Killer Queen. Musical Rapsodia z demonem (Teatr Rampa)

Freddie Mercury jest tylko jeden, ale “Rapsodia z demonem” Teatru Rampa dzielnie krzewi ducha wspaniałej muzyki zespołu Queen i jego nieśmiertelnego wokalisty.

Rapsodia z demonem

Do tej pory Mysz sądziła, że nikt oprócz Adama Lamberta nie jest godzien tego, by śpiewać utwory Queen. Amerykański wokalista od kilku lat koncertuje z zespołem Freddiego Mercury’ego i godnie zastępuje króla estrady, składając hołd jego talentowi, jednocześnie nadając znanym i lubianym utworom swój własny sznyt. Teraz, ku Myszy przyjemnemu zaskoczeniu, to samo można powiedzieć o utalentowanej obsadzie musicalu Rapsodia z demonem.

Musical ten w październiku obchodził rok od premiery na deskach warszawskiego Teatru Rampa i Mysz nie po raz pierwszy w wypadku spektaklu tegoż Teatru pluje sobie w brodę, że nie zainteresowała się nim wcześniej. Myślałby kto, że wybrawszy się 4 razy na ichnią inscenizację RENT (5-tego dnia premiery, dwukrotnie w trakcie runu i na ostatni spektakl ever, co wywołało morze łez), nauczyłam się, że na musicale Rampowej ekipy należy chodzić w ciemno. Cóż… człowiek uczy się całe życie ;)

Rapsodia z demonem

Zanim przejdę do pochwalnych peanów pod adresem wokalistów i aranżacji muzycznej, muszę (z kronikarskiego obowiązku) wspomnieć, że nie uważam się za wielką fankę Queen. W pełni doceniam i szanuję ich wkład w historię muzyki, niezmiernie lubię słuchać ich utworów, i pierwsza popędzę na barykady bronić przekonania, że Freddie Mercury był jednym z najbardziej utalentowanych wokalistów, jakich nosiła ziemia… mimo to nie poczytuję się za fankę. Właśnie wczorajsza wizyta w teatrze w pełni mi to uświadomiła, bo zdałam sobie sprawę, że poza najbardziej znanymi utworami “królewskiej” grupy, nie kojarzę prawie połowy muzykografii zespołu. Tym samym słuchanie Rapsodii z demonem było w wielu wypadkach moim pierwszym zetknięciem z niektórymi utworami. Ale choć wszystkie piosenki podobały mi się niezmiernie, to właśnie słuchając nowych aranżacji znanych utworów mogłam w pełni docenić talent i ciężką pracę występujących na scenie wokalistów.

Gdybym miała określić co według mnie jest słabą stroną przedstawienia, teoretycznie mogłabym wspomnieć o libretcie debiutującej Katarzyny Kraińskiej. Historia przedstawiona w Rapsodii z demonem jest dość prosta, a bohaterowie jedynie pobieżnie zarysowani. Mamy Erwina i Kacpra, dwóch muzyków, którzy próbują zrobić karierę, śpiewając w obskurnym barze i okolicznym parku. Jednocześnie każdy z nich ma własne ambicje związane z dążeniem ku sławie – Kacper chce być szanowany i podziwiany za swe głębokie teksty, z kolei Erwin chce dzięki swojej muzyce zmieniać i naprawiać świat. Obaj przy tym wpadają w trochę pretensjonalne maniery – Erwin poprzez swą sceniczną personę, inspirowaną komiksowymi superbohaterami, a Kacper przez swoje przeintelektualizowane aspiracje do bycia “wielkim tekściarzem”.

Rapsodia z demonem

Wrzucając w tę relację buńczuczną dziennikarkę, Idę, humorzastą Królową, gwiazdę estrady pokroju Lady Gagi, oraz tytułowego demona, który zawiera z Erwinem diabelski pakt “złotej rybki” (ie. trzy życzenia), otrzymujemy skondensowaną historię krótkotrwałej sławy i rock’n’rollowego upadku. W telegraficznym skrócie to historia o tym, co jest tak naprawdę ważne w życiu – nie tylko pod kątem robienia kariery, ale także relacji, które zawieramy, oraz marzeń, które czasem w niebezpieczny sposób przysłaniają nam świat.

Gwałtowne przeskoki między kolejnymi epizodami ze ścieżki kariery bohaterów, przemieszane z onirycznymi sennymi marzeniami Erwina, sprawiają, że cały spektakl toczy się szybko i nieco urywanie. Mysz przyznaje, że w wielu momentach czuła swoiste oderwanie od bohaterów spektaklu i na poziomie emocjonalnym miała trudności z identyfikowaniem się z ich problemami. Mimo iż w gruncie rzeczy są one (lub powinny być) w miarę uniwersalne.

Rapsodia z demonem

Wspomniałam jednak, że prostota na poziomie konstrukcji scenariusza i bohaterów jest wadą w moim odczuciu teoretyczną. W istocie wszelkie ewentualne czy domniemane braki w pełni wyrównuje warstwa muzyczna i to ona właśnie ma za zadanie przemówić do nas najsilniej. Muzyka Queen porywa nas, czy tego chcemy, czy nie, i utwory zespołu fantastycznie podsumowują dylematy i przemyślenia bohaterów, służąc za soczewki, w których skupia się cały emocjonalny ładunek spektaklu. Niniejszym Rapsodia z demonem wpasowuje się w swoisty schemat musicali, które widz ogląda “od piosenki do piosenki”; w sumie bliżej mu do koncertu z luźną fabuła, niż stuprocentowego musicalu, hence “rapsodia” w tytule. Nie każdemu taka formuła podpasuje, ale Myszy zdaniem w samej idei nie ma nic złego–tak długo jak warstwa muzyczno-wokalna stoi na wysokim poziomie.

Przyznaję bez bicia, że miałam duże wątpliwości, czy artyści Teatru Rampa poradzą sobie z wymagającym repertuarem. Trudno stąpać po śladach Mercury’ego, którego cztero-oktawowa skala jest dla wielu wokalistów niedościgłym marzeniem. Najmniejsze obawy wiązałam z Jakubem Wocialem, którego miałam przyjemność słyszeć w roli Marka w RENT. Wocialowi nie brakuje ani scenicznej prezencji, ani charyzmy, by zmierzyć się ze spuścizną Freddiego , a i jego imponująca skala i kontrola wokalna (is that even a thing?) również stają na wysokości zadania. W spektaklu były momenty, w których Mysz była autentycznie zaskoczona dźwiękami, które Wocial z siebie wydawał; nie sądziłam, że jest w stanie śpiewać tak wysoko.

Rapsodia z demonem

Nowym doświadczeniem było dla Myszy słuchanie Kuby Molędy (Erwin) i Sebastiana Machalskiego (Kacper). Część Czytelników z pewnością kojarzy Molędę z czasów młodości – zarówno jego, jak i naszej – z zespołu L.O.27. Mysz śpieszy donieść, że wokalista, który swego czasu zdawał się być polską odpowiedzią na braci Hanson, bez problemu odnalazł się w bardziej rockowym repertuarze. Jego głos przypomina mi barwą nieco przydymiony głos Bryana Adamsa, ale w przeciwieństwie do kanadyjskiego wokalisty (sorry, Bryan) Molęda śpiewa głosem pełniejszym i bardziej dźwięcznym. Mysz w każdym razie była artystą absolutnie zachwycona i chociażby dla niego zamierza jeszcze przynajmniej raz się na spektakl wybrać.

Równie miłym odkryciem był Sebastian Machalski w roli Kacpra – jego nieco wyższy głos świetnie komponował się z Molędą we wspólnie wykonywanych utworach, a i w partiach solowych Machalski bez problemu wpasowywał się w wymagające partie wokalnego Mercury’ego. Po ogromnej usznej przyjemności, jaką zaserwowali mi mężczyźni Rapsodii z demonem, Mysz tym bardziej wyczekuje Jesus Christ Superstar, w którym Wocial i Machalski wystąpią jako Jezus i Judasz. Teatr Rampa wystawi limited run musicalu w marcu/kwietniu 2017 i Mysz, wraz z przyjaciółkami, już zakupiła bilety na pierwszy spektakl 22 marca. Do czego i Was niniejszym gorąco zachęcam.

Rapsodia z demonem

Jednak nie tylko panowie dopisali wokalnie. Fenomenalnie wypada Barbara Gąsienica-Giewont jako Królowa, stylizowana na Lady Gagę popularna artystka, która odwiedza Warszawę ze swoim dyskotekowym show. Tu o wiele istotniejsza od głosu (o którym mogę się wypowiadać w samych superlatywach – who said women can’t sing Queen?) jest sceniczna prezencja aktorki. Jej Królowa jest cudownie odegranym elementem komediowym spektaklu – od szczebiotliwego głosu, aż po faux-angielski akcent i łamaną polszczyznę.

Równie dobrze sprawdziła się Wiktoria Maria Jabłońska w nieco niewdzięcznej roli Idy, dziennikarki, która dogryza Erwinowi. Piszę “niewdzięcznej”, bo Ida ma w spektaklu rolę najmniej prominentną, mimo iż pojawia się jako wyidealizowana Idalia w scenach onirycznych marzeń Erwina. Mysz żałuje też, że jest to postać tak sztampowa, wpadająca ze skrajności w skrajność – albo mamy ambitną, ale stłamszoną dziennikarkę, ubraną a’la bibliotekarka, albo seksownego, niebezpiecznego sukkuba z sennych marzeń.

Rapsodia z demonem

Then again, jak wspominałam, większość bohaterów jest tu dość stereotypowo i pobieżnie potraktowana. Włącznie z tym, że telewizyjny prezenter, który przeprowadza wywiad z muzykami jest zniewieściałym gejem. Rozumiem korzystanie ze skrótów myślowych, ale kodowania postaci jako elementu komediowego tylko ze względu na orientację, jest zagraniem rodem z lat 30. We’re better than this. It’s 2016, for God’s sake.

Jedyne, co mnie smuci to fakt, że nie udało mi się zobaczyć Natalii Piotrowskiej w roli Idy. W klipach studia Accantus niejednokrotnie pokazała swój talent wokalny i Mysz bardzo chciała usłyszeć ją na żywo w repertuarze Queen. Nagrodą pocieszenia jest dla mnie fakt, że Natalia występuje w roli Marii Magdaleny w Jesus Christ Superstar. Wystarczy więc poczekać parę miesięcy i moje życzenie się spełni.

Rapsodia z demonem

A skoro o życzeniach mowa: some of you may know this, ale Mysz ma bardzo krytyczny stosunek wobec Polaków śpiewających piosenki po angielsku. Jest to zupełnie osobnicze odczucie, ale jestem zdania, że zły akcent zaburza melodykę głosu–a ta przy śpiewem jest nader istotna. Mimo wielkiego talentu i dużej skali, Mysz kręci nosem na anglojęzyczne zapędy wielu polskich wokalistów i tylko niektórym wybacza ewentualne niedociągnięcia w tym zakresie. Okrutne? Być może. Niesłuszne? Prawdopodobnie. Ale tak już mam.

To był kolejny aspekt Rapsodii z demonem, co do którego miałam duże wątpliwości. Choć jest to polski spektakl, piosenki Queen nie zostały przetłumaczone (thank God), więc z duszą na ramieniu czekałam na pierwszy utwór. Na szczęście gdy tylko Molęda i Machalski zaczęli śpiewać It’s a Beautiful Day, Mysz odetchnęła z ulgą… a potem było już tylko lepiej. Śpieszę uspokoić innych akcentowych purystów – pod tym względem Rapsodia z demonem również w pełni staje na wysokości zadania.

Rapsodia z demonem

Fantastycznym dopełnieniem aranżacji muzycznych Jana Stokłosy oraz onirycznego klimatu spektaklu są dekoracje oraz efekty sceniczne. Fioletowo-różowo-zielone oświetlenie, dekoracje jak z rockowych okładek albumów z lat 80. oraz klimat narkotycznego tripu potęguje liberalnie pompowana mgła. W finałowym Who Wants To Live Forever stworzyła absolutnie olśniewający efekt i Mysz przez moment naprawdę czuła się jak na planie teledysku Queen. Zresztą odniesień do muzycznej filmografii zespołu jest w spektaklu więcej. To właśnie ten końcowy moment – będący emocjonalną kulminacją spektaklu (i przy okazji Myszy NAJUKOCHAŃSZĄ piosenką zespołu) – zrobił na Myszy największe wrażenie. I wiem, że jeszcze niejednokrotnie będą go przeżywać z równie dużą intensywnością.

Rapsodia z demonem nie jest spektaklem bez wad, ale wszelkie braki równowagi wyrównuje pasją włożoną w wykonywanie utworów Queen oraz talentem występujących na scenie artystów. Mysz już nie raz przekonała się, że Teatr Rampa sprzyja żywiołowemu przeżywaniu kultury i pod tym względem Rapsodia z demonem wpasowuje się w chlubną tradycję teatru. Widownia pod koniec spektaklu śpiewa i klaszcze wraz artystami, ochoczo śpiewając znane teksty, niczym uczestnicy rockowego koncertu. Duch Freddiego jest silny w narodzie i wiek nie gra tu żadnej roli. Starsi widzowie może i nie machają rękami i nie śpiewają tak bezwstydnie głośno, jak młodzież (myself included), ale Mysz wychodząc z teatru widziała na wielu twarzach uśmiech. A i niejedną ukradkiem otartą łzę.

Pędźcie do Teatru Rampa, Robaczki. Warto. It’s killer :)

Rapsodia z demonem

  • aHa

    Zgadzam się w całej rozciągłości. To co jest dla mnie w Rampie najfajniejsze, i w “Rapsodii”, i w “Rent”, to ta wielka pasja, z którą są grane spektakle, widać serce wkładane w każde przedstawienie. I mimo że scena jest niewielka, to miałam wrażenie oglądania koncertu dla tysięcy widzów. A Jakuba Wociala uwielbiam od czasu “Tańca wampirów” w Romie (Kubę Molędę zresztą też, był przewspaniałym Alfredem).

  • Ki Ki

    Fabuła była bardziej skomplikowana… Ale wycięto ze scenariusza sporo tekstu i zszyto go w obecną formę :(

  • Po pierwsze – jak ja się cieszę, że jest ktoś, to wie o istnieniu Adama Lamberta – i to jeszcze uważa, że jest on godzien Queenów! Nasłuchałam się o nim tyle negatywnych opinii, że płaczę w związku z moją miłością do jego osoby. Aż przeczytałam dwa razy pierwszy akapit, by sprawdzić, czy dobrze zrozumiałam.
    A musical? Cóż, muszę zobaczyć. Widziałam fragmenty w “Jakiej to melodii”, jak zobaczyłam wokalistów, jak zobaczyłam tancerzy… No miłość. Cieszę się, że o tym musicalu piszesz, bo w sumie o teatrze Rampa nie jest bardzo głośno, a ja znowu nabrałam ochoty, by go odwiedzić ^^

  • Strasznie żałuję, że dopiero od RENT zwracam pilniejszą uwagę na warszawską scenę musicalową, w tym Rampę. Ale teraz przynajmniej wiem, że mogę na ich spektakle chodzić w ciemno. Wielokrotnie. Aż do rozpłynięcia-się-z-rozkoszy :)

  • O, to intrygujące. Jestem w takim razie bardzo ciekawa, jakie fragmenty wyleciały. Byłabym zwłaszcza ciekawa dialogów, bo mam wrażenie (być może niesłuszne) że one ucierpiały najbardziej. Fabuła się broni onirycznością i piosenkami, dialogi… *tsk* już gorzej.

  • Mysz jest wielką fanką Lamberta (choć nadal nie miała chwili by przysiąść do ostatniego albumu). Jego talentu i zasłużonego miejsca u boku koncertującego Queen będzie bronić do ostatniej kropli krwi. Tak więc: jesteś wśród swoich :)
    Bardzo zachęcam do wycieczki na Targówek. Na żywo wypada znacznie lepiej niż w klipach – czuć emanującą ze sceny energię. Widać, że zespół Rampy wkłada w swoje spektakle wiele pasji. I Mysz powzięła za punkt honoru częściej być gościem w progu teatru.

  • Ki Ki

    Z tego co wiem, mogę zdradzić, tak dla przykładu, że zmieniło się między innymi zakończenie: oryginalnie Ida miała ostatecznie odejść po “the Show must go on”, a Erwin podczas “Who wants to live forever” wybierał pomiędzy wyimaginowaną miłością, a realną przyjaźnią. Już bez prawdziwej Idy.

  • hm, ciekawe.
    (SPOILERY)
    Osobiście bardzo podobał mi się moment finału, gdy Erwin i Kacper, a potem Erwin i Ida padają sobie w ramiona, pogodzeni i szczęśliwi, że udało im się uniknąć nieszczęścia. Przemówiło to do mnie bardziej niż całe miłosne zmagania Erwina z Idalią–które osobiście odebrałam jako blado zarysowane.
    Obecność Idy w finale nie jest być może konieczna, ale fakt, że Erwin ją przytula (a nie np. całuje) bardzo mi się podoba – widzimy, że wygrywa przyjaźń, a niekoniecznie romantyczna miłość, i ich przytulenie jest dopełnieniem emocji, które wyraża uścisk Erwina i Kacpra.
    A przynajmniej tak to wygląda w mojej interpretacji :)

  • Ki Ki

    A to dobrze, że zakończenie się mimo wszystko podoba :)
    A propos blado zarysowanych zmagań z Idalią – Idalii również było więcej. Pojawiała się między innymi jako halucynacja, gdy Erwin zaczynał brać za dużo tabletek i towarzyszyła mu w kilku scenach na jawie. Relację w każdym razie mieli mocniejszą, niż w efekcie końcowym.

  • Kines Tezja

    To ja jeszcze gorąco polecę Myszy miłość mojego życia, jeśli jeszcze o niej nie słyszała, czyli Taniec Wampirów. Grali tam i Wocial i Molęda. Naprawdę dobre nagranie można sobie obejrzeć na youtubie :)

  • No i masz Ci los, niech się Mysz czuje winna – Martha kupiła bilety :) Mam nadzieję, że wybór tych bocznych miejsc nie jest zły? Jestem ślepa, a jednak przydałoby się coś widzieć :P

  • Zakończenie się podobało mi się przede wszystkim ze względu na piękne połączenie “Who Wants to Live Forever” z emocjami, które aktorzy w tej ostatniej scenie naprawdę świetnie rozegrali. Serduszko miałam mocno ściśnięte :)
    W kwestii Idali… zastanawiam się na ile jej relacja z Erwinem byłaby… hm, wyraźniejsza, albo bardziej wiarygodna, gdyby Erwin miał mocniej zarysowaną relację z Idą. Niby się czubią (a kto się czubi…), ale trudno było mi określić na ile Idalia była rzeczywiście uosobieniem uczuć, które Erwin skrycie żywi do Idy, a na ile raczej ucieleśnieniem jego frustracji zawodowych i ideologicznych, i fantazji o niebezpiecznej, seksownej kobiecie. Jakoś… nie wiem. Maybe I’m putting too much thought into this, ale zabrakło mi “mięsa” w tej relacji, by w pełni odczuć jej emocjonalny ciężar.

  • I regret nothing. You’re welcome :D
    A poważnie: proszę, daj Myszy znać, jak Ci się podobało. Miło byłoby wiedzieć, że nie sprowadziłam Cię na manowce ^^ A boczne miejsca będą w porządku – Rampa jest tak skonstruowana, że nawet z tylnych rzędów jest świetny widok (Mysz siedziała z boku rzędu 11 i widziała wszystko).

  • Mysz o “Tańcu” słyszy od lat, ale nigdy nie widziała *uchyla się przed gradem pocisków*
    Ale skoro mówisz, że jest do obejrzenie duet Kuba&Kuba, biegnę zGooglać co i jak ^_^

  • aHa

    Popieram!!!

  • Turkusoowa

    Na “Rapsodii…” byłam dwa razy-przyznam szczerze że głównie ze względu na Kubę Molędę,którego wielbię i nie wstydzę się do tego przyznać :D Po drugie uwielbiam piosenki Queen,więc przyjemność była podwójna :) Głosy chłopaków mnie zaskoczyły pozytywnie-choć nie doceniam chyba w pełni głosu Wociala-dla mnie trochę skrzeczy,ale przyznam że jest moc-tylko jakoś nie jestem w 100% “zakochana”.
    Ja za obiema razami słuchałam w roli Idy Natalię-oj ma dziewczyna piękny głos! Jeśli chodzi o treść,to z tego szoku po pierwszym razie,nie bardzo wiedziałam o co chodzi :D Drugi spektakl pozwolił mi trochę lepiej wczuć się w treść właśnie :) Oczywiście będę ponownie~na wiosnę! :)

  • W pełni rozumiem uwielbienie – także Mysz była występem Kuby najbardziej zachwycona :)
    W kwestii Kuby Wociala jestem bardzo ciekawa, jak wypadnie w roli Jezusa. Jak pisałam, w roli Marka w RENT był świetny.
    Liczę na to, że przy kolejnym ‘seansie’ uda mi się trafić na występ Natalii. Bardzo lubię jej barwę i uważam, że ma ogromny power w głosie – idealny do utworów Queen.
    Kto wie? Może miniemy się na którymś z wiosennych spektakli? :)

  • i_am_keyser_soze

    Jeśli chodzi o Lamberta i o to, że godzien jest Queen to my tu sami swoi :).

  • i_am_keyser_soze

    Kurka, poszedłbym gdyby nie to, że dla mnie wyprawa do Warszawy to drugi koniec Polski. Zawsze ubolewam nad tym, że mieszkanie na końcu świata ma, oprócz niewątpliwych zalet, wiele wad, szczególnie kulturalnych.

  • Mysz współczuję odległości, która dzieli od fajnej kultury. Myślę, że “Rapsodię…” warto mieć w pamięci w razie jakichś niespodziewanych wypadów do stolicy. Można wtedy sprawdzić, czy terminy przyjazdu i spektakli się pokrywają. Kto wie, może Ci się poszczęści? :)

  • i_am_keyser_soze

    :) kończy się na tym że mam tyle punktów programu, że biegam jak kot z pęcherzem, przez te parę dni gdy jestem w jakimś dużym mieście.

  • Mysz ostatnio przeżywała coś takiego z Lubym podczas naszego pierwszego wypadu do Londynu, więc totalnie rozumiem :D

  • Turkusoowa

    Myszko bardzo możliwe,ja będę chyba w drugiej połowie kwietnia,i raczej w weekend,no ale zobaczymy,być może będę jeszcze nie jeden raz :D Mam nadzieję do zobaczenia :)

  • Helena

    O Kubę Wociala w roli Jezusa możecie być spokojne ;) To mega utalentowany człowiek. Można posłuchać na youtube, jak śpiewa Getsemane. Kilka razy słyszałam ten utwór w jego wykonaniu na żywo i zawsze wbijał w fotel. Co prawda wolę w oryginale, a w spektaklu jest oczywiście po polsku, ale trudno, i tak nie mogę się doczekać JChS :)

  • Mysz, wstyd przyznać, nie zna w ogóle JCS, więc będzie miała niewielkie porównanie. Chociaż planuję przed wypadem do teatru obejrzeć obie wersje filmowe :) Pokładam jednak pełne zaufanie w możliwości wokalne obsady – Rampa jeszcze mnie nie zawiodła :)