potrzeby, z pasji i miłości do tego co nas interesuje, kręci i podnieca (nie tylko w popkulturze), ale bez informacji zwrotnej, bez komentarzy, bez krytyki, bez dyskusji, bez odzewu… cóż, jesteśmy jak ci pełni nadziei naukowcy, którzy wysyłają w kosmos kolejne sondy, licząc na to, że kiedyś którąś z nich odnajdzie inna, pozaziemska cywilizacja. Szanse na to może i są – wszak statystyka mówi, że nie możemy być sami w całym kosmosie – ale czasem czekanie może się znużyć.

martian-gallery2-gallery-image_0

Wyobraźcie sobie teraz, że sondy te rzeczywiście zostały przez kogoś odebrane. Ktoś przejrzał zawarte tam dane, odnalazł naszą planetę i teraz… siedzi. I obserwuje nas. Przygląda się z ciekawością temu, co robimy, jak nam się żyje i do czego dążymy. Dziwne uczucie, prawda? W sumie miło wiedzieć, że nie jesteśmy tak całkiem sami, ale… czy nie milej byłoby usłyszeć o tym wprost? Dostać jakiś najmniejszy nawet sygnał, że nie żyjemy w próżni?

Mówi się, że ludzie łączą się w pary bo chcą, by ktoś był świadkiem ich życia; by nie przeżyli go w próżni. Skoro jest to taka fundamentalna, ludzka potrzeba, czy naprawdę powinno nas dziwić, że blogerzy również dążą do tego, by ktoś ich czytał (i, ideally, także komentował)?

Nie wszystkim uda się zdobyć czytelników od razu. Wręcz przeciwnie, wielu autorom zajmie to miesiące, jeśli nie lata. Jednym będzie łatwiej, drugim trudniej–i równie wiele zależy tu od talentu, jak i cierpliwości i wytrwałości, a nawet łutu szczęścia. Jednak najwięcej, zdaniem Myszy, zależy od zwykłej ludzkiej dobroci. Od zawierania znajomości i przyjaźni, od udzielania się na innych blogach (byle nie nachalnie), od traktowania ludzi z sercem. Bo Czytelnik może do nas trafić ze względu na dobry tekst czy interesujący temat. Ale Mysz jest zdania, że zostanie z nami na dłużej, jeśli polubi nasze serce.

Myślę, że tego serca brakowało w Myszy wcześniejszych przygodach z blogowaniem. Wszak jedyna forma aktywności on-line, w której wytrwałam dłużej niż 6 miesięcy, narodziła się z zawarcia kilku luźnych znajomości na Livejournalu. To tam wdrażałam się w bycie fangirl, to tam zawierałam pierwsze internetowe przyjaźnie i uczyłam się łączyć (mniej lub bardziej kulawo) teksty recenzenckie z tymi nieco bardziej osobistymi. W dużej mierze sądzę, że przeważającym czynnikiem, który sprawił, że tak długo kontynuowałam swoją przygodę z LJ było wrażenie wspólnoty – fakt, że wiedziałam, iż mam z kim pozachwycać się najnowszym odcinkiem Supernatural; że jeśli trafię do szpitala, ktoś przejmie się moim losem i życzy mi powrotu do zdrowia; że jeśli będzie mi źle, nie będę z tym sama – znajdę oparcie, i to nawet w wydawałoby się zupełnie obcych ludziach. Ludziach, którzy z jakiegoś powodu postanowili, że ta osoba, poznana przy okazji pisków nad Normanem Reedusem, warta jest tego by poświęcić jej nasz czas, zaangażowanie i emocje. See this person? I like this person. Another! :D

INTRO-2_20thCenturyFox_TheMartian

Być może jesteście zdania, że Mysz nieco zbyt często przeprasza za swoje różne niedociągnięcia i fuck-upy, głównie te natury “obiecałam notkę i oops, nie wyszło”. Być może myślicie, że robiąc to niepotrzebnie się przed Wami płaszczę albo podlizuję. A prawda jest taka, że Mysz po prostu nie lubi sprawiać zawodu ludziom sobie bliskim. I choć może się to wydawać melodramatyczne, jeśli czytasz te słowa, drogi Czytelniku, jesteś Myszy bliski. Bo poświęcasz mi swój czas. Bo chcesz wiedzieć co myślę (i czuję). Bo dzielisz się ze mną swoimi przemyśleniami.

Przepraszając Was, Mysz daje znak, że wie, iż tam jesteście… gdzieś tam, w tym cichym, pozornie pustym kosmosie; daje znak, że wie, iż nie jest sama. Czasem nasze orbity się przecinają, czasem jesteście jak przelatująca, krótkotrwała kometa, a czasem czaicie się tylko na peryferiach, niewidoczni, niczym kosmiczny ninja… (oh no, Mouse is getting weird and metaphorical again. RUN! :D)… Przepraszając Was utwierdzam się w Waszym istnieniu. W tym, że nie wysyłam swych myśli w pustkę.

Przy czym pragnę zaznaczyć, że nie mam za złe “kosmicznym ninja”, że czytają Mysie notki i nie czują potrzeby udzielania się w komentarzach czy na fanpage’u. Macie pełne prawo czytać teksty bez żadnych obligacji – skoro i Mysz może czasem siedzieć cicho jak… well, mysz, sprawiedliwość nakazuje by także i Was obowiązywały te same zasady ;)

Wiem, że tam jesteście, przyczajeni i łypiący ciekawskimi oczami, niczym soot sprites z My Neighbor Totoro. Pamiętajcie jednak, drogie Robaczki, że kluczem jest wspomniana przez Mysz dobroć – zarówno ta, którą otrzymujemy, jak i ta którą dajemy. Tak wiele rzeczy wokół nas działa na zasadzie wzajemności i równowagi – coś za coś. Blogging is no different. Pamiętajcie o tym, gdy następnym razem przeczytacie tekst, który Was zmusi do myślenia albo z którym się nie zgadzacie (i to nie tylko u Myszy). Pomyślcie, jak miło jest usłyszeć niespodziewany komplement – a tak właśnie czuje się Mysz, gdy dostaje sygnał od któregokolwiek z Was. Nie ważne, czy jest to komentarz, wiadomość, pytanie na Asku, tweet, krótka rozmowa na konwencie, polemiczna dyskusja na FB, czy nawet zjadliwa krytyka – każdy sygnał zwrotny pozwala Myszy nieco lepiej poczuć się w tej czarnej próżni, w której na co dzień zdarza jej się dryfować. And I don’t think I’m alone in feeling this way.

Mysz zawsze gdy pisze o emocjach, zbacza w stronę górnolotnych metafor, ale uczucia za nimi stojące są jak najbardziej szczere. Cieszę się i jestem wdzięczna, że Ty, drogi Czytelniku, postanowiłeś wpaść w Myszy orbitę – nawet jeśli stało się to na krótki moment. Dziękuję Ci, że dzielisz ze mną swój czas, zaangażowanie i serce. Że wysyłasz mi sygnały zwrotne. Że dzięki Tobie całe to blogowanie ma sens.

martian-gallery3-gallery-image

… mówi się, że “Hell is other people”. Ale jeśli tak ma wyglądać piekło, to Mysz zamierza jeszcze w życiu sporo nagrzeszyć. Znając życie, głównie poprzez nie wywiązywanie się o czasie z napisania obiecanych notek ;) Wiedzcie jednak, że choć Mysz ma pamięć jak sito i słomiany zapał większy, niż największa kukła na dzień Guya Fawkesa, zapisuje sobie w kajeciku wszystkie obiecane notki. I didn’t forget them. I’m just really, really slow at writing them ;)

Dziękuję Wam, Robaczki, że pozwoliliście mi wytrwać 3 lata w tym dziwnym love/hate relationship jakie mam z blogowaniem. Dziękuję Wam, fellow blogerzy, którzy jesteście dla mnie inspiracją i najwytrwalszymi kibicami. Dziękuję Wam, kosmiczni ninja, za milczącą obecność i nabijanie statystyk ;) Dziękuję Wam, komentujący i udzielający się na fanpage’u, za wymianę poglądów, wspólnie piski i wsparcie w chwilach słabości. I dziękuję Tobie, drogi Czytelniku – za cierpliwość, wyrozumiałość i serce :3

W te blogowe urodziny rozpoczynające nowy 2016 rok, a depczące po piętach chaotycznym miesiącom roku 2015 i wszystkim towarzyszącym mu zmianom, problemom, radościom, sukcesom, smutkom i uniesieniom, życzę sobie (i Wam) by czekało nas razem jeszcze wiele wspaniałych przygód. Nie tylko tych popkulturowych.

Kosmos jest wielki. And the possibilities are endless. Lets go explore them together :)

PS. W tym roku Mysza Movie nie tylko przekroczyło 1000 fanów na Facebooku, ale także pierwszy milion odwiedzin! *szok* *niedowierzanie* *radość i konfetti*