I że cię nie opuszczę, czyli z miłości do zombie. (Part 1)

O tym jak i dlaczego ludzie kochają zombie. Czasem bardzo dosłownie.

zombiecake

Przy okazji przeglądu podsumowującego 2015 rok, Mysz zwróciła uwagę na pewną ciekawostkę. Otóż w minionym roku wyszły dwa filmy z gatunku dark comedy bawiące się tropami komedii romantycznej, a dotyczące relacji bohatera z jego byłą/obecną dziewczyną… zamienioną w zombie. Life After Beth i Burying the Ex – o których Mysz kiedyś wspominała krótko w podcaście – nie należą w żadnym wypadku do wybitnych filmów. Ba, nawet w swojej kategorii (zom-rom-com?) plasują się raczej nisko. Jednak pewien ich element zwrócił Myszy uwagę. I choć trudno uznać to za prawidłowość – Mysi wewnętrzny badacz utrzymuje, że dwa filmy to zbyt mała próbka – zaczęłam się zastanawiać, czy za tym, w jaki sposób historie o zombie z „romantycznym” zabarwienie przedstawiane są w popkulturze, kryje się coś więcej. I w jak dużym stopniu wpływa na to płeć nieumarłej postaci.

Zanim jednak przystąpię do omawiania konkretnych przykładów, przydałoby się zdefiniować sobie kilka terminów. Zombie, jak pewnie wiecie, pochodzi z folkloru Haiti, a konkretniej religii voodoo i oznacza zmarłego, którego przy pomocy magii przywraca się do życia, by służył czarownikowi jako bezwolny sługa. Pierwotne znaczenie wyparła jednak dość skutecznie wizja George’a Romero (który, koincydentalnie, obchodził parę dni temu urodziny). W filmie Night of the Living Dead z 1968 roku, Romero przedstawił nam zombie w takiej formie, w jakiej najczęściej widzimy je współcześnie: zreanimowane, bezmyślnie zwłoki, które instynktownie muszą konsumować świeże (czyt. żywe) ludzkie mięso i/lub mózg.

zombie (30)

How (un)life began…

Jeśli jednak na moment zostawić kwestię pożywania się kosztem żywych, w gruncie rzeczy istota zombie sprowadza się do bycia ożywionym martwym ciałem. Występują przy tym różnice podgatunkowe, dzięki czemu możemy rozróżnić dwa główne typy zombie pod kątem ich pochodzenia: magic zombies i science zombies. Magiczny rodowód mają wszelkie istoty, które ożyły w „niewyjaśniony sposób”, dzięki np. czarom (classic voodoo), nieznanej, metafizycznej sile lub mocy (yes, love counts as a power!), a nawet opadom kosmicznego pyłu. Do drugiej grupy wliczamy reanimacje dokonywane przez szalonych naukowców, a także wszelkie plagi zombie-izmu przenoszonego drogą wirusową.

Co ciekawe, jeśli trzymać się definicji zombie która nie uściśla preferencji żywieniowych, obejmie ona zaskakująco wiele monstrów znanych nam z popkultury. Wampiry, mumie, potwór Frankensteina… w standardowej formie wszystkie te istoty są w gruncie rzeczy ożywionymi zwłokami: jednych napędza nieznana moc lub łaknący krwi wirus, drugich starożytna egipska klątwa, a jeszcze innych wyładowania elektryczne i geniusz szwajcarskiego naukowca. Tak naprawdę to właśnie kwestie pokarmowe są najważniejszym wyróżnikiem. To i stan rozkładu.

zombie (1)

Bądź człowiekiem. Przygarnij zombie.

No właśnie – w przypadku zombie, tajemnicze „coś ożywiające zwłoki nie zatrzymuje procesów gnilnych. Wampiry są piękne i nieśmiertelne, mumie przy odrobinie starania mogą przeobrazić się ze swej zasuszonej formy w całkiem wyględną osobę, a stwór Frankensteina musi się martwić jedynie o krzywe ściegi i wieśniaków z pochodniami. Zombie mają za to kompletnie przerąbane – nawet jeśli akurat nie muszą kontrolować obezwładniającej chęci jedzenia ludziny, muszą uważać, żeby nie stracić po drodze jakiejś kończyny albo nie zgubić nosa w kubku z herbatą. O nieestetycznym wyglądzie, nieprzyjemnym zapaszku i niegojących się ranach nawet nie wspomnę ;)

Kolejnym rozróżnieniem z jakim mamy do czynienia w wypadku zombie jest osobowość, czy też jej brak. Możemy spotkać zombie bezrozumne, działające na bazie prymitywnych instynktów i wciąż ulegające rozkładowi, albo tzw. revenants (od łacińskiego reveniens czyli „powracający”) czyli istoty zachowujące całą swą inteligencję i osobowość – lub przynajmniej jej namiastkę – a także rozkładające się w nieco wolniejszym (lub zerowym) tempie.

zombie (17)

Ulubiony żart Myszy z filmu „Fido” – zamiast magazynu „Life”, magazyn „Death” :D

Istotna w folklorze zombie – a także w kontekście tej notki – jest także kwestia tzw. time span. Dotyczy ona przede wszystkim science zombies, szczególnie tych ożywionych przez wirus. Czemu? Bo ważny jest czas inkubacji „choroby” a także metoda jej roznoszenia. Czy przemiana następuje od razu po kontakcie ze śliną/krwią zarażonego (28 Days Later) czy jest to zależne np. od odporności układu immunologicznego danego człowieka (Resident Evil)? Czy wirus przenosi się wyłącznie przez kontakt z wydzielinami zombie, czy można również zarazić kogoś poprzez zadrapanie (iZombie)? A może mamy do czynienia z sytuacją, w której wszyscy noszą w sobie uśpioną formę wirusa, który przejmuje ciało dopiero gdy nosiciel umrze (The Walking Dead)?…

To wszystko bardzo istotne kwestie, jeśli chcemy rozpatrywać motyw zombie-love w popkulturze i to, jaką funkcję spełnia. Przy czym należy pamiętać, że kwestia time span bywa mniej istotna w przypadku magic zombies – są to zazwyczaj odosobnione reanimacje i nie rozprzestrzeniają się tak gwałtowanie ani agresywnie jak te wirusowe; szanse na przypadkowe zarażenie się tym rodzajem zombie-izmu również są raczej niewielkie (choć nie jest to żelazna zasada).

Zombie czy nie – takiego faceta aż szkoda zabijać ;)

Zastanawiacie się pewnie po co ta cała ekspozycja. Well… pamiętacie gdy kilka lat temu na fali popularności Twilighta i innych wampirzych YA novels, rozlegały się prześmiewcze głosy, że celem zakochanych nastolatek w następnej kolejności staną się zombie?… they weren’t wrong.

Śmiechy śmiechami, ale jeśli się przyjrzeć, motyw miłości do zombie staje się w popkulturze coraz bardziej widoczny. I choć wciąż jest to niewielki zbiór przykładów, w większości nieprzemyślanych i dość niedbale poprowadzonych, da się w nim wypatrzyć pewne tendencje.

zombie (46)

… I blame Twilight.

Nie zamierzam tu zagłębiać się w skomplikowaną metaforykę zjawiska „zombie w popkulturze”, ponieważ istnieje na ten temat sporo ciekawych analiz. Wiele też zależy od zamysłu scenarzysty i reżysera – zombie mogą być symbolem wielu zjawisk. Mogą figurować jako metafora dla ludzkiej cywilizacji, która zmierza ku zagładzie; ukazywać lęk przed pandemią (a także analizę jej mechaniki w kontekście zombie apokalipsy); wykorzystywać zombie-izm jako przenośnię dla dyskryminowanej i ostracyzowanej mniejszości (a’la X-men); a nawet być krytyką społeczną konsumpcjonizmu, prekariatu i neoliberalizmu. Ile dzieł, tyle interpretacji.

Oczywiście, nie wszyscy twórcy pragną pod warstwą gnijącej tkanki przemycić głębsze treści; niektórzy chcą po prostu postrzelać sobie do hord bezmyślnego mięsa armatniego. Nie należy zapominać, że zabijanie zombie – w świecie w którym nie da się zarażonego „odczarować” – jest moralnie weightless, ie. bohaterowie nie muszą się czuć winni, że młócą zombie, jak chłop zboże. Po prostu eliminują czyhające na nich zagrożenie. To kwestia przetrwania.

Dziś jednak chciałabym się pochylić nad zombie jako jednostką bardziej indywidualną. Bo choć filmy typu 28 Days Later czy Resident Evil mają swoją wartość (ej, rozrywka to też wartość!), to raczej w tych mniej znanych, często niezależnych tytułach pojawiają się najciekawsze – a także najbardziej problematyczne pod względem stereotypizacji płciowej – przypadki  zombie-izmu. Swoiste what it truly means, to be a zombie”.

zombie (47)

Self Made Zombie | Art by Alberto Montt

Mysz musi tu zaznaczyć, że nie jest broń Borze jakimkolwiek ekspertem w dziedzinie zombie czy horrorów jako takich. I’ll watch a scary movie every now and again, ale by zebrać materiał do tego tekstu w dużej mierze polegałam na ekspertyzie blogerów, którzy interesują się tą tematyką. Jerry z Jerry’s Tales i Owca z Ovis Aries pomogli mi uściślić, gdzie szukać najlepszych przykładów; sami również podrzucili Myszy kilka naprawdę wartościowych tytułów. Aeth, czyli Wiedźma na Orbicie i fabulitas z Jeans and Tee Girl również miały swój wkład w tę notkę. Bardzo pomocne okazały się również TV Tropes, zwłaszcza Boy Meets Ghoul i Ressurected Romance, Necromantic, I Love the Dead (uwaga, nekrofilia!) i Came Back Wrong.

Jak się pewnie domyślacie, Mysz podeszła do tej notki z charakterystyczną dla siebie niezdrową obsesyjnością. A mimo to wiem, że 100% wiele rzeczy ominęłam. Niektóre zupełnie nieświadomie*, inne–jak najbardziej. Wierzcie mi: nie chcecie wiedzieć, w jakie obrzydliwe zakątki Internetu zawędrowałam w poszukiwaniu materiału do tego tekstu. Jedyny pożytek? Wiem już na 100% że gatunek body horror to zupełnie nie moja para (ubabranych larwami!) kaloszy >.<

*nurt indie horror (w tym odłam queer horror) jest na tyle pokaźny, że nie idzie go za jednym razem ogarnąć. Otwarcie przyznaję, że mnie to nieco przerosło :D

zombie (4)

A Family Once | Art by Jay Fleck

Podobnie jak nie udało(by) mi się obejrzeć wszystkich filmów o zombie – pomijam już, że niektóre w ogóle rozmijają się z omawianym zagadnieniem – tak nawet nie próbowałam brać się za literaturę, chociaż to właśnie wśród kart książek i wydawanych w self-publishingu ebooków można najczęściej spotkać historie o miłości do zombie [1, 2]. Można założyć, że popularność gatunku paranormal romance i urban fantasy – a także niespodziewany sukces „Warm Bodies” Isaaca Mariona – miały w tym swój niemały udział.

Jednak już wcześniej zdarzały się teksty o tej tematyce. Mysz, szperając ostatnio na Goodreads w poszukiwaniu ciekawych książek, trafiła na „My Father, The Pornographer: A Memoir” Chrisa Offutta, dzięki czemu – zupełnym przypadkiem – dowiedziała się o istnieniu Andrew J. Offutta, który oprócz bycia poczytnym autorem science-fiction i fantasy, pisał także erotyki, w tym m.in. „zombie porn” (a także time travel porn, secret agent porn czy Atlantis porn). Widać więc, że już w latach 70. istniała nisza dla tego typu treści.

zombie (48)

…read any good zombie books lately?

OSTRZEŻENIE: dzisiejsza notka będzie dotyczyć szeroko pojętej „miłości do zombie”, w jej wielu, czasem niepokojących formach. Tak więc jeśli brzydzi Was ta idea, albo kiepsko radzicie sobie z tematyką zwłok i procesów gnilnych, radzę nie czytać notki podczas posiłku. Jeśli nie lubicie czytać o (momentami drastycznym) uprzedmiotowianiu i wykorzystywaniu bohaterów obojga płci, również radzę mieć się na baczności. Mysz co prawda starała się nie zawierać w notce najbardziej drastycznych przykładów, ale o paru musiała wspomnieć z kronikarskiego obowiązku. Żeby nie było, you have been warned.

Uwaga: w tekście pojawiają się spoilery do właściwie wszystkich wymienianych tytułów.

Rozpoczynając tę notkę, miałam pod ręką 2 filmy i luźne domysły. Kończąc research, miałam listę ~25 dzieł i całkiem sensowną teorię. Co prawda wciąż sprawia ona wrażenie utkanej z pajęczej przędzy, ale trudno zaprzeczyć, że jej sieć można dość daleko zarzucić. Teoria ta głosi, że zombie, jako konstrukt popkulturowy są… well, strasznie seksistowskie.

Crazy Ex-Girlfriend vs Sex Doll

Z obejrzanych przez Myszę filmów (a także odcinków kilku seriali) wyłania się bardzo niepokojący obraz. Mianowicie, kobiety zamienione w zombie mogą spełniać właściwie wyłącznie dwie funkcje: albo oszalałej z zazdrości eks-dziewczyny, albo mniej lub bardziej bezwolnej seks lalki.

zombie (41)

„Zombie” and „strippers”. Two words I never want to see next to each other. Ever.

Drugi trop wydaje się na pierwszy rzut oka tym częściej spotykanym. Filmy typu Zombie Strippers czy Zombies! Zombies! Zombies! (aka. Strippers vs Zombies), choć są utrzymane w estetyce camp, podchodzą do tematu na tyle „użytkowo” – ie. głównie po to, by pokazać nieco (gnijącego) ciała – że zamiast naśmiewać się z tego tropu, stają się jego najgorszymi przykładami.

Podobny przypadek ma miejsce w serialu Z Nation. Produkcja SyFy, czyli stacji specjalizującej się w świadomie kiczowatych dziełach typu Sharknado, całkiem trafnie naśmiewa się z pewnych archetypów i stereotypów „kina zombie”; nie brakuje też w nim dawki czarnego humoru, który objawia się w np. postaci zombie-amiszów czy zombie-niemowlęcia. I choć tornado-zombie (not kidding) może się niektórym wydać niepokojącym elementem, serial winny jest znacznie poważniejszych zbrodni, namely: uprzedmiotawiania kobiet i zawoalowanej gloryfikacji stereotypu macho.

W Z Nation mamy Murphy’ego – bohatera, który jest odporny na wirus zombie (przy czym sam utracił nieco ludzkich cech, w tym wygląd). Co ważniejsze, Murphy może poprzez ugryzienie tworzyć pół-zombie, pół-ludzi. Taki los spotyka Cassandrę, którą poznajemy jako „erotyczna przynętę” grupy kanibali, którzy kuszą swoje ofiary wizją spędzenia kilku odpłatnych godzin z chętną do baraszkowania dziewczyną. Jakby mało było tej uprzedmiotowionej roli, po ugryzieniu, Cassandra zmienia się w istotę bezrozumnie podążającą za Murphym, niczym lojalny piesek. Nie jest kompletnie pozbawiona autonomii, ale wykazuje wobec swojego „stwórcy” nieuzasadnioną poddańczość. Całą sytuacją dodatkowo pogarsza fakt, że Murphy również traktuje Cassandrę przedmiotowo, niczym pupilka lub maskotkę.

zombie (24)

Zombie też czas potrzebują odrobiny R&R (rest and recuperation).

W serialu pojawia się również inna kwestia – mniej wyraźna, ale pod pewnym względami bardziej niepokojąca. Postać 10K – nastolatka który przeżył zombie apokalipsę w samotności i zdziczeniu, zanim dołączył do grupy „naszych” bohaterów – wydaje się być przedstawiana w Z Nation jako bohater pozytywny. Jest on najlepszym strzelcem – 10K to zarówno przydomek który sam sobie nadał, jaki cel do osiągnięcia (10K to 10 tysięcy zombie do odstrzelenia) – a także, poniekąd, najbardziej pozbawionym skrupułów członkiem grupy. Nie jest kompletnie wyprany z uczuć, co widać w jego przyjaźni z Dociem, ale jego milczenie i zwierzęcy instynkt przetrwania wzbudzają pewien niepokój. Z drugiej strony jego umiejętności naprawdę zwiększają szansę przetrwania grupy. W gruncie rzeczy to taki Daryl z The Walking Dead, tylko że bardziej pryszczaty ;)

Niepokój jaki wzbudza 10K może się jednak zwiększyć, gdy przyjrzymy się konstrukcji jego postaci. Na papierze, 10K to nastoletnie ucieleśnienie typowego macho-bohatera first person zombie shooter games; na dodatek z własnoręcznie nadanym przydomkiem który, in more ways than one, przywołuje nam myśl „tytuły” nadawane seryjnym zabójcom. Co więcej, z jego rozmów z innymi bohaterami możemy wywnioskować, że wybuch apokalipsy sprawił, iż 10K nie zdążył nabrać doświadczenia w sferze erotycznej („porn was before my time… is it good?”). Z drugiej strony, serial otwarcie pokazuje jego fascynację zombie-striptizerkami. Niektórzy widzowie odczytują także jego uczucia wobec Cassandry jako swoistą zazdrość i zaborczość – skorelowaną z faktem, że Cassandra jest z Murphym, a nie z 10K (który od początku lgnął do dziewczyny i okazywał jej sympatię).

z nation (2)

Uratowałem cię od zombie. Will you be mine?

Wyłania się z tego wcale znajomy obraz nastolatka, wychowanego na strzelankach, traktującego ludzi (zwłaszcza kobiety) przedmiotowo, roszczącego sobie prawo do decydowania o życiu i śmierci innych, domagającego się wdzięczności – zarówno za swoje umiejętności,  jak i za bycie „The Nice Guy. Nietrudno wysnuć paralele między 10K, a postacią Tate’a z American Horror Story: Murder House, czy rzeczywistymi przypadkami, gdy rozgoryczony, wyalienowany nastolatek groził nauczycielowi bronią, lub zastrzelił dziewczynę, która odmówiła mu randki. W tym kontekście fakt, że serial zdaje się jedynie potwierdzać „zajebistość” 10K jako postaci wzbudza, przynajmniej u Myszy, silny poczucie dyskomfortu.

I owszem, można uznać to za swoistą satyrę czy krytykę kwestii gun violence w USA, ale trudno nie odnieść wrażenia, że Z Nation posługuje się pewnymi tropami dość bezmyślnie i niezręcznie. Zdaniem Myszy, wątek Murphy’ego i służalczej Cassandry jest zbyt nachalny. Z kolei socjopatyzczny ‚rys’ 10K jest zarysowany zbyt delikatnie, by casualowy widz zwrócił na niego uwagę. Chociaż, umówmy się – wciąż jest to lepsze ujęcie tematu „zombie sex niewolnic” niż gratuitous tit-shot jaki możemy zobaczyć w Scouts Guide to the Zombie Apocaylspe (i to nawet w trailerze). Film ten zresztą również podpada pod podlaną nastoletni hormonami fantazję na temat Nice Guy jako bohatera krwawej strzelanki. Na szczęście dla Myszy, Scouts Guide… zbytnio odbiega od tematu notki, bym musiała się nad nim dłużej pochylać :P

z nation (3)

…do you think he’s compensating for something? :P

Jednak kwintesencją całego obrzydliwego tropu „zombie sex doll” jest film Dead Girl. Owszem, jest tu pewien aspekt krytyki społecznej. Ba, niektórzy zdoła nawet wychwycić w filmie echa Standfordzkiego eksperymentu z więźniami, dowodząc że jedno i drugie prezentuje granice ludzkiej moralności i to, jak łatwo je przy odpowiednich warunkach przekroczyć.

Niemniej, zdaniem Myszy, finał filmu skutecznie przekreśla jakąkolwiek (pozorną) głębię. Trudno uwierzyć, że film rzeczywiście potępia seksualne wykorzystywanie nieumarłej dziewczyny, w momencie gdy historia kończy się tym, że nasz główny, „pozytywny” bohater (Nice Guy, again) ląduje z własną martwą, bezwolną dziewczyną. Przy czym, obviously, zostaje nią szkolna koleżanka, za którą pół filmu wodził maślanymi oczkami (a która go konsekwentnie odrzucała, bo miała chłopaka). W Myszy sama idea filmu, w którym uwięziona dziewczyna jest wielokrotnie gwałcona i wykorzystywana, wzbudza właściwie wyłącznie obrzydzeni – automatyczne i w pełni uzasadnionee. Undead or not, nic nie usprawiedliwia historii, która porusza wątki gwałtu w taki sposób, serwując dodatkowo taki finał. A jednak… trudno nie zauważyć, że to właśnie shock factor – a także drzemiące u podstaw filmu niepokojące ziarno prawdy dt. współczesnej rape culture – stanowi (jedyną) wartość filmu. Brrr, okropność. A to i tak nie jest najgorsze „dzieło”, na jakie Mysz się w trakcie swojego researchu napatoczyła? >.<

Innym niepokojącym tropem pojawiającym się w przypadku żeńskich postaci zamienionych w zombie jest wychwycony tzw. crazy ex-girlfriend trope. Znacie te filmy, w których mamy współczuć głównemu bohaterowi, bo jego eks jest szaloną, zazdrosną, gderliwą megierą, która nie chce go zostawić w spokoju? Dodajcie element zombie i macie Burying the Ex – film od którego zaczęła się ta cała notka. Anton Yelchin gra w nim Maxa, czyli – you guessed it! – Miłego Chłopaka (Nice Guy), który nie ma odwagi zerwać z Evelyn (Ashley Greene), swoją nieprzyjemną dziewczyną. Sprawę wygodnie rozwiązuje jej przypadkowa śmierć, ale zanim nasz bohater zdąży wejść w poważną relację z Olivią (Alexandra Daddario) – dziewczyną, która mu się podoba i dzieli jego zamiłowanie do horrorów – Evelyn powraca zza grobu. And she’s not happy.

zombie (14)

Now that’s what I call redecorating!

Burying the Ex miało okazję odwrócić stereotyp zazdrosnej eks – film kilkukrotnie odwołuje się do ram horroru jako gatunku i pojawiających się w nim motywów eksploatacji kobiet, co zdaje się sugerować, że twórcy próbowali te elementy wyśmiać. Zamiast tego, co i rusz wpadają w utarte schematy. Evelyn jest opętaną żądzą seksu zazdrośnicą, uosobieniem lęków Maxa o kontrolującej partnerce. Także Olivia odmalowywana jest w negatywnym świetle, bo wymaga od Maxa coraz więcej czasu i uwagi, a on jest przecież zajęty unikaniem swojej eks. Co z tego, że Olivia jest kompletnie nieświadoma sytuacji – nie powinna przecież czegokolwiek od naszego biednego Nice Guy‚a wymagać :/

Film stara się wzbudzić naszą sympatię do Maxa, ale sytuacja w której się znalazł jest idiotyczna; co więcej wynika z jego własnej winy. Owszem, w przestylizowany sposób pokazuje do czego są w stanie posunąć się niektórzy mężczyźni, by uniknąć konieczności zerwania i bycia „tym złym” w związku. Jednak głównie ukazuje, jak mocno zarówno męskie jak i żeńskie postaci wtłoczone są w płciowo stereotypowe role: Max jest wymoczkiem, który nie ma na tyle ikry, by postawić się swojej dziewczynie, a Olivia jak i Evelyn to boleśnie sztampowe kobiety-zazdrośnice, wyzywające się od „bitches” i walczące o faceta, który nawiasem mówiąc, isn’t that great to begin with. Tak naprawdę nikt nie wychodzi z tej historii obronną ręką.

zombie (42)

No weźże zmężniej i obetnij jej tę głowę!

Motyw „zazdrosnej eks” (extreme zombie edition) pojawia się także w serialach. Istnieje odcinek Tales from the Crypt (2×04 „Til Death”), w którym żądny zastrzyku gotówki bohater podaje bogatej, opryskliwej wdowie napój miłosny, uzyskany od kapłanki voodoo. Niestety napój działa aż za dobrze, przez co nawet po śmierci wdowa jest obsesyjnie zakochana w bohaterze i ostatecznie doprowadza do jego śmierci.

Z kolei w Supernatural (2×04 „Children Shouldn’t Play With Dead Things”) pojawia się motyw bohatera,  magicznie ożywiającego zmarłą dziewczynę, w której się podkochiwał. Ta od razu zabija swojego niewiernego chłopaka, ale zanim ma okazję zabić swoją najlepszą przyjaciółkę (z którą tenże chłopak ją zdradzał), na ratunek zjawiają się Winchesterowie. Przy czym Myszy zdaniem fakt, iż rozgoryczona zombie-dziewczyna przed unicestwieniem zabija tego, który ją ożywił, ma w sobie przewrotny element poetic justice :)

zombie (1)

…we’ve got work to do.

Co ciekawe, pod pewnym względami do tropu crazy zombie ex-girlfriend pasuje także Corpse Bride Tima Burtona. W animacji tej Emily, czyli tytułowa gnijąca panna młoda, ślepo wierzy, że Victor chce się z nią ożenić. Wystarczyło, by chłopak włożył jej na palec pierścionek zaręczynowy, a ta już-już porywa go w zaświaty. Czy istnieje mniej subtelne uosobienie męskiego lęku przed zbyt szybkim ożenkiem? :D

Na tym jednak nie koniec kobiecej „obsesji”. Emily, gdy widzi Victora z prawdziwą ukochaną – jego betrothed, Victorią, jak najbardziej żywą i nie-gnijącą – staje się chorobliwe zazdrosna i zaciąga go z powrotem do krainy (nie)umarłych. Oczywiście jest to baśń dla dzieci, więc historia kończy się pozytywnie, ale ważniejsze zdaniem Myszy jest to, że Emily dostaje swoje odkupienie – wybacza Victorowi i zwraca mu wolność, by mógł ożenić się z Victorią; wywiera także swoją zemstę na mężczyźnie, który ją zabił, a na koniec rozwiewa się w chmarę motyli, osiągnąwszy ostateczny spokój.

Niemniej ważnym twistem jest to, że nalot nieumarłych na spokojnie miasteczko, który początkowo brany jest za początek apokalipsy, okazuje się tak naprawdę radosną okazją, podczas której powracają do nas bliscy, których bezpowrotnie utraciliśmy. Także pod tym względem widać, że z konfrontacji z zombie-tropami Corpse Bride, jako jeden z niewielu filmów, wychodzi obronną ręką.

zombie (15)

Nie spotykaj się z inną za plecami zombie. Możesz dług nie pożyć.

Nice Guy vs Beauty and the Beast

A jak mają się sprawy w momencie, gdy zza grobu powraca mężczyzna?

O dziwo, faceci, jako bohaterowie historii z zabarwieniem „romantycznym”, zmartwychwstają rzadziej niż kobiety. Myszy zdaniem ma to bezpośredni związek z seksistowskim zabarwieniem zombie-tropu.

Przyglądając się obejrzanym dziełom, zauważyłam pewne trendy:

  • jeśli kobieta powraca zza grobu „sama”, z własnej inicjatywy lub ożywiona niewyjaśnioną siłą, zwykle wpada w kategorię „crazy ex-girlfriend” i jest postacią negatywną. Gdy mężczyzna powraca zza grobu, robi to np. z miłości do dziewczyny – często takiej, która nawet nie wiedziała o jego istnieniu.  Aww, so cute, right? Not creepy at all! *sarkazm*
  • jeśli mężczyzna powraca jako nieumarły, kobieta najczęściej stara się zignorować jego przemianę i kochać go „mimo wszystko”; nieumarłą kobietę najczęściej chce się wyeliminować jako zagrożenie, lub wykorzystać jako seks-zabawkę.
  • mężczyzna „ożywiający” dziewczynę (magią/wirusem/whatever), nawet jeśli jest przedstawiany jako villain, zostaje usprawiedliwiony – „kocham cię tak mocno, że nie wyobrażam sobie życia bez ciebie, bądź ze mną nawet po śmierci” ; kobieta „ożywiająca” faceta – jeśli w ogóle się w popkulturze pojawia – pokazana jest jako zdesperowana i godna litości.
  • nieumarły facet może zdobyć dziewczynę, która nie kochała go przed przemianą; kobieta-zombie albo była kochana przed przemianą i to uczucie (w wypaczonej formie) trwa dalej po zmartwychwstaniu, albo po przemianie jest pożądana wyłącznie jako seks-zabawka; jej osobowość jest nieistotna.
zombie (5)

Zombie Romance | Art by Yannick Bouchard

Takie prawidłowości wyłaniają się na pierwszy rzut oka. To co jest jednak najciekawsze, gdy porówna się zombie-females do zombie-males to to, że choć historii nieumarłych mężczyzn jest mniej niż kobiecych, panuje wśród nich większa różnorodność. Innymi słowy: kobiece historie niemal zawsze wpadają w któryś ze skrajnych stereotypów, podczas gdy mężczyźni potrafią mieć bardziej złożone, mniej jednoznaczne historie.

Przykładowo, mamy filmy, które idealnie wpasowują się w powyższe tendencje, w tym Myszy ulubione odkrycie, czyli My Boyfriend’s Back. To kuriozalna, kiczowata komedia z lat 90. w której młody bohater ginie by uratować ukochaną dziewczynę. Powraca do życia dzięki sile swej miłości i otrzymanej obietnicy – przed śmiercią, dziewczyna zgodziła się pójść z nim na bal maturalny. Myk w tym, że dziewczyna ma już chłopaka i początkowo wcale nie chce dotrzymać słowa. Bohater jest jednak uparty, a ona – z niewyjaśnionych powodów – zaczyna nagle odczuwać do niego niewyjaśniony pociąg („you’re not like other guys”). I to mimo faktu, iż podczas kolejnych zbliżeń odpadają mu coraz to nowe części ciała, a okoliczni mieszkańcy – wyjątkowo nonszalancko podchodzący do tego, że ktoś im zmartwychwstał i snuje się po mieście – urządzają na niego polowanie a’la pitchforks and torches, kierowani karykaturalnie przerysowaną niechęcią.

zombie (26)

Ach, ta zombie charakteryzacja z lat 70. ^__^

My Boyfriend’s Back wpasowuje się więc pod wieloma względami w trop Nice Guy™. Do tego stopnia, że bohater kilkukrotnie robi dziewczynie pretensje: „I died for you”, „I came back from the grave for you!”, „I ate Chuck for you, so we could go to prom together!” (bohater wolniej gnije, jeśli zje ludzkie mięso, więc zjada ucznia, który zabił się przypadkiem, wymachując siekierą podczas próby unicestwienia głównego bohatera). Co więcej, przysłuchujące się tym komentarzom koleżanki dziewczyny, dorzucają rozmarzonym, pełnym podziwu tonem: „A mój nawet nie chce mi samochodu zatankować”.

Tego typu karykaturalnych motywów jest więcej: bohater tłumaczy dziewczynie, że inni chcą z nią być dla jej popularności, a on ją kocha „za to że jest”; bohater ma halucynacje, że ukochana mówi mu „Eat me” (tu w sensie dosłownym, a nie erotycznym, choć może to być odczytane dwuznacznie); dziewczyna nie ma nic przeciwko temu, że bohater w pewnym momencie podczas zbliżenia gryzie ją w szyję (film nie wyjaśnia czy zombie-izm jest tu zaraźliwy). The list goes on.

Ostatecznie, nasz Nice Guy dostaje swoją szansę na odkupienie. Nie tylko wraca do żywych, ale także do momentu tuż przed swoją śmiercią; przy czym mimo wiedzy, że dziewczynie nie stanie się krzywda, znów poświęca dla niej życie. Tym razem jednak udaje mu się nie umrzeć – kula magicznie chybia, a bohater ma szansę wyznać dziewczynie miłość. I Mysz nie miałaby z tym filmem żadnego problemu, gdyby nie to, że nie ma w nim żadnej głębszej myśli. Gdyby My Boyfriend’s Back było satyrą na Miłego Zombie-Chłopaka, który napastuje dziewczynę mimo jej niechęci (odwrócenie tropu  crazy zombie ex-girlfriend), mielibyśmy do czynienia z naprawdę fajną, kampową komedią. A tak dostajemy po prostu kolejnego bohatera, którego zachowanie – typowe dla creepy stalkera – jest nie tylko usprawiedliwiane, ale ostatecznie nagradzane! What a load of sexist horseshit.

zombie (27)

Co tam książki, całuj zombie!

O wiele lepiej z podobnym tematem radzi sobie niezależna irlandzka zom-rom-com Boy Eat Girl. Tu również mamy wątek chłopaka potajemnie zakochanego w swojej najlepszej przyjaciółce, jednak cała reszta ich relacji – a także konflikt „miasteczko vs zombie” – rozgrywa się zupełnie inaczej. Przede wszystkim w filmie tym bohater nie umiera w heroicznej próbie uratowania ukochanej – „przypadkiem” popełnia samobójstwo, a do życia przywraca go matka, której nieopatrzne wtargnięcie do pokoju syna spowodowało jego śmierć in the first place. Swoją drogą to jeden z niewielu przykładów w tekście, gdzie wskrzeszającym jest rodzic, a nie partner.

Z kolei kwestie uczuciowe w Boy Eat Girl to istna komedia nieporozumień: On kocha ją, ale myśli, że jest z innym, Ona kocha jego i chce z nim być, ale On ją odtrąca… w efekcie dochodzimy do sytuacji, w której najpierw chłopak chce zdobyć dziewczynę, potem dziewczyna chce zdobyć chłopaka (equality!), a na koniec wszyscy chcą po prostu ujść z życiem. Ostatecznie, zakończenie filmu – choć sprawia wrażenie nieco doklejonego – jest szczęśliwe i, przynajmniej Myszy zdaniem, całkiem satysfakcjonujące. Głównie dlatego, że Jessica, ukochana głównego bohatera, jest chyba najbardziej bad-assową postacią całego filmu. Trudno nie szanować dziewczyny, która kosi zombie traktorem. :)

zombie (13)

Boy meets girl, boy… eats girl?

Ciekawym dziełem w kontekście romantycznych relacji zombie jest także mało znany film Wasting Away. Myszy ta niezależna produkcja przypadła do gustu przede wszystkim dlatego, że ma na siebie oryginalny pomysł.  Basically,bohaterowie przez dłuższy czas nie mają pojęcia, że są zombie, a różne punkty widzenia (ich vs normalnych ludzi) podkreśla podział na czarno-biały i kolorowy obraz, a także efekty przyspieszenia dźwięku (świat ‚poza’ zombie toczy się szybciej i ich spowolnione mózgi nie nadążają np. za mową normalnych ludzi).

Jeszcze ciekawszy był jednak dla mnie fakt, że mamy tu do czynienia z przemianą w zombie aż czwórki bohaterów  (czy też dwóch par): dziewczyny i zakochanego w niej, nieśmiałego chłopaka, oraz drugiej dziewczyny i jej nieco bucowatego byłego. To chyba jedyny obejrzany przez Mysz film, w którym widzimy relacje (w tym miłość i seks) zombie z zombie, a nie zombie z człowiekiem. Choć więc nie jest to film wybitny, Mysz musiała o nim wspomnieć, a i Was w sumie zachęca do poświęcenia mu kilkudziesięciu minut. Tylko uważajcie: żart z odpadającym członkiem może niektórych obrzydzić ;)

zombie (37)

Alaric z The Vampire Diaries i Wendell z Bones. A do tego całkiem przyzwoita komedia o zombie :)

Innym klasycznym tropem w wypadku zombie-males jest motyw a’la Stwór Frankensteina, czyli samotny, nieszczęśliwy potwór poszukujący miłości. Buffy the Vampire Slayer miało odcinek (2×02 „Some Assembly Required”), w którym kolejne uczennice porywano, by pozyskać części ciał dla towarzyszki chłopaka, ożywionego przez brata. Podobnie jak tragiczny bohater Shelley, tak i Daryl w Buffy nie dostaje happy endu – z własnej woli ginie przy boku nieukończonej partnerki.

Inną postacią nawiązującą do tego motywu jest Imhotep, czyli antagonista filmu The Mummy Stephena Sommersa. Przy czym Mysz przyznaje, że zawsze gdy ogląda te filmy (zwłaszcza The Mummy Returns), po cichu kibicuje egipskiemu kapłanowi i jego ukochanej Anck-su-Namun. Jest coś takiego w historii o reinkarnacji i miłości-która-jest-wieczna, co sprawia, że Mysz nie może kategorycznie zaliczyć tych bohaterów jako negatywnych. To tylko świadczy o sile tropu Necromantic – nawet jeśli miłość do drugiej osoby sprawia, że bohater staje się Tym Złym, wciąż jesteśmy w stanie usprawiedliwić jego działania. The power of love knows no bounds ;)

Warto jednak zaznaczyć, że w wypadku kobiet „ożywiających” mężczyzn nie stosuje się takiego usprawiedliwienia, ewentualnie uważa się je za niedostatecznie wytłumaczenie. No chyba że mówimy o miłości matki do dziecka. Ale, o ile Mysz się orientuje, w zakresie relacji rodzic-dziecko motyw zombie do tej pory pojawił się przede wszystkim w kontekście ojca i córki (Maggie). Mamy postać ojca, który musi się zmierzyć z faktem, iż nie udało mu się uchronić córki od niebezpieczeństwa; mamy także dekonstrukcję archetypu „Macho Father Without Feelings”.

Są jeszcze przypadki, w których relacja dziecko-rodzic pojawia się w kontekście obojga rodziców (My Boyfriend’s Back, Life After Beth – o którym szerzej za moment). Ciekawe jest jednak to, że rodzice rzadko są przyczyną zmartwychwstania; przynajmniej jeśli bazować na przytaczanych tu filmach. Wydaje się, że twórców zombie-flicks, korzystających z tropu Necromantic, o wiele bardziej interesują uczucia romantyczne niż rodzicielskie. Co jest o tyle dziwne, że to właśnie uczucia rodzica do dziecka są, dyskusyjnie, silniejsze niż uczucia romantyczne.

zombie (25)

… would still hit that ;)

(technicznie rzecz biorąc, w The Mummy zombie jest Anck-su-Namun. Imhotep został przeklęty tzw. „undeath”, co oznacza, że jego dusza została uwięziona w ciele, ie. nie mógł umrzeć; nie jest to to samo, co bycie martwym, a następnie ożywionym–jak jego ukochana).

Oczywiście najbardziej znanym reprezentantem tropu, który Mysz ochrzciła jako „Beauty and the Zombie”, jest Warm Bodies. Ta komedia romantyczna reinterpretuje Romeo i Julię w czasach zombie-apokalipsy, ale serwuje nam obowiązkowe szczęśliwe zakończenie. Nikogo nie dziwi, że Julie widzi w zombie imieniem „R” (like Romeo, get it?) coś więcej niż zagrożenie. Równie ochoczo łykamy metafizycznie-niejasną przemianę R, którą zapoczątkowało z wolna wzrastające uczucie do Julie. W gruncie rzeczy wszystko sprowadza się do historii, która jak to mówią, is a tale as old as time: Bestia zmienia się w księcia.

Przy czym na potrzeby tej notki Mysz przyznaje, że wciąż nie jest do końca pewna, czy R przypadkiem nie podpada pod trop Nice Guyzombie editionJakby na to nie patrzeć, Julie czuje do niego sympatię bo:

  1. R nie zjadł jej, choć jest zombie i mógł to w każdej chwili zrobić (typowe dla tego tropu wykorzystywanie wdzięczności jako zarzewia uczucia),
  2. R wykorzystuje wspomnienia jej byłego chłopaka, by się jej przypodobać – a dodajmy, że przejął je, zjadając jego mózg; warto tu zaznaczyć, że Julie ostatecznie domyśla się, iż R zabił jej chłopaka, and somehow she’s okay with that.
zombie (29)

Jeśli nie widać różnicy, to po co przepłacać?

Motyw miłości, która jest w stanie przeobrazić zombie-antagonistę w postać pozytywną pojawia się także w Fido. To przewrotna komedia, stylizowana na lata 50.–takie Pleasantville meets Bicenntenial Man, tylko że z zombie sprowadzonymi do roli bezwolnych służących. Tu zresztą pojawiają się dwa motywy z przeciwnych stron zombie-spektrum. Z jednej strony, mamy granego przez Billy’ego Connolly tytułowego „Fido”, który dzięki przyjaźni z małym chłopcem z bezwolnego służącego staje się pełnoprawnym członkiem rodziny. Ba, zakochuje się w nim matka chłopca, grana przez Carrie-Anne Moss! Because why not? ;)

Z drugiej strony, film prześlizguje się po kwestii tego, że sąsiad chłopca wykorzystuje swoją zombie-towarzyszkę do „niecnych” celów*. Ba, wyraźnie jest powiedziane, że Pan Theopolis opracował specjalną procedurę, która spowalnia procesy gnilne, tak by jego partnerka dłużej pozostała „sprawna” i atrakcyjna. W efekcie, mimo interesującego ujęcia tematu zombie, film nigdy nie wychodzi poza  stereotypowe (i ostatecznie krzywdzące) schematy. A szkoda. Jest w nim potencjał na coś więcej, niż tylko historia o tym, jak to „the love of a good woman” jest w stanie zmienić każdego potwora w cudownego partnera :/

*jeśli pamięć nie myli, podobny motyw, bardzo pobocznie, pojawia się w Shaun of the Dead, czyli absolutnie kultowym zombie-flicku, który parodiuje i dekonstruuje nieumarłe tropy. Jeśli pamięć nie myli, w filmie pojawia się telewizyjny wywiad, w którym żona przyznaje się do utrzymywania „stosunków” ze swoim zombie-fikowanym mężem. Alas, kwestia ta nigdy nie jest szerzej rozpatrywana.

zombie (16)

Najczęstszy żart w filmie?… „Kochanie, tylko nie zębami”. Ha-ha. Bardzo śmieszne :/

By kontynuować czytanie, przejdź do części drugiej.

  • Krzysiek Ceran

    Te tradycyjne, haitańskie zombie to nie byli magicznie wskrzeszeni zmarli, tylko żywi ludzie, których czarownik podporządkował sobie magią / magicznym proszkiem. A przynajmniej – to też była opcja.

    Co do Warm Bodies, bo akurat mam na świeżo – gość zjedzony przez R był w tym momencie byłym chłopakiem Julie. Co wciąż nie usprawiedliwia kompletnego braku reakcji.

  • As far as I know, jest odwrotnie – w tradycji voodoo, zombie przede wszystkim powstawały z magicznie ożywionych zmarłych. Jedynie bardzo potężny czarownik mógłby być w stanie stworzyć zombie z żywej osoby. A i te wierzenia prawdopodobnie brały się z autentycznego lęku, by nie stać się bezwolnym służącym potężnego magika.

    Owszem, był. Nawet wspominam o tym w tekście. Niemniej nonszalancja bohaterki wobec ‚pożywienia’ R wciąż ma prawo wzbudzać zdziwienie/niepokój.

  • Jan Kokot

    My Boyfriend’s Back chodził na vhs pod tytułem Mój chłopak zombie i wpisywał się w nurt podobnych produkcji złotych lat 80: Nastoletni wilkołak z Michael J. Foxem czy Nastoletni wampir gdzie pod przykrywką potworności nastoletni bohaterowie borykali się z trudami okresu dojrzewania. Taki John Hughes w wersji light :) W tym filmie warto tez zwrócić uwagę na główną bohaterkę granę przez Traci Lind, którą Mysz może pamięta z takich hitów lat 80 jak Fright Night 2 czy Class 1999. Nastolatkiem będąc podkochiwałem się w niej… ta jej burza włosów wyglądała wprost świetnie :) Aha, omawiany film pochodzi z roku 1993 – choć mocny jest w nim duch lat 80, podczas gdy Mysz pisze o latach 70 ?!

  • Mysz dobrze zna „Teen Wolf” (a nawet beznadziejny sequel „Teen Wolf Too” z Jasonem Batemanem) i „My Best Friend is a Vampire” (z nastoletnim Wilsonem z Dr. House’a) – po latach bardzo lubię do tych filmów wracać, bo wciąż mają dużo uroku. A znasz może „Once Bitten” – wampirzą komedię z młodym Jimem Carreyem? Jest cudowna :)
    Do sequela Fright Night jeszcze nie zasiadłam, ale będę wypatrywać Traci Lind. No i dzięki za zwrócenie uwagi – rzeczywiście wkradła się literówka, bo naturalnie chodziło o lata 90. a nie 70. :D

  • Mateusz Augustyn

    Mam dość silną ochotę poczytać, pooglądać coś o wilkołakach. Jeśli kiedyś miałabyś wenę i czułabyś, że będzie to dobrze i miło spędzony czas, to może napiszesz jakąś notkę na temat wilkołaków.

    Szczególnie, że są to istoty w jakimś stopniu (tak mi się na razie wydaje*) niewykorzystane w odróżnieniu od wampirów, mumii, zombie. Może uda się tobie sfalsyfikować moje mniemanie, albo wyjaśnisz czemu tak jest.

    * W pewnym stopniu mi się wydaje, ale taką samą tezę spotkałem w tej książce: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/58061/wampiry-i-wilkolaki-zrodla-historia-legendy-od-antyku-do-wspolczesnosci

  • Wiesz co, to nawet fajny pomysł – o wilkołakach rzeczywiście mówi się rzadziej niż o wampirach, a w sumie są o wiele trafniejsza metaforą dla nastoletniego dorastania. Przy tym Mysz ma w zanadrzu kilka tytułów, o których w sumie warto by wspomnieć. Zastanowię się :)

  • Pingback: Karnawał Blogowy #27 - Bobrownia()