Sympathy for the Devil, czyli dlaczego warto obejrzeć serial Lucifer. Wstęp.

Mysz dogłębnie omawia serial “Lucifer”.

lucifer-poster-s1

Nikt chyba nie spodziewał się, że Lucifer – głupiutki serial z łatką “guilty pleasure” o przygodach Diabła pomagającego policji w Los Angeles rozwiązywać zagadki kryminalne, będzie miał lepszy finał niż Game of Thrones. Ani że będzie to jeden z najlepiej napisanych seriali pod względem psychologii postaci i rozwoju ich wątków.

A jednak.

Co nagle, to po diable.

(most of the titles will be puns. I am not sorry :P )

lucifer-group
GodDevil squad.

Mysz swego czasu obejrzała jedynie pilot serialu Lucifer. Choć ujmował mnie zawadiacki urok Toma Ellisa w tytułowej roli, schemat nadnaturalnego procedurala w tamtym momencie nieco mi się przejadł. Nawet zarysowany w odcinku szerszy celestialny konflikt i perspektywa oczywistego “will they/won’t they” z odporną na diabelskie sztuczki panią detektyw nie wystarczyły, by utrzymać moją uwagę. Porzuciłam więc serial wychodząc z założenia, że ma niewiele do zaoferowania i wkrótce zejdzie z ramówki.

Z biegiem czasu jednak o Lucyferze zaczęły krążyć coraz bardziej entuzjastyczne opinie. Że serial się poprawia, że można się zżyć z bohaterami, że Tom Ellis śpiewa (no co? Trzeba mieć priorytety 😊). Wyglądało na to, że Lucifer ustał chwiejne lądowanie. Mysz zaczęła więc przyglądać się produkcji nieco bardziej bacznie. I rozważać najlepszy moment na powrót do najwyraźniej zbyt pochopnie porzuconego serialu.

A potem stacja FOX skasowała go po trzecim sezonie, zostawiając zarówno twórców jak i widzów z okrutnym cliffhangerem.

lucifer-pilot-1
Tom Ellis jako Lucyfer Morningstar.

Na tym być może historia Lucifera by się zakończyła i na zawsze pozostałby w pamięci widzów, jako sympatyczny, ale nierówny procedural “z twistem”, jakich przez lata było wiele (że wspomnę o moich nieodżałowanych Forever i Almost Human).

Jednak ku zaskoczeniu samych twórców i obsady, po decyzji FOXa podniósł się międzynarodowy raban. Jak się okazuje Lucifer, odnotowywał niskie wyniki oglądalności na stacji-matce, ale zdołał zebrać wyjątkowo dużą i eklektyczną widownię na platformach, które streamingowały kolejne odcinki (m.in. Hulu w USA i Amazon Prime w UK).

Zaczęło się więc szeroko-zakrojone ratowanie serialu. Powstała petycja apelująca o przywrócenie serialu. Jego twórcy i obsada zachęcali fanów do wyrażania swojego niezadowolenia w social media. Hashtagi #SaveLucifer oraz #PickUpLucifer zataczały coraz szersze kręgi, m.in. za sprawą wyjątkowo głośnych celebrity fans (m.in. Williama Shatnera)…

Wreszcie, po miesiącu intensywnych działań, na scenę wjechał Netflix, cały na biało, i uratował serial, dając mu 10-odcinkowy czwarty sezon. I wierzcie mi, Robaczki – jest to najlepsze, co temu serialowi mogło się przytrafić.

Ale po kolei.

Gdzie diabeł mówi dobranoc

lucifer-pilot-2
“Gentleman devil” i jego LUX-usowy klub.

Lucifer to serial koprodukcji Warner Bros., DC Entertainment i Jerry’ego Bruckheimera (tak, gościa od serii Pirates of the Caribbean i mnóstwa rozrywkowych akcyjniaków z lat 90. i 2000+) z Tomem Ellisem, znanym widzom głównie z brytyjskiej telewizji, w roli głównej. Stanowi bardzo luźną adaptację komiksu DC Comics/Vertigo “Lucifer” Mike’a Careya, będącego spin-offem serii o Sandmanie Neila Gaimana. Dlaczego o tym wspominam? Bo bardzo wielu fanów komiksu miało żal do serialu o potraktowanie materiału źródłowego po macoszemu.

Istotnie, na pierwszy rzut oka może się wydawać, że twórcy Lucifera (o których za moment) wzięli z komiksu zaledwie najprostszy zarys fabuły. Oto sam Diabeł, Lucyfer, znudzony swą piekielną domeną, postanawia zrobić sobie wakacje. Opuszcza Piekło, po czym z pomocą demonicznej bodyguard Mazikeen, potomkini Lilith, zakłada w Los Angeles piano-bar o nazwie “Lux”. Sprzeciwia się tym samym woli swego ojca (y’know, God), czym z kolei wzbudza niezadowolenie swego brata, anioła Amenadiela. Ten postanawia zrobić wszystko, co w jego mocy, aby przemówić Lucyferowi do słuchu i nawrócić go na właściwą ścieżkę.

lucifer-pilot-3
D. B. Woodside jako Amenadiel.

To jednak nieco zbyt skomplikowany pomysł, jak na cotygodniowy serial dla stacji FOX. Dodano więc do historii element klasycznej, łatwostrawnej telewizyjnej formuły: policyjny procedural. Nie bez powodu w ostatnich 20 latach widzieliśmy mnóstwo produkcji z gatunku supernatural procedurals. Widzowie lubią fabuły, w których ktoś rozwiązuje “sprawę tygodnia” z nadnaturalnym dreszczykiem.

Tak więc w pierwszym odcinku Lucifera znudzony Lucyfer wplątuje się w policyjne śledztwo. Tym samym nie tylko znajduje sobie nową rozrywkę, ale poznaje też detektyw Chloe Decker – jedyną ludzką istotę odporną na jego diabelski czar. Tu warto zaznaczyć znaczącą różnicę między serialowym a komiksowym Lucyferem. Choć obaj posiadają umiejętność wydobywania z ludzi ich najskrytszych pragnień, a także wiele wspólnych cech charakteru, wcielenie Toma Ellisa nie jest tak wszechpotężne, jak jego komiksowy pierwowzór. Jest to jednak zabieg celowy, mający na celu uczłowieczenie bohatera – działanie kluczowe z punktu widzenia dalszej fabuły i kierunku w jakim pójdzie serial.

lucifer-pilot-4
Lauren German jako Chloe Decker.

Już pierwsza styczność z Chloe wyraźnie wskazuje, że między bohaterami będzie rozgrywany wątek “zejdą się, czy się nie zejdą”, co także wpasowuje się w formułę policyjnego procedurala. Nieważne czy mówimy o podobnych produkcjach jak Forever, czy bardziej klasycznych historiach, gdzie mieszana-płciowo para wspólnie rozwiązuje zbrodnie (Castle, Bones, etc). Wątek miłosny musi być.

Biorąc pod uwagę te dwie główne zmiany – formułę police procedural i dodanie love interest w postaci det. Decker – trudno nie zrozumieć niezadowolenia komiksowych fanów. Tym bardziej, że podobnie jak w przypadku filmowego Constantine‘a (wzorowanego oryginalnie na Stingu, a zagranego przez Keanu Reevesa), twórcy serialu poszli w innym kierunku z wyglądem Lucyfera. Mimo całej mojej sympatii dla Toma Elissa, bądźmy szczerzy – nie wygląda on jak David Bowie 😉 Są też znaczące różnice w celestialnej metafizyce – jak wspomniałam, serialowy Lucyfer i inne nieśmiertelne istoty nie są tak potężne jak w komiksie; łączą ich też nieco inne relacje. A to zaledwie kilka z worldbuildingowych aspektów, które serial zmienił względem pierwowzoru.

lucifer-pilot-5
Lesley-Ann Brandt jako Mazikeen.

Rzecz w tym, że bardzo wiele głębszych elementów komiksów o Lucyferze – tych związanych z psychologią postaci, wątkami humanistycznymi i teologicznymi, buntem przeciwko Boskiej woli – zostało w serialu zachowanych. Ba, śmiem twierdzić, że pod wieloma względami, Lucifer radzi sobie z pewnymi tematami lepiej niż jego pierwowzór. Albo przynajmniej zagłębia się w rejony, których oryginalny komiks nie poruszał.

(Chociaż tu należy wziąć drobną poprawkę, iż Mysz pisze to wyłącznie na podstawie researchu, gdyż komiksów jako takich nie czytała. So correct me, if I’m wrong 😊)

Dzieje się tak dzięki wprowadzeniu trzeciego ważnego elementu, który wyróżnia Lucifera na tle nie tylko jego komiksowego pierwowzoru, ale także wielu innych podobnych seriali.

Otóż główny bohater chodzi na terapię.

Przychodzi diabeł do lekarza…

lucifer-pilot-6
…a lekarz kładzie go na kozetkę.

Jak zaznacza sam Lucyfer: “I know, so L.A.” 😆

Ma rację – uczęszczanie na terapię jest bardzo popularne wśród aktorów i ludzi związanych z showbiznesem. Ale jest też symptomatyczne dla naszych czasów. Obecnie coraz częściej otwarcie mówi się o problemach psychicznych, zmaganiach z depresją czy anxiety, i zachęca ludzi do szukania pomocy wykwalifikowanego specjalisty. Jako społeczeństwo zaczynamy coraz lepiej rozumieć zalety terapii i korzyści z niej płynące. Widać to także po tym, jak popularne są tego typu wątki w serialach: In Treatment, Hannibal, My Mad Fat Diary, ostatnio Homecoming czy Wanderlust. Oczywiście czasem są to wątki przedstawiane lepiej, czasem gorzej; raz są rozpatrywane w kontekście całego serialu (BoJack Horseman i kwestie depresji, traumy, etc), a raz konkretnych wątków (Celeste w Big Little Lies). Widać jednak jak na dłoni, że jest to tematyka coraz bliższa współczesnemu odbiorcy.

W oczywisty sposób dla powstania (i sukcesu) Lucifera istotne jest także to, że od lat interesujemy się złożoną psychologią antybohaterów i złoczyńców (House, Breaking Bad, Dexter, ww. Hannibal, czy chociażby Criminal Minds i wszystkie jego pochodne). Sądzę, że nie na darmo w ostatnich latach prawdziwy wzrost zainteresowania zaczęły przeżywać także produkcje dokumentalne typu true crime.

Jako odbiorców (pop)kultury fascynuje nas ludzka psychika; także ta mroczna.

lucifer-pilot-7
Rachael Harris jako dr Linda Martin.

Wbrew pozorom tak wyraźne skupienie się na psychologii bohatera w tzw. “genre show” mogło być ryzykowne. Lucifer, nawet jako luźna adaptacja, z marszu musiał udźwignąć oczekiwania fanów komiksu oraz całą swoją metafizyczną, celestialno-niebiańską otoczkę. Dodatkowo twórcy dopisali mu sztywny format procedurala i mocno ograny koncepcyjnie love interest. Wydawać by się mogło, że bardzo Sopranoskie sceny, w których bohater rozmawia z terapeutą, będą tylko kolejnym niepotrzebnym grzybem w tym już i tak przepełnionym treścią barszczu.

Mysz z całą mocą podkreśla, że tak nie jest. Posłanie Diabła na cotygodniowe(!) wizyty do terapeuty to przykład na przewrotny geniusz twórcy serialu, Toma Kapinosa (Californication), a przede showrunnerów, Ildy Modrovich i Joe Hendersona, stojących za sterami tej produkcji. Bo to właśnie złożona psychologia Lucyfera, nałożona na jego niebiańskie pochodzenie, piekielną przeszłość, policyjne przygody i relacje z innymi postaciami, stanowi największą siłę i zaletę serialu. Wraz z równie złożoną, często zazębiającą się, uzupełniającą nawzajem, lub stanowiącą ciekawe odbicie psychologią postaci drugoplanowych.

Mark my words: policyjny procedural to pretekst; nadnaturalna otoczka – tło. Prawdziwą treścią, “mięsem” serialu są jego bohaterowie i ich emocje. Im dalej w serial, tym bardziej to widać. A i jakość produkcji z czasem dramatycznie wzrasta.

lucifer-pilot-8
Każdy wyznałby swe najskrytsze pragnienia, patrząc w czekoladowe oczy Toma Ellisa.

Dość powiedzieć, że mimo mniejszych lub większych wad, ku Myszy szczeremu i radosnemu zaskoczeniu, Lucifer okazał się serialem z najlepiej poprowadzonym character development, jakie widziałam w ostatnich latach. Jest też dowodem na to, że przewidywalność pewnych wątków nie jest wadą. Świadczy za to o ich złożonej i inteligentnej konstrukcji, która prowadzi do nader satysfakcjonujących zakończeń. I stanowi potwierdzenie prawidłowości, że mniejsza liczba odcinków oznacza lepszą, spójniejszą historię.

Nie wierzycie mi? Wasze prawo. Mam jednak nadzieję, że Myszy omówienie kolejnych sezonów przekona Was, że moje pochwały nie są gołosłowne. Bo naprawdę – im dłużej analizuję ten serial i przeróżne jego aspekty, tym bardziej dochodzę do wniosku, że jeśli chodzi o Lucifera, diabeł tkwi w szczegółach 😈

Liczę na to, że moje przemyślenia nakłonią tych, którzy serialu jeszcze nie widzieli (albo tych, którzy serial przerwali) do dania mu szansy. Bo naprawdę, naprawdę warto (◠‿◠✿)


Sezon 1 – Sezon 2 – Sezon 3 – Sezon 4

Uwaga #1: Od raz uprzedzam, że omówienie każdego sezonu będzie zawierało spoilery. Postaram się, aby nie wykraczały one wprzód poza dany sezon. Natomiast na pewno będą działać “wstecznie” – omówienie season 2 będzie miało spoilery do drugiego i pierwszego sezonu, itd.
Uwaga #2: Wychodzę z założenia, że nie wszyscy czytający ten tekst widzieli serial. Stąd wyłuszczam pewnych oczywistości (role postaci, relacje miedzy nimi, itp), aby nadać analizie odpowiedni kontekst :)
Uwaga #3: Analizy wyszły… obszerne. Znacie Myszę nie od dziś. Najwyraźniej nie potrafię inaczej ¯\_(ツ)_/¯

lucifer-pilot-9