Istoty zrodzone z pustki, czyli deliberacje nad “Nocturnal Animals”.

“Nocturnal Animals” Toma Forda to dobry film. Gorzej, że jego materiał źródłowy pozostawia wiele do życzenia…

Zanim przejdę do omawiania najnowszego dzieła Toma Forda oraz powieści “Tony and Susan” Austina Wrighta, którą zaadaptował na potrzeby filmu, pragnę zaznaczyć, że od początku będę siała spoilerami.

Względy ku temu są dwa: po pierwsze, od premiery filmu minęło na tyle dużo czasu, że jeśli ktoś chciał obejrzeć Nocturnal Animals, prawdopodobnie już to zrobił. Po drugie, dzisiejsza notka nie jest zwykłą recenzją. To raczej próba ustosunkowania się do pomysłu, by powieść Wrighta zekranizować. A także deliberacja na temat tego, na ile Fordowi się to zadanie powiodło.

Tu drobna uwaga: choć na kolejny film reżysera czekałam z ogromną niecierpliwością – A Single Man to moim zdaniem jeden z najlepszych filmów ostatnich lat, a Ford długo kazał na siebie czekać – zależało mi na tym, by przed seansem przeczytać książkę, na której Ford oparł swój scenariusz. Wbrew pozorom nie jest to dla Myszy absolutny wymóg w przypadku ekranizacji literatury, ale mimo wszystko pewne tytuły lubię znać przed pójściem do kina.

Sęk w tym, że w tym konkretnym przypadku mam wrażenie, iż przeczytanie książki było błędem.

nocturnal-animals-22

Śledząc recenzje Nocturnal Animals nie raz zetknęłam się z opinią, że film jest wstrząsający i zaskakujący. And I can see how people would think that. Mysz jednak, będąc świeżo po lekturze książki, nie miała czym być zaskoczona. Owszem, mogłam z przyjemnością obserwować piękne, wysmakowane ujęcia Forda, lub z zainteresowaniem obserwować, co reżyser postanowił zmienić względem oryginału, jednak w warstwie fabularnej wiedziałam, czego się spodziewać. Sądzę, że ten brak zaskoczenia mógł mocno przytemperować mój entuzjazm. Z drugiej strony, mimo wszystko cieszę się, że książkę przeczytałam – nawet jeśli mam o niej niepochlebne zdanie i jej znajomość w nieodwracalny sposób wpłynęła na mój odbiór filmu.

Przy czym umówmy się: te gdybania nie prowadzą do żadnych pewnych wniosków. Trudno stwierdzić, na ile film rzeczywiście byłby w stanie mnie poruszyć, gdybym nic o nim nie wiedziała. To mleko już się rozlało.

A skoro już jesteśmy przy płynnych metaforach, Nocturnal Animals mogę podsumować równie sentencjonalną myślą: “Z pustego i Salomon nie naleje”.

Z PUSTEGO…

nocturnal-animals-1

Zdaniem Myszy, książka Austina Wrighta jest jednym z tych dzieł, które dzielą czytelników. Spotkałam się zarówno z pochwałami pod adresem jego ciętej prozy, jak odczuciami bliższymi moim własnym, twierdzącymi, że “Tony and Susan” to nieudane ćwiczenie w pretensjonalności.

Tym, którzy nie wiedzą, o czym jest książka, a mimo to czytają ten tekst (cheers, by the way), spieszę wyjaśnić.

“Tony and Susan” kreśli nam postać Susan – dobrze sytuowanej housewife, która w ciągu kilku wieczorów czyta Nocturnal Animals, debiutancką powieść swego byłego męża, Edwarda; my zaś, chcąc czy nie chcąc, czytamy tę książkę wraz z nią. Oprócz szkatułkowej struktury (powieść w powieści), mamy w “Tony and Susan” trzy główne tematy/wątki.

Pierwszym są przemyślenia Susan związane z jej dotychczasowym życiem, w tym jej relacjami zarówno z byłym mężem, Edwardem, jak i obecnym, Arnoldem. Z biegiem książki dowiadujemy się m.in.

  • że Susan nigdy nie wspierała pisarskich aspiracji Edwarda (czego swoistym efektem z gatunku “zygu-zygu, marcheweczka” ma być książka, którą właśnie trzyma w rękach);
  • że nawiązała romans z zamężnym sąsiadem, Arnoldem – wówczas młodym lekarzem – gdy Edward po raz kolejny wyjechał do dziczy, w pogoni  za muzą;
  • że Arnold, mimo rodziny, którą założył z Susan, wciąż lubi skakać z kwiatka na kwiatek, przy milczącej akceptacji swej żony.

nocturnal-animals-12

Drugi wątek w “Tony and Susan” to relacja czytelnika wobec czytanego dzieła i jego autora, ukazywana na przykładzie Susan czytającej Nocturnal Animals. Acz warto zauważyć, że w tym wypadku rozważania o naturze tej relacji komplikuje fakt, że Susan zna autora powieści, którą czyta. Jeśli ktokolwiek z Was był w podobnej sytuacji, wie jak znacząco taki element potrafi wpłynąć na odbiór książki. Każde zdanie, każda postać, każda myśl, czytana jest przez pryzmat naszej znajomości autora, jego opinii, przekonań, pasji i lęków. Jeśli zaś dodamy do tego trudną relację z tymże autorem, sprawa komplikuje się jeszcze bardziej. Nagle, każdy zabieg literacki jest celowy, każda postać jest naszym odzwierciedleniem, każda pretensja i krytyka skierowana jest pod naszym adresem. Możemy tylko podejrzewać, jak taka relacja rozgrywa się, gdy autora i czytelnika dzieli morze wzajemnego żalu, jak to ma miejsce w przypadku Susan i Edwarda.

Wreszcie trzeci wątek to sama fabuła książki Nocturnal Animals, w której późną nocą Tony Hastings, spokojny profesor matematyki, wraz z żoną i córką wpada w niebezpieczne tarapaty na opuszczonej drodze na środku Amerykańskiego stepu.

I tu tak naprawdę zaczynają się schody.

nocturnal-animals-15

Zanim jednak dojdziemy do schodów, jedna istotna uwaga: “Tony and Susan” jest FATALNIE napisaną książką.

Mysz czytała powieść Wrighta w oryginale, więc może z ręką na sercu powiedzieć, że nie jest to wina tłumaczenia, że książkę czyta się ciężko. Wright ma bardzo nienaturalny styl i język, z tendencją do przeplatania wspomnień, przemyśleń i onirycznych snów swych bohaterów w sposób, który nie pozwala odróżnić rzeczywistości do fikcji. Sam w sobie taki zabieg nie byłby jeszcze tak denerwujący, pod warunkiem, że służyłby konkretnemu celowi. U Wright trudno się tego celu doszukać–zwłaszcza gdy taka a nie inna konstrukcja tekstu sprawia, że wiele zdań jest niejasnych lub wręcz niegramatycznych. Przeplatające się wątki (codzienność Susan/wspomnienia Susan/książka Edwarda) co chwila gubią narratora, tak że często nie wiemy, kto daną rzecz mówi lub myśli–a i same dialogi są napisane językiem nienaturalnym, sztywnym i wymuszenie poszarpanym.

Równie często nie wiemy kogo albo czego ma dotyczyć kolejna górnolotna metafora Wrighta. Mysz czytając “Tony and Susan” nie mogła się opędzić o myśli, że albo jest za głupia, by książkę zrozumieć, albo że autor popisuje się pretensjonalną poetyką na takiej samej zasadzie, na jakiej awangardowi artyści stawiają wyciskarkę do cytryn na czarnym krześle i nazywają to “Alegorią rozpaczy”. Nic, tylko lanie z pustego w próżne–że tak pociągnę dalej ‘płynny’ motyw przewodni tej notki.

Kolejnym problemem książki… albo Myszy problemem z książką… jest to, jak zarówno styl językowy Wrighta, jak i szkatułkowa, trzy-wątkowa fabuła wpływają na immersję. Przy czym dla Myszy problem ten jest two-fold.

nocturnal-animals-2

Pierwszy wynika stąd, że z trzech wątków zarysowanych w książce, Wright wyraźnie faworyzuje historię Tony’ego; temat który, zdaniem Myszy, jest akurat najmniej ciekawym elementem powieści. Zamiast poznać lepiej postać Susan, której życie i uczuciowe perypetie stwarzają podwaliny pod cały emocjonalny ciężar książki, lub skupić się na naprawdę intrygującym i niegłupio ukazanym zagadnieniu relacji czytelnik/dzieło/autor, Wright z uporem godnym lepszej sprawy skupia się na losach Tony’ego. I tu wracamy do wspomnianych już schodów.

“Tony and Susan” może być określane jako “a tale of blood and revenge”, ale w gruncie rzeczy niewiele jest tam z thrillera (choć do takiego gatunku przypisano film Forda). Nawet przypięcie łatki “postmodernistycznego dramatu” nijak powieści Wrighta nie ratuje, bo bez względu na etykiety, historia Tony’ego powinna trzymać czytelnika w napięciu, lub chociaż jakoś go zaszokować. A tak się, moim zdaniem, nie dzieje.

Być może Mysz jest tutaj wyjątkiem i tylko jej tragedia Tony’ego nie zdołała poruszyć. Tkwi jednak we mnie silne przeświadczenie, że wina nie leży po stronie mojego odbioru, a prozy Wrighta. Są wszak autorzy, którzy jednym zdaniem są w stanie wprawić Myszę w niepokój, lub oszczędnymi środkami nakreślić ogrom ludzkiego bestialstwa*. Wrightowi nie udaje się to przez całą książkę, mimo wyraźnych starań by epatować groteską i makabrą. Owszem, Wright całkiem nieźle wodzi czytelnika za nos, do samego końca nie zdradzając, dokąd zmierza historia Tony’ego, ale więcej w tym zasługi nieprzewidywalności życia jako takiego, niż kunsztu autora. Takie już są kolejne losu, że każdy może paść ofiarą tragedii lub brutalnej zbrodni.

*Joe Hill jest tu czołowym przykładem; “Heart-Shaped Box” zrobiło na mnie niesamowite wrażenie.

nocturnal-animals-10

Problem w tym, że tragedia ta nie przytrafia się byle Kowalskiemu. Przytrafia się Tony’emu. I nam, jako czytelnikom, powinno na jego losie zależeć. A tak nie jest. Nie sztuką jest napisać książkę, która porusza kwestie konsekwencji niezdecydowania. Sztuką jest sprawić, by czytelnik się w tym wahaniu bohatera odnalazł, by cierpiał wraz z nim. W Myszy odczuciu, ten manewr Wrightowi w ogóle się nie udał.

Tu dochodzimy do drugiej wady wielowątkowej fabuły i stylu Wrighta: postaci w “Tony and Susan” nie wzbudzają sympatii. Oczywiście to tylko zdanie Myszy, ale myślę, że trudno byłoby określić któregokolwiek z bohaterów Wrighta słowem “dobry”. Susan, choć startuje z przegranej pozycji (siedząc w jej głowie wiemy o wszystkich jej grzeszkach i niepochlebnych myślach) w gruncie rzeczy wzbudza najmniej negatywnych emocji. Jest nam najbliższa, chociażby z tego względu, że tak jak my jest czytelnikiem; obserwując, jak pochłania książkę Edwarda, odnajdujemy w tym emocje i przemyślenia, które towarzyszą nam podczas wciągającej lektury. Zbliża nas także życie Susan – jego normalność i powszedniość. Codzienne obowiązki, wychowanie dzieci, (nie)szczęśliwe małżeństwo, nostalgiczny czar wspomnień z czasów gdy byliśmy “piękni i młodzi”, komplikacje sercowe, nieporozumienia między partnerami, praca bez perspektyw, niespełnione marzenia, zazdrość, małostkowość… to wszystko kwestie, które każdy z nas rozpoznaje, w mniejszym lub większym stopniu.

Mysz przy tym musi zaznaczyć, że miałaby mniejsze zastrzeżenia wobec Susan, gdyby nie fakt, że Wright włożył w jej usta same superlatywy pod adresem Nocturnal Animals. Jak już ustaliliśmy, mam o warsztacie Wrighta raczej niskie mniemanie. Czytanie, jak Susan rozpływa się nad Edwardem-wybitnym-pisarzem, kazało mi niestety poważnie wątpić w jej inteligencję.

nocturnal-animals-3

Oprócz Susan, drugą najważniejszą postacią u Wrighta jest Tony (nie bez powodu książka nosi tytuł “Tony and Susan”). Widać, że autor bardzo chciał uczynić z Tony’ego bohatera pozytywnego–ba! Ktoś, niezwykle subtelnie, mówi wręcz do niego: “You’re a good man, Tony”.

Zakładam, że Wright chciał uczynić Tony’ego dobrą postacią, by tym mocniej wstrząsnąć czytelnikiem, gdy ten będzie musiał obserwować powolny upadek bohatera i jego ślepe podążanie w stronę nieuchronnego końca. Moje pytanie brzmi: ile z antypatyczności Tony’ego – odczuwalnej od samego początku – wynika z rzeczywistego zamysłu autora (np. wcale nie obserwujemy upadku dobrego człowieka, bo nikt tak naprawdę nie jest dobry), a ile z jego ubogiego warsztatu pisarskiego?… Skłaniam się ku drugiej wersji. Także dlatego, że Tony nawet po zbrodni, która go spotyka, nie ma żadnych redeeming qualities. Co, jak co, ale osobista tragedia powinna nas akurat nastawić do bohatera nieco przychylniej. U Wrighta jednak każda minuta w głowie Tony’ego to tortura. I to nie dlatego, że postać ta walczy ze smutkiem, depresją i poczuciem krzywdy. Tony jest po prostu źle napisanym, antypatycznym bucem.

nocturnal-animals-14

Po dłuższym namyśle zaryzykowałabym tezę, że “Tony and Susan” ma konstrukcję piramidy. Przeżycia Tony’ego, a także wydźwięk jego historii, stanowią podstawę piramidy, na której spoczywa ciężar pozostałych dwóch elementów (środek piramidy: relacja czytelnik/dzieło/autor; wierzchołek – życia Susan). To przez pryzmat Tony’ego mamy interpretować relację Edwarda i Susan, a także przez kontrast z jego życiem, życie Susan. Widząc nieszczęście, które spotyka Tony’ego – i na które, myślimy sobie po cichu, być może zasłużył – mamy tym lepiej zrozumieć decyzję Susan by się ustatkować i w milczeniu zaakceptować wady swej drobnomieszczańskiego egzystencji. Be happy with what you got, it could’ve been worse.

Niestety, w Mysim odczuciu historia Tony’ego nie niesie ze sobą żadnych istotnych wartości – czy to emocjonalnych, czy metaforycznych. Ergo najniższa warstwa Wrightowej piramidy kruszy się i pęka, a za nią w pył obracają się dwa kolejne wątki. Myszy zdaniem, Wright powinien był odwrócił kolejność, skupiając się na samej Susan. Jej życiowe zmagania z sukcesem posłużyłyby za podwaliny dla kolejnych poziomów, w tym wyjątkowo wątłego “thrillera”, jakim jest historia Tony’ego. A tak zostajemy z historią, która ma poruszać i zmuszać do myślenia, a zamiast tego denerwuje swoimi niedociągnięciami i perspektywą nieosiągalnego what could have been.

… W PRÓŻNE.

nocturnal-animals-11

No dobrze, ale jak się to wszystko ma do filmu Toma Forda?

Mysz od razu pragnie zaznaczyć, że Nocturnal Animals jej się podobało i wszelkie moje uwagi krytyczne wynikają z niedostatków materiału źródłowego. Okazuje się, że nawet Tom Ford, ze swoim bezbłędnym zmysłem estetycznym i wysmakowaną, powolną narracją, nie był w stanie uratować tego koszmaru. Trzeba mu było sięgnąć po inną powieść. Lub, alternatywnie, zmienić jeszcze więcej elementów względem oryginału. Bo musicie wiedzieć, że Ford zmienił bardzo wiele. Przy czym Myszy zdaniem większość tych zmian wyszła filmowi na dobre.

Po pierwsze Ford w sobie tylko właściwy sposób osadził historię Susan i Tony’ego w korespondujących ze sobą ramach wizualnych i stylistycznych. Mamy więc family mana Tony’ego, którego normalne życie, pełne ciepła i rodzinnej miłości, gasi brutalna tragedia. Z drugiej strony mamy Susan. Jej życie jest chłodne, bezkrwiste i bezsenne, wypełnione czczymi rozmowami próżnych bogaczy. Skontrastowanie tych dwóch żyć – prostego i wyszukanego – wypada tym ciekawiej, że oba rozgrywają się na tle pustki: w jednym wypadku pustyni, w drugim – wielkiego miasta. To zresztą zabawne, że to już drugi (po Arrival) film, w którym Amy Adams stoi przed wielkimi, przeszklonymi oknami w przestronnym, nowocześnie zaprojektowanym domu. I sense a pattern.

nocturnal-animals-4

Kwintesencją równowagi między wątkami Tony’ego i Susan jest wprowadzona przez Forda wizualnie olśniewająca paralela z kanapowym tableau (ciekawostka: w książce były to przydrożne krzaki), a późniejszym ujęciem śpiącej córki Susan. Mysz w pierwszej chwili myślała, że to ujęcie przedstawia kochankę męża Susan, i przeżyła miłą woltę, odkrywając prawdziwą tożsamość śpiącej rudowłosej. Jestem ciekawa, czy tylko ja odebrałam tę scenę z takim twistem. If I’m being honest, bardzo żałuję, że tego typu wysmakowanych wizualnie wolt nie było w filmie więcej. Wolałabym to, niż wyjątkowo mało subtelne (czy wręcz nieprzyjemnie obcesowe) ujęcie obrazu “REVENGE”, które Ford w filmie umieścił.

Zmiany dotyczące Susan, w tym jej zawodu, wydają się największymi i najbardziej znaczącymi z punktu widzenia interpretacji. W książce mieliśmy kurę domową, która okazjonalnie dorabiała jako nauczycielka angielskiego; w Nocturnal Animals mamy właścicielkę galerii, obracającą się w kręgu pretensjonalnych mecenasów sztuki i ekscentrycznych znajomych. Susan Forda wzbudza jeszcze mniej sympatii niż jej bliźniaczka u Wrighta. Jej problemy – problemy “wielkiego świata”, ludzi bogatych i zblazowanych – wydają się miałkie i wydumane.

Jednak taka konstrukcja bohaterki sprawia, że tym łatwiej uwierzyć w jej fascynację książką Edwarda. To ona zapewnia jej emocje, których od dawna nie doświadczała w swoim zimnym, pustym życiu. Brutalność powieści jest bodźcem, który przywraca Susan do życia… na jakkolwiek krótko.

nocturnal-animals-7

Dalszą, równie ciekawą zmianą jest wprowadzenie do filmu relacji Susan z jej matką. W książce jest to postać migająca zaledwie gdzieś w tle, w pełni aprobująca jej związek z Edwardem, ba! rozpaczająca po jego rozpadzie. Z kolei u Forda wypowiedzi matki Susan są oczywistym foreshadowing – albo samospełniającą się przepowiednią. Co prawda Ford znów pokazuje tu nieco mniej wstrzemięźliwości i w sposób dość otwarty porusza znaną wielu kobietom obawę, że wszystkie w gruncie rzeczy powoli zamieniamy się we własne matki, ale Mysz ten manewr kupuje. Nadaje on późniejszej przemianie Susan większej wiarygodności; sprawia, że jej zarzuty względem Edwarda nie biorą się znikąd. Wprowadzają też w oczywisty sposób element gorzkiej ironii, który później znajdzie odzwierciedlenie w powolnym upadku Tony’ego. Film zdaje się w ten sposób sugerować, że próbując uciekać od tego, kim nie chcemy się stać, docieramy tam jeszcze szybciej.

To co natomiast Myszę dziwi – acz wpasowuje się w swoiste upraszczanie, które Ford zdaje się w Nocturnal Animals uprawiać – to wprowadzenie wątku aborcji. U Wrighta, związek Edwarda i Susan rozpada się w wyniku powolnego ochładzania stosunków między partnerami, innych oczekiwań względem ich dalszego życia, aż wreszcie – zdrady Susan. Nie ma tam jednak nic o aborcji, a trzeba przyznać, że jest to wątek brutalny w swej prostocie. Nie tylko daje Edwardowi świetny pretekst, by mieć do Susan nieustający żal, ale także jest pretekstem dla samej Susan, by stawiać się w relacji z Edwardem na wiecznie przegranej pozycji (co także znajduje odzwierciedlenie w finale filmu). W ten schemat villainizowania Susan wpasowuje się także decyzja Forda, by pozbawić “swego” Edwarda żony (i bodajże dziecka). Najwyraźniej reżyser postanowił dobitnie unaocznić fakt, że Edward nigdy się po rozstaniu z Susan nie pozbierał.

nocturnal-animals-28

Są też inne zmienione elementy: fakt, że Hutton (książkowy Arnold) w filmie nie posiada niezrównoważonej psychicznie żony (a więc nie tylko Susan dopuszcza się zdrady, wdając się z nim w romans), czy fakt, że filmowa Susan ma z Huttonem tylko jedno dziecko, w przeciwieństwie do książkowej trójki. Można założyć, że większość tych zmian służyła przede wszystkim uproszczeniu fabuły, nadaniu jej bardziej spójnego toru.

Tu jednak Mysz musi wspomnieć o swej ulubionej zmianie, tak oczywistej w swej prostocie, że będącej nieumyślnym dowodem na to, jak niewprawnym pisarzem jest Austin Wright. Otóż Tom Ford dopisał Susan kwestię, w której tłumaczy ona, że Edward zwykł ją nazywać “a nocturnal animal”.

To jedno zdanie – a także fakt, że Edward zadedykował swą książkę Susan – nie pojawia się nigdy w książce. Susan dostaje powieść swojego męża… ot tak, właściwie bez powodu. Musimy się domyślać, jakie znaczenie (i czy w ogóle) książka Nocturnal Animals ma w kontekście relacji Susan i Edwarda.

U Forda jest to oczywiste. I tym razem, Mysz jest za tę oczywistość wdzięczna. Tak samo jak za decyzję by obsadzić Jake’a Gyllenhaala w podwójnej roli Edwarda/Tony’ego. W moim odczuciu obie te decyzje nadają właściwy ciężar nie tylko scenie finałowej, ale wręcz całemu filmowi.

nocturnal-animals-33

A skoro mowa o finałowej scenie w restauracji, ta również różni się znacznie od książki. U Wrighta, Susan i Edward nie byli umówieni na konkretne spotkanie; Susan wręcz nie miała z Edwardem żadnego kontaktu. Dostała od niego manuskrypt i informację, że tego-a-tego dnia będzie w mieście i czy chciałaby się spotkać, by porozmawiać o jego książce. To Susan po skończeniu lektury próbuje się skontaktować ze swoim eks; podjeżdża nawet do jego hotelu, by poniewczasie odkryć, że już się z niego wymeldował.

Scena w której Susan wyrzuca do kosza długą recenzję Nocturnal Animals, którą napisała i zamiast tego wysyła Edwardowi zdawkowe zdanie – “jeśli chcesz wiedzieć, co sądzę, daj znać” – jest o wiele bardziej dosadna niż to, co serwuje nam Ford. U niego wszystko rozgrywa się w gestach, w spojrzeniach, w ciszy. Ale warto także zauważyć, że jego Edward jest bardziej wyrachowany – świadomie umawia się na spotkanie z Susan o konkretnej godzinie, w konkretnym miejscu. Fakt, że potem się nie zjawia jest dla Susan (i widza) tym silniej odczuwalny.

nocturnal-animals-25

Po drugie, Ford zaingerował też znacznie w wątek Tony’ego. Co prawda ważniejsze dla Myszy jest to, że Ford swoimi środkami o wiele sprawniej niż Wright buduje napięcie, ale (jak to często bywa u Forda) szczegóły też są istotne. Prawdopodobnie największą zmianą jest wycięcie z finałowej konfrontacji w leśnym domku dwóch postaci, które Wright wrzucił do tej sceny niemal bezmyślnie. Nie spełniają tam one żadnej roli, oprócz bycia nieudolną paralelą, co przy stylu Wright kończy się tym, że cała sekwencja jest wydłużona, męcząca, poszarpana i niechlujna. Tu więc Fordowi należą się brawa, za swoisty streamlining fabuły.

Interesującą decyzją, acz być może ostatecznie chybioną, mogło być natomiast wycięcie wątku Louise, uczennicy Tony’ego, z którą ten później nawiązuje romans. Mysz wysnuwa teorię, że jest to kolejna decyzja Forda mająca na celu skrócenie i uproszczenie fabuły książki. Pytanie jednak, jak brak tej postaci wpływa na nasz odbiór Tony’ego i tego, jak toczy się jego życie po tragicznych wydarzeniach na opuszczonej drodze. Tutaj jednak trzeba by się bardziej zagłębić w wątek Tony’ego i kwestię tego, co konkretnie autor chciał przekazać, robiąc ze swego bohatera skończonego dupka. Jeśli mam być szczera, wolałabym możliwie trzymać się od tego z daleka. Próba rozwikłania pokrętnych metafor Wrighta to jak próba rozsupłania słuchawek telefonu, które prawo Murphy’ego wrednie nam poplątało w kieszeni – wywołuje wyłącznie frustrację.

nocturnal-animals-21

Reasumując: Mysz ma do Nocturnal Animals naprawdę wiele uwag. Niezmiernie żałuję, że talent scenariuszowy Forda, a także jego oko do pięknych ujęć i świetnych kreacji aktorskich nie były w stanie uratować “Tony and Susan”. W gruncie rzeczy najbardziej żałuję samej decyzji Forda, by w ogóle powieść tę zekranizować. Alternatywnie, jak już wspominałam, żałuję, że nie zmienił w swym filmie jeszcze więcej względem oryginału; cuda zdziałałoby już choćby przepisane pokracznych dialogów w historii Tony’ego.

A tak… cóż, otrzymałam film, który jest bardzo piękny, ale gdzieś podskórnie czuję, że to za mało; że po Fordzie spodziewałam się więcej. Jedno, czego mogę być pewna to to, że dostałam all-around świetne kreacje aktorskie. Przy czym na tle fantastycznej Amy Adams jako Susan i porządnego Jake’a Gyllenhaala jako Edwarda/Tony’ego (Mysz wolała jego Edwarda), wybija się cudownie niepokojący Aaron Taylor-Johnson. Słowo daje, wystarczy jedno jego pogardliwe albo prześmiewcze spojrzenie, i człowiek ma ochotę uciekać, gdzie pieprz rośnie.

Interesującym dodatkiem są Michael Shanon i Jena Malone w malutkich cameos; z kolei Myszy ulubieniec, Armie Hammer, wydaje się zmarnowany w roli Huttona.

nocturnal-animals-6

Elementem, który mogę poczytać za bezdyskusyjny plus jest muzyka. Abel Korzeniowski po A Single Man (oraz muzyce do serialu Penny Dreadful) po raz kolejny pokazał, że potrafi bezbłędnie operować nastrojem widza wykorzystując naprawdę niewielu środków. Jego użycie monotonnych, powoli narastających dźwięków instrumentów smyczkowych to dla Myszy czysta, muzyczna poezja. Mogę bez krzty przesady przyznać, że przez kilka godzin pisania tej notki słuchałam soundtracku do Nocturnal Animals z nieustającą przyjemnością.

All in all, dla Forda był to świetny krok, by udowodnić, że pochwały pod jego adresem przy okazji A Single Man nie były przesadzone. To twórca, który niejedno będzie nam jeszcze w stanie pokazać. Mysz, for one, czeka na jego kolejny film z utęsknieniem. A w międzyczasie będę się zastanawiać, czy rzeczywiście powinnam była sięgać po “Tony and Susan”. Wiele wody upłynie, zanim dojdę do jakichś sensownych wniosków.

Ale dosyć lania wody na dziś. Spływam stąd.*

*so many bad water puns. #sorrynotsorry

  • noble

    Świetny tekst. Sama bardzo lubię zestawić sobie czasem film z książką. tu też właściwie chciałam, ale… No cóż, skoro zrobiłaś to za mnie, to daruję sobie to, zapewne tak mierne jak napisałaś, dzieło.

    “Jestem ciekawa, czy tylko ja odebrałam tę scenę z takim twistem” – nope, nie tylko Ty. I też byłam pod wrażeniem. I chyba tak samo się skrzywiłam na to mało subtelne “Revenge” w późniejszych scenach.

    Jest jeden drobiazg, który mnie troszkę raził – Laura Linney jako matka. Patrzyłam na te dwie aktorki, Amy i Laurę, i odniosłam wrażenie, że ta relacja jest mało wiarygodna. W znaczeniu: nie pasują mi na matkę-córkę. Zerknęłam potem na filmweb – różnica wieku między nimi wynosi 10 lat i jakoś to mi właśnie zgrzytało.

  • Maggie

    Bardzo dobry tekst. Nawet nie wiedziałam, że “Nocturnal Animals” to adaptacja książki. Mam tylko małą uwagę – “Interesującym dodatkiem są Michael Sheen..” – raczej Michael Shannon. Wydaje mi się też, że w filmie zmieniono imię postaci granej przez Armiego. Arnold był chyba Huttonem, o ile się nie mylę.

  • Masz rację, zaraz wprowadzę poprawki do tekstu. Swoją drogą zmiana imienia Arnold na Hutton nie wydaje się w jakikolwiek sposób uzasadniona, chyba że Ford chciał, by mąż Susan wydawał się przez to bardziej pretensjonalny.
    PS. Nie pierwszy raz mylę Sheena i Shannona, mimo iż aktorzy w sumie wcale nie są do siebie podobni. Ot, zbieżność nazwisk :D

  • Mysz akurat jest zdania, że warto takie porównania czynić na własną rękę (jeśli ktoś ma ochotę, of kors) – wiele rzeczy może się różnić w odbiorze i fakt, że mnie się ta książka nie spodobała nie oznacza, że np. Ty nie znalazłabyś w niej ciekawych elementów, lub wątków, których Mysz nie zauważyła :)

    Rzeczywiście różnica wieku jest niewielka – i wpasowuje się w niepokojący trend obsadzania młodych aktorek w rolach znacznie starszych kobiet (polecam posłuchać wypowiedzi aktorek w filmie dokumentalnym “That Gal Who Was In That Thing”). Natomiast przyznam, że nawet jeśli wizualnie coś mogło w tej scenie zgrzytać, dla mnie relacja Susan z jej matką była bardzo wiarygodna pod względem emocjonalnym.

    [Mysz, swoim niechlubnym zwyczajem, odpisuje na komentarze miesiące po czasie; uprasza o wyrozumiałość :3]