Słodkie jak brzytwa, czyli vigilantes po żeńsku. Sweet/Vicious.

“Sweet/Vicious”, nowy serial stacji MTV z powodzeniem ubiera poważny temat przemocy seksualnej w kolorowy, superbohaterski kostium.

TRIGGER WARNING 
Tekst dotyczy serialu, który porusza tematykę gwałtu.
Jeśli nie chcesz czytać tekstu o tej tematyce, bez obaw – Mysz rozumie.

Adnotacja: pisanie o gwałcie nie jest łatwe. Jeśli ktoś uzna, że konkretny zwrot lub fraza użyte przez Mysz w w kontekście omawiania tego tematu są błędne/nieczułe/krzywdzące, proszę zwrócić na to moją uwagę – postaram się dany zwrot wyedytować.

Jakiś czas temu Mysz wrzucała na fanpage bloga trailer do nowego serialu stacji MTV pt. Sweet/Vicious. Wiele z Was wyraziło entuzjazm na wieść o tym, że powstaje produkcja, która w podkoloryzowany, nieco Kick Assowy sposób porusza trudny temat rape culture oraz przemocy seksualnej wobec kobiet na amerykańskich uniwersytetach. Po obejrzeniu trzech pierwszych odcinków Mysz spieszy donieść, że Wasz entuzjazm nie był na wyrost – Sweet/Vicious to kawał rozrywkowego, ale i niegłupiego serialu.

Głównymi bohaterkami są Jules i Ophelia, dwie dziewczyny które różni wszystko, ale łączy wspólny cel – sprawienie, by kampus uniwersytetu na którym studiują stał się bezpieczniejszy dla wszystkich dziewczyn. Jules należy do uniwersyteckiego bractwa (siostrzeństwa?) i na pierwszy rzut oka wydaje się “typową blondynką” z różowym plecaczkiem. Jednak pod maską pozorów ukrywa fakt, że przeżyła straszną tragedię, która wywróciła jej życie do góry nogami. Od czasu gdy została zgwałcona przez Nate’a, chłopaka swojej najlepszej przyjaciółki, nie radzi sobie na uczelni, oblewa kolejne zajęcia i ukrywa swój ból przed sorority sisters, w tym swą przyjaciółką (która, naturalnie, o niczym nie wie). Naprawdę sobą Jules czuje się tylko, gdy przywdziawszy czarny kostium vigilante, w prawdziwie superbohaterskim stylu spuszcza ostry łomot chłopakom, którzy również dopuścili się gwałtu na jej koleżankach i innych fellow studentkach.

Z kolei Ophelia to kwintesencja outsiderki: turkusowo-włosa, wybitnie inteligentna hakerka z bogatego domu, z dość luźnym podejściem do kwestii moralności, co objawia się zarówno włamywaniem do szkolnych komputerów, by wykraść pytania egzaminacyjne, jak i sprzedawaniem marihuany. Do tego lubi wypić, sama nie stroni od zioła i ma swobodne, dość instrumentalne podejście do seksu. W gruncie rzeczy pod wieloma względami można by uznać Ophelię za postać stereotypową. Na szczęście jednak jej dowcipne teksty nadają tej postaci mnóstwo uroku. Przy czym przeważającą cechą, która wzbudziła u Myszy sympatię do Ophelii jest jej wielkie serce, skrywane za fasadą sardonicznych uwag i pozornego olewactwa.

sweetvicious-16

Zresztą obie bohaterki wydają się zarówno stereotypowe, jaki i dość nietypowe. Być może wynika to z dwóch młodych aktorek, które z urokiem wcielają się w swoje bohaterki. Then again, być może wynika to stąd, że mimo wszystko rzadko widzi się w telewizji postaci, które tak zręcznie lawirowałyby między byciem jednocześnie bohaterkami bardzo silnymi, a z drugiej strony pełnymi wad. Powoli jest takich postaci coraz więcej, ale wciąż jeszcze trudno otrząsnąć nam się z pokutujących w serialach stereotypów na temat kobiecych bohaterek. Duży udział w tym ma oczywiście fakt, że większość twórców TV to wciąż mężczyźni. Tym bardziej cieszy fakt, że ekipa stojąca za Sweet/Vicious – od twórczyni i scenarzystki, aż po producentki – to w większości kobiety.

Sam fakt, że Ophelia łapie Jules na gorącym uczynku w trakcie spuszczania łomotu – i szybko rozgryza jej tajną tożsamość – to za mało, by połączyć te dwa przeciwieństwa. Twórcy wprowadzają więc wątek, który mam wrażenie od lat służy jako swoisty wytrych dla zarówno zacieśnienia więzów między dwiema postaciami, jako i zwiększenia napięcia. Mianowicie: ktoś przypadkiem ginie. Dziewczyny, ze względu na kłopotliwe okoliczności zgonu, zmuszone są współpracować przy pozbywaniu się ciała.

I tu właśnie następuje scena, która natychmiast Myszę kupiła swoim absurdem, czarnym humorem oraz zwięzłością w ukazywaniu, jak wspólne doświadczenia potrafią czasem połączyć nawet najbardziej różne osoby. Co mam na myśli? Otóż wyobraźcie sobie, że wioząc ciało przez miasto, bohaterki postanawiają włączyć muzykę w aucie, by zagłuszyć czymś niezręczną ciszę. W efekcie dostajemy całą scenę, gw której – niepomne zwłok i wiszących nad nimi kłopotów – Jules i Ophelia co sił w płucach śpiewają w samochodzie “Defying Gravity” z musicalu Wicked. I mean, could that -be- anymore perfect? :D

sweetvicious-5

To tylko jedna z wielu podobnych scen, wpasowujących się w realistyczny, a mimo to nieco komiksowy ton serialu. Mysz musi przy tym zaznaczyć, że jej zdaniem twórcy znaleźli idealną równowagę między elementami humorystycznymi (jak w.w. scena), a poważną tematyką poruszaną przez Sweet/Vicious, podlaną sosem zaskakująco brutalnej przemocy. Stacja MTV to wciąż nie STARS czy AMC, więc nie liczcie na hektolitry juchy i fruwające bebechy– to wciąż stacja dla młodzieży, gdzie nawet przekleństwa, choć obecne, są wypikane. Mimo to jest w tym serialu całkiem sporo bezkompromisowej przemocy. Skojarzenia ze scenami walk z Kick Ass nie są tu bezpodstawne – bohaterki Sweet/Vicious spuszczają oprawcom naprawdę nieliche lanie i to w sposób na tyle widowiskowy, że pojawiły się już pytania, czy tego typu przemoc naprawdę jest konieczna.

Myszę trochę ta wątpliwość bawi. Owszem, MTV to nie Netflix, gdzie Daredevil wysyła ludzi na cmentarz dając im po głowie metalowym prętem (przy tym wmawiając sobie i innym, że nie zabija swoich przeciwników). Jednak Sweet/Vicious należy traktować w podobnych kategoriach, ie. jako realistyczny serial o superbohaterach. Fakt, że w tym wypadku vigilantes są płci żeńskiej nie powinien robić żadnej różnicy.

A jednak robi. Ciekawe, ile z tego wynika z faktu, że kobiety nie stanowią tu części większej grupy, na której tle ich działania mogłyby się nieco rozpłynąć, jak to ma miejsce w przypadku np. Avengers. Ewentualnie, ile wynika z tego, że ich ofiarami są wyłącznie mężczyźni, którzy winni są przemocy wobec kobiet*,

*choć Mysz wysznupała informację, że ma się pojawić wątek karania sorority, które zbyt ostro traktuje nowych kandydatów, więc piętnowanie bullying też będzie w serialu poruszane

sweetvicious-7

Kobiety jako autorki przemocy, bezpardonowo stające w obronie innych i walczące o swoje, jako postaci w dziełach popkultury nie powinny już nas tak bardzo dziwić. Wszak niemal dokładnie rok temu serial Jessica Jones wywołał bardzo podobną dyskusję i już wówczas mówiło się o swoistym catharsis, jakim jest oglądanie kobiety, która na ekranie -dosłownie- walczy o dobro swoje, innych kobiet, oraz osób uciśnionych. I robi to bez oglądania się na mężczyzn, ani to, co “kobietom wypada”. Jest po prostu panem swojego losu i robi to, co uważa za słuszne w danej sytuacji.

Mysz jednak chciałaby podkreślić pewne różnice między tymi produkcjami. Pamiętajmy, że Jessica Jones to dorosła kobieta, a do tego osoba z supermocami, i jej trauma, choć absolutnie karygodna i okropna, dotyczy toksycznych związków i przemocy seksualnej jako takiej, w bardzo ogólnym sensie, choć w oczywisty sposób ukazanej w skondensowanej, hiper-brutalnej postaci. Różnica polega na tym, że w przypadku Sweet/Vicious mamy do czynienia z bardzo konkretnym, rzeczywistym zjawiskiem, ie. gwałtami dokonywanymi na młodych dziewczynach na uniwersytetach. Nie tylko więc poruszamy kwestię, która dotyczy młodych dziewczyn – a więc grupy poniekąd bardziej wrażliwej i podatnej na wpływy, a także mniej doświadczonej niż kobiety dorosłe – ale także całego milczącego systemu edukacji, który gwałty dokonywane przez studentów (zwłaszcza tych dobrze zapowiadających się) ignoruje, lub zamiata pod dywan.

sweetvicious-11

Ponadto Sweet/Vicious, mimo nieco komiksowego tonu, to wciąż serial realistyczny – dziejący się w naszym świecie, na naszych zasadach. Nie ma tam supermocy, kosmitów, ani mutantów; jest tylko szara, czasem wisielczo-zabawna rzeczywistość, w której młode dziewczyny robią co mogą, by jakoś poradzić sobie z ciężkim kawałkiem chleba, jaki przyszło im przełknąć. Zresztą mieć pretensje o wiarygodność i sensowność umiejętności walki bohaterek to tak jak mieć pretensje o niemal Sherlockowe zdolności dedukcji Veronici Mars. Jedno i drugie jest umowne i albo akceptuje się te ramy świata, albo nie. Mysz akurat kupuje je z całym dobrodziejstwem inwentarza.

Trzeba jednak przy tym zaznaczyć, że twórcy są bardzo świadomi grząskiego gruntu, po którym stąpają. Należy od razu zaznaczyć, że nie wszyscy męscy bohaterowie pokazani w serialu kwalifikują się jako “ci źli”. Sweet/Vicious dosłownie ma za bohaterki wojujące feministki, ale nie jest to produkcja, która wciska widzom do gardła krzywdzącą ideologię pt. “samiec twój wróg”. Co prawda do tej pory pojawiły się tylko dwie pozytywne męskie postaci, ale odgrywają one istotną rolę w życiu obu bohaterek.

Harris to najlepszy przyjaciel Ophelii, który wraz z nią pracuje w sklepie z płytami, a poza tym studiuje prawo. W momencie gdy go poznajemy właśnie wplątuje się w ciekawy i równie ważny wątek równoległy (or so it seems), mianowicie kwestię rasizmu wśród lokalnej społeczności – jako młody, czarnoskóry chłopak, Harris zdążył doświadczyć tych uprzedzeń osobiście. Druga intrygująca postać męska to Tyler – nowopoznany, uroczo nieporadny w swych zalotach chłopak, który powoli wkrada się w serce Jules. Mysz, for one, szalenie kibicuje tej parze, chociażby z tego względu, że dzięki ich relacji twórcy z taktem i wyczuciem mogą pokazać, że dla wielu kobiet gwałt nie jest kresem życia uczuciowego i erotycznego. Trzeba chęci, cierpliwości i (hopefully) pomocy dobrego psychologa, ale jest nadzieja.

sweetvicious-18

Fakt, że granica między realizmem a absurdem jest w Sweet/Vicious tak cienka – zwłaszcza w kwestii przemocy, czy rozładowywania scen humorem – sprawia że serial dość naturalnie odbiera się jako swoiste kobiece wish fulfillment. Jest w tym marzenie o sile, o możliwości obrony, o poczuciu nie bycia samą ze swoimi problemami, ale także satysfakcji płynącej z zemsty, z wymierzenia kary. Wiele osób może te elementy serialu odebrać właśnie w kategoriach błędnej ideologii nienawiści do mężczyzn. Jednak w Myszy odczuciu twórcy dość wyraźnie zaznaczają, że two wrongs don’t make a right. Innymi słowy fakt, że bohaterki brutalnie karzą mężczyzn, którzy dopuścili się gwałtu nie sprawia automatycznie, że mają one racje.

Mysz byłaby w stanie zrozumieć, gdyby ktoś zbulwersował się na to, jak nonszalancko oprawcy kobiet są w tym serialu katowani. Jednak biorąc pod uwagę całą karygodną niesprawiedliwość systemu, który ich chroni – i mam tu na myśli zarówno administrację uniwersytecką, jak i nasze społeczeństwo – trudno nie odczuć ogromnej (acz nieco chorej) satysfakcji na widok przerażenia pobitych chłopaków.

Przy czym warto zaznaczyć, że każdy kolejny łomot zostawia widza (a przynajmniej tę widzkę) z dość istotnym pytaniem: na ile taka nauczka rzeczywiście byłaby w stanie cokolwiek zmienić? And when does it end? Czy ukaranie wszystkich winnych sprawi, że dziewczyny poczują się bezpieczniejsze? Że uznają swoje zadanie za wykonane? A może nie chodzi o sam akt, ale o myśl, że -mogą- się bronić? Że nie są same i że ktoś chce się za nimi wstawić, uwierzyć w ich historię, i empatyzować z ich bólem na tyle, by chcieć coś z tą całą kijową sytuacją zrobić?

sweetvicious-19

To poczucie wspólnoty jest umiejętnie pokazane nie tylko w powoli rozkwitającej relacji Ophelii i początkowo niechętnej Jules, ale także w np. skali zjawiska, jakie nam się pokazuje. Dowiadujemy się, że Jules nie jest niestety jedyną skrzywdzoną dziewczyną na terenie kampusu – tamtejsza żeńska część studenckiej braci przeżywa wręcz plagę takich zbrodni. Do tego stopnia, że na terenie uniwersytetu odbywają się spotkania grupy kobiet, które zetknęły się z przemocą seksualną, na które Jules uczęszcza.

Jest też jednak inny ciekawy aspekt, a mianowicie ukazanie tego, jak wielowymiarowe i niekoniecznie zawsze idealne potrafią być kobiece relacje. I nie chodzi tu tylko o typowy odd couple vibe, który jak na superbohaterkę i jej sidekicka przystało mają Jules i Ophelia, ale także to, jak obie bohaterki odnoszą się do innych dziewczyn. Widzimy to m.in. w ostrożnym zachowaniu Opheli, która choć sama nigdy nie miała doświadczeń w tej kwestii, jest wobec skrzywdzonych dziewczyn (w tym Jules) wyrozumiała, a jednocześnie bezpośrednia. Widzimy to także w przyjaźni Jules i Kennedy, jej BFF. Przyjaźni trudnej, bo nie do końca szczerej – Jules ukrywa przed Kennedy nie tylko swoje extracurricular activities, ale także swoją traumę.

sweetvicious-14

Myszy zdaniem jedną z najtrudniejszych scen ukazanych w serialu była rozmowa między Kennedy, a jej chłopakiem, Natem, której Jules była świadkiem. Mysz nie potrafi sobie wyobrazić, jak okropne musi być słuchanie cudzych wyznań miłości z ust mężczyzny, który dopuścił się wobec nas tak nieludzkiego naruszenia naszych granic i praw. Sytuacja w której znalazła się Jules, nie mogąc wyznać swojej przyjaciółce, co jej zrobiono, jest nie do pozazdroszczenia. Don’t get me wrong – wszystko co jej się przydarzyło jest okropne; jednak w serialu, który w tak dużej mierze opiera się na wzbudzaniu poczucia przynależności do wielkiej, kobiecej wspólnoty, która się wzajem wspiera, fakt że Jules nie może zwierzyć się swojej najlepszej przyjaciółce z tego, co ją boli z obawy przed ostracyzmem i byciem oskarżonym o kłamstwo, boli tym bardziej.

Poza zręczną realizacją niełatwego tematu, Sweet/Vicious intryguje także z innego powodu. Jak wspominałam jest to serial MTV.  Stacja ta od lat nie jest już znana jako music television, ale równie mocno odżegnuje się od swego niechlubnego okresu fascynacją reality TV, gdy wiele z nas w ramach guilty pleasure zasiadało do bezmyślnego pochłaniania programów typu My Super Sweet Sixteen czy Date My Mom. Od kilku lat MTV skupia się na tworzeniu oryginalnych seriali fabularnych, które z punkt honoru biorą sobie poruszanie niełatwych tematów. Seriale takie jak Awkward, Faking It, Finding Carter, Eye Candy czy nawet Death Valley, Teen Wolf czy Scream: the TV series to produkcje, które mniej lub bardziej bezpośrednio poruszają tematy istotne dla dzisiejszej młodzieży, w tym kwestie dotyczące orientacji seksualnej, tożsamości płciowej, szukania swego miejsca w świecie, dynamiki grupy przyjaciół, życia szkolnego i rodzinnego, oraz dorastania.

Co więcej są to seriale, które w dużej mierze starają się mówić do nastolatków ich językiem i w większości wypadków robią to z powodzeniem. Nie traktują swojego widza z góry, a jednocześnie wizualnie i stylistycznie wpasowują się w język i kulturę współczesnych młodych ludzi. Sweet/Vicious jest tego kolejnym przykładem – jak to ujęła jedna recenzja, the show literally puts “warrior” into “social justice warrior” :D

sweetvicious-10

To co dodatkowo jest w kontekście tego konkretnego serialu jest istotne, to właśnie fakt, że nie jest to serial Netflixa, czy Showtime, a stacji MTV. Kierowanie produkcji o tak trudnej tematyce do młodych ludzi – podanej w przystępnym, popkulturowym opakowaniu – świadczy o odwadze z strony MTV. Pokazuje to także, że konsekwentnie realizują swój plan bycia telewizją, która próbuje wychować oglądająca je młodzież na ludzi otwartych, tolerancyjnych i świadomych otaczających ich problemów. Jest to ciekawe zwłaszcza w kontekście powstawania serialu. Wydawałoby się, że jego premiera w obecnej sytuacji politycznej byłą dość oczywistym krokiem – formą swoistej walki z prawicową polityką, która położyła się całunem na Stanach Zjednoczonych po ostatnich wyborach.

The funny thing is, Sweet/Vicious powstało w tym samym czasie co Girls Leny Dunham–i to właśnie przez ten serial Jennifer Kaytin Robinson, twórczyni Sweet/Vicious, musiała się wstrzymać ze sprzedaniem swego scenariusza. Widać więc, że kwestia przemocy seksualnej, a także inherentnego seksizmu amerykańskiego systemu edukacji to coś, co od lat buzuje pod powierzchnią, domagając się głosu. I Mysz cieszy się, że właśnie teraz, w tych okolicznościach, tego typu serial ujrzał światło dzienne. Być może rzeczywiście posłuży za swoiste catharsis i, przynajmniej wśród swego targetu, stanie się przyczynkiem do rozważań na temat relacji damsko-męskich.

sweetvicious-3

A rozważania te wciąż są konieczne, now more than ever. I nie chodzi tylko o nowego prezydenta-elekta, którego zdaniem status celebryty usprawiedliwia przemoc seksualną wobec kobiet. Chodzi także o podejście mężczyzn do kwestii feminizmu. Mysie oglądanie Sweet/Vicious zbiegło się w czasie z przeczytaniem ciekawego artykułu odnośnie tendencji mężczyzn do bronienia kobiet.

Być może widzieliście – a nawet czytaliście – list, który Aaron Sorkin (scenarzysta m.in. The West Wing) napisał po tym, jak Donald Trump wygrał amerykańskie wybory. Mysz jego list przeczytała, ale choć docenia uczucia z niego płynące, szalenie negatywnie odebrała użycie zwrotu “the Sorkin girls”, którym Sorkin określił swoją żonę i córkę. Doceniam, że Sorkin czuje się pośrednio odpowiedzialny za zaistniałą sytuację i że walczy z poczuciem winy, że nie zdołał ochronić bliskich mu kobiet przed tym, co zaszło i co jeszcze je czeka pod rządami Trumpa i jemu podobnych.

sweetvicious-15

Sęk w tym, że kobiety nie potrzebują męskiej obrony. Sama sugestia, że jest inaczej stanowi część problemu, z którym feminizm próbuje walczyć. Wbrew stereotypom i wpajanemu nam od niepamiętnych czasów przeświadczeniu, kobiety wcale nie są słabymi istotkami, które potrzebują ochrony dużego, silnego mężczyzny. Naturalnie, są sytuacje, w których pomoc jest mile widziana. Co więcej, tak jak w przypadku ruchu LGBTQ+ ważni są straight allies (a przynajmniej Mysz tak uważa), tak samo w ruchu feministycznym ważni są męscy sprzymierzeńcy. Nie są oni jednak pierwszą, ani tym bardziej jedyną linią obrony, a zdaje się sami panowie często o tym zapominają.

W tym kontekście Sweet/Vicious wpasowuje się w inną ciekawą tendencję popkulturową: nie tyle produkcje, których główna bohaterka jest strong female character*, ale produkcje, w których to kobiety walczą o swoje, bez oglądania się na mężczyzn. Mysz życzy sobie i Wam, aby tego typu produkcji było coraz więcej. Zwłaszcza, że nie tylko młodzieży przyda się przypomnienie, że nieważne, co nam się przytrafi – nie jesteśmy z tym same.

*konretnie: strongly WRITTEN female character

sweetvicious-21

Jak śpiewała Aretha Franklin i Annie Lennox z Eurythmics: “Sisters are doin’ it for themselves” ;)

PS. Gdyby ktoś był zainteresowany, serialowi towarzyszą klipy na Youtube, gdzie aktorki wcielające się w Jules i Ophelię prezentują swoje fighting skills w przydatnych mini-lekcjach samoobrony [1, 2, 3]

Jeśli doznałaś/łeś przemocy na tle seksualnym, skontaktuj się z jedną z telefonicznych linii zaufania. Pod TYM LINKIEM znajdziesz listę numerów, w tym na Niebieską Linią, Telefon Zaufania Dla Ofiar i Sprawców Przemocy Seksualnej, oraz Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży. Pracują tam osoby wykwalifikowane do udzielania pomocy i porad w takich sytuacjach. I pamiętaj – NIE JESTEŚ SAM/A *hugs*

  • Pierwszy raz słyszę o tym serialu, ale produkcje od MTV mnie totalnie kupiły (a teraz zaczął się kolejny sezon Teen Wolfa, łiii), więc z chęcią sprawdzę. Szkoda, że mój internetowy kalendarz seriali jednak nie ma ich wszystkich w swojej bazie, bo będę miała teraz pewnie problem, żeby o nim pamiętać.

  • Myszy internetowy kalendarz też jeszcze nie ma w swojej rozpisce Sweet/Vicious, ale zwykle prędzej czy później dodają wszystkie seriale. Może u Ciebie też tak będzie?
    Na szczęście serial będzie miał tylko 10 odcinków więc w razie gdyby się o nim zapomniało, łatwo będzie nadgonić :)

  • Wow! Koniecznie muszę sprawdzić ten serial – zarówno estetyka, jak i tematyka odpowiadają mym gustom w 100%! Dzięki za tak szeroką i ciekawą rekomendację!

  • Cieszę się, że serial Cię zainteresował. Koniecznie daj znać, jakie będą Twoje wrażenia po seansie :)

  • Oby oby. Ja lubię sobie popatrzeć na kolejny miesiąc i zacierając łapki myśleć, jakie dobre premiery i powroty będą na mnie czekały :D

  • Przez ten post wzięłam się za oglądanie serialu i zdecydowanie nie żałuję xD. W sumie już po notce myślałam, że mi się spodoba (nieklasyczne superhero i o kobietach – what’s not to love?), ale sam serial zdecydowanie trzyma poziom i nie mogę się doczekać czwartego odcinka. Chociaż wątek morderstwa komplikuje mi sprawę (swoją drogą wydaje się okropnie poważny jak na pierwszy odcinek młodzieżowego serialu; zazwyczaj takie rzeczy zostawiają na koniec). Z jednej strony fajnie, bo to taki komentarz do superbohaterskich seriali jak Daredevil właśnie, gdzie nikt niby nie ginie od jednego nietrafnego ciosu w głowę, z drugiej… [SPOILER}
    .
    .
    …mocno komplikuje wątek romantyczny. To znaczy Jules będzie miała mocny dylemat, bo chociaż Tyler nie wydaje się mocno lubić swojego brata, to pod koniec trzeciego odcinka wydaje się mocno zmartwiony. Coś mi się widzi, że w przyszłości Jules będzie wybierać pomiędzy Ophelią a Tylerem, pod warunkiem, że Tyler będzie coś wiedział. Ogólnie robienie superhero w bardziej realistycznych ramach nastręcza wiele problemów dla bohaterów, co w sumie dobrze, bo będzie co oglądać :).
    Chciałabym, żeby nasza telewizja polska przeszła podobną drogę co MTV, od crappy scripted docu do czegoś lepszego. Ale to chyba myślenie życzeniowe. Za to mam nadzieję, że Crazyhead, które ma się pojawić w grudniu na Netfliksie, będzie tak samo dobre jak dziewczyny Szekspira xD.
    BTW. Czytam i słucham (podcast) dalej i od dawna, po prostu rzadko komentuję i to się pewnie nie zmieni. Ale uwielbiam Was wszystkich, so keep up the good work! :D

  • Mentha spicata

    Ogromnie dziękuję za polecenie serialu, miałam dzięki temu wczoraj wspaniały wieczór! (A jestem programowo aserialowa, więc jak coś mnie przyciągnie na dłużej niż pół odcinka, to to ogromne osiągnięcie – Twoje polecenia zazwyczaj mają taką moc ;))