Mysz TOP 5: Back to the 80’s – filmy dla dzieci

W ramach cyklu o wartych uwagi produkcjach z lat 80-tych, Mysz poleca najfajniejsze filmy dla młodszych widzów, w tym także tych młodszych duchem.

Druga część cyklu “Back to the 80’s“. Po filmach John Hughesa pora na filmy dla dzieci.

Pozwólcie, że wytłumaczę: przez “filmy dla dzieci” niekoniecznie rozumiem filmy skierowane do dzieci – przynajmniej jedna z podanych tu pozycji jest bardziej romansem fantasy niż czymkolwiek innym. Pomijam już, że ze współczesnego punktu widzenia większość podanych tu filmów jest wyjątkowo creepy, ale taka była wówczas stylistyka filmów fantasy/dla dzieci. Nie na darmo wstawiłam między te dwa terminy ukośnik – sporo filmów z lat 80-tych, tych uznawanych za klasykę filmów dla dzieci, było w istocie epickimi dziełami fantasy. Z resztą przekonacie się sami.
A jeśli to Was nie przekonuje do nazwania kategorii “filmami dla dzieci”, przyjmijcie że Mysz wybrała taką, a nie inną nazwę, ponieważ w podanych niżej filmach zakochała się właśnie dzieckiem będąc. Co z tego, że niektóre z nich niekoniecznie są odpowiednie dla małych dzieci. Jakoś strasznie mi to psychiki nie spaczyło. No chyba, że pozytywnie.
Without further ado… lista klasyki filmów z lat 80-tych dla dzieci:

Część druga:
Filmy dla dzieci

  Stand By Me (1986)

Dorosły już pisarz, Gordon Lachance, opowiada widzowi historię pewnej przyjaźni i przygody, którą przeżył jako młody chłopiec. Mamy rok 1959. W Derry, małym miasteczku w stanie Maine, dorasta czterech chłopców, każdy z nich wychowuje się w patologicznej rodzinie, każdy z nich jest inny, lecz mimo to, ich przyjaźń jest szczera i nierozerwalna. Pewnego dnia chłopcy dowiadują się, że ich rówieśnik, z sąsiedniego miasteczka, został potrącony przez pociąg, a jego ciało spoczywa w pobliskim lesie. Przyjaciele postanawiają odnaleźć zwłoki. Droga, w którą wyruszą, będzie ich pierwszą życiową lekcją…
[źródło: Filmweb]

Absolutny must-seelat 80-tych, chociaż fabuła dzieje się pod koniec lat 50-tych. Stand By Me – biorące swój tytuł z piosenki Bena E. Kinga o tym samym tytule – to film Roba Reinera (Misery, A Few Good Men), oparty o nowelkę „The Body” (Ciało) Stephena Kinga. Dygresja: Rob Reinera jeszcze się w tym cyklu nie raz pojawi. 

Stand By Me to według Myszy jedna z najlepszych ekranizacji Kinga – stojąca zaraz za The Shawshank Redemption i The Green Mile. Co więcej, jest to absolutnie bezbłędny obraz tego, jak to jest być młodym chłopakiem i przeżywać przygody ze swoimi przyjaciółmi (Mysz kocha ten film, ale zawsze była zazdrosna, że płeć piękna nie ma swojego filmowego ekwiwalentu Stand By Me; dostałyśmy go wiele lat później, w 1995 roku w postaci filmu Now and Then). Wracając jednak do sedna – film ten jest absolutnie magiczną podróżą w świat dzieci. Jednak w przeciwieństwie do innych pozycji na tej liście, jest to podróż realna – nie ma żadnych magicznych książek, czarodziejskich krain czy baśniowych potworów. Jest tylko dziecięca wyobraźnia i prawdziwa, chłopięca przyjaźń, taka którą pamięta się do końca życia. Jest śmiech, są łzy, bójki, wyzwania, zabawy i żarty, a gdzieś na peryferiach tego niedorosłego świata – dorosłe, prawdziwe, bolesne problemy.

Mamy tu też wspaniałe występy czwórki młodych aktorów, którzy dzięki Stand By Me zyskali sławę (co akurat nie wyszło im wszystkim na dobre, ale to już inna sprawa). Mamy więc Wila Wheatona – który obok Nathan Filliona jest obecnie głównym Królem Geeków -, Coreya Feldmana – który również nie raz się w cyklu filmów lat 80-tych pojawi – Jerry’ego O’Connella – który z pulchnego dzieciaka wyrósł na bardzo przystojnego mężczyznę (możecie go kojarzyć jako męża aktorki Rebecci Romijn) – oraz świętej pamięci Rivera Phoenixa *chlip*. Poza tym mamy też inne gwiazdy lat 80-tych – Caseya Siemaszko, Kiefera Sutherlanda, oraz Johna Cusacka w niewielkiej roli. I choć Mysz kocha wszystkie filmy wymienione na liście, Stand By Me rezonuje w niej najsilniej. Właśnie dlatego, że jest realne i szalenie życiowe – słodko-gorzkie aż do samego końca.

   
I never had any friends later on like the ones I had when I was twelve. Jesus, does anyone?”
PS. Z pewnością drogi Czytelnik kojarzy piosenkę “Stand By Me” Bena E. Kinga. Jeśli obejrzycie do niej teledysk, zobaczycie kilka znajomych twarzy z filmu.
Od lewej: Wil Wheaton jako Gordie, River Phoenix jako Chris,
Jerry O’Connell jako Vern oraz Corey Feldman jako Teddy.
——————————————————————————————————–

  The Goonies (1985)

 “Grupka przyjaciół obawia się przeprowadzek, które będą nieuniknione , jeżeli rodzice nie spłacą właściciela terenu, który zamierza wybudować inwestycję na miejscu osiedla. Goonies bo tak nazywają ich okoliczni mieszkańcy spędzają z sobą dużo czasu. Podczas jednej z zabaw na strychu odnajdują starą mapę z XVII w. Na mapie zaznaczona jest droga do skarbu legendarnego pirata – “Jednookiego” Willy’ego. Nie mając nic do stracenia ruszają na poszukiwanie. Nie wiedzą, że przyjdzie im się zmierzyć ze spadającym głazami, zapadającymi się kładkami, niebezpiecznym wodospadem jak i rodzinnym gangiem, który także ma ochotę na zagarnięcie skarbów…
[źródło: Filmweb]

Film absolutnie stworzony do tego, żeby go uwielbiać. Scenariusz do filmu napisał Chris Columbus – późniejszy reżyser takich przebojów jak Home Alone, Mrs. Doubtfire czy dwa pierwsze Harry Pottery. Reżyserem The Goonies jest Richar Donner, pan odpowiedzialny za wszystkie Lethal Weaponoraz za dwa pierwsze Supermany (oraz jeszcze jeden film, pojawiający się na tej liście). A producentem filmu był Steven Spielberg. Czy można sobie wyobrazić lepszą „świętą trójcę” by stworzyć pełen akcji, humoru i prawdziwych emocji film przygodowy dla dzieci?… Mysz w każdym razie nie potrafi.
Tam gdzie Stand By Me było słodko-gorzkie i osadzone w realnym świecie, The Goonies jest wesołe, pokręcone, uroczo naciągane i bardzo – swym przygodowym – klimatem przywodzące na myśl pierwszego Indianę Jonesa. W wersji dziecięcej. Czyli takiego młodego Indianę Jonesa. Where’s Sean Patrick Flannery when you need him?! [hermetyczny żart]
Są skarby piratów, problem miłosne, pościgi, złoczyńcy, potwory, tajemnice, przygody I obowiązkowe szczęśliwe zakończenie. Ale przede wszystkim jest absolutnie niepodważalny, bezdyskusyjny urok, jakim wręcz promieniuje The Goonies. Nie wiem, czy to zasługa żywiołowej obsady – hobbit Sam, czyli młodziutki Sean Astin, ponownie Corey Feldman, młody Josh Brolin – czy cudownego połączenia filmu dla dzieci z filmem przygodowym, ale The Goonies bawi po dziś dzień. Także dorosłych. 
“Goonies never say die!”
 
Od lewej: Jeff Cohen jako Chunk, Sean Astin jako Mikey,
Corey Feldman jako Mouth oraz Ke Huy Quan jako Data.

 

 ———————————————————————————————————-

The Princess Bride (1987)

Buttercup przeżyła już swoją miłość. Nic dobrego z tego nie wyszło, więc kiedy otrzymała konkretną, rzeczową propozycje od następcy tronu swego kraju, zgodziła się. Jednak w swych planach oboje nie wzięli pod uwagę człowieka w czerni… Co będzie, jeśli najpiękniejsza dziewczyna świata zaręczy się z najwspanialszym księciem, który wkrótce okaże się ostatnim łajdakiem?
Szermierka. Zapasy. Tortury. Trucizna. Prawdziwa miłość. Nienawiść. Zemsta. Olbrzymi. Myśliwi. Źli ludzie. Dobrzy ludzie. Najpiękniejsze damy. Węże. Pająki. Zwierz wszelkiego gatunku i pochodzenia. Ból. Śmierć. Śmiałkowie. Tchórze. Siłacze. Pościgi. Ucieczki. Kłamstwa. Prawda. Cuda. Namiętność…. to tylko drobna część tego, co można znaleźć w opowieści o pięknej Buttercup, dzielnym Inigu, mocarnym Fezziku i tajemniczym człowieku w czerni…

[źródło: lubimyczytać]

Nie na darmo opis The Princess Bride wzięłam z serwisu LubimyCzytać – film został nakręcony na podstawie scenariusza Williama Goldmana, który jest także autorem oryginalnej The Princess Bride, przeuroczej ksiązki dla dzieci. Natomiast reżyserem filmu jest wspomniany wcześniej Rob Reiner. 
The Princess Bride określany jest jako „The Wizard of Oz of our time” i choc nie odniósł zatrważającego sukcesu w kinach, po wypuszczeniu na VHS (tak, w tamtych czasach filmy wychodziły na kasetach video *le gasp*) stał się tzw. cult classic.
Lojalnie uprzedzam, że nie jest to film, który należy brać na poważnie. Więcej: sami twórcy napisali i nakręcili The Princess Bride jako jedno wielkie przymrużenie oka. To subtelny pastisz filmów przygodowych i romansów fantasy, pełen inteligentnego humoru, slapstickowych gagów i wyrazistych postaci, które z łatwością można natychmiast polubić (lub znienawidzić; zależnie od kontekstu). To baśń o przebaczeniu, zemście i zdradzie, przyjaźni i wytrwałości, ale przede wszystkim jest to cudowna opowieść o prawdziwej miłości i o tym, że takie uczucie nie zdarza się często.
Choć subtekstualnie skierowany do dorosłego widza, film wciąż pozostaje komedią przygodową, pełną scen pościgów i walk (choreografowanych przez ś.p. Boba Andersona), więc z pewnością zadowoli też młodszego widza. Niech dowodem na to będą pokolenia Amerykanów, które wychowały się od maleńkości właśnie na The Princess Bride. I tak – Mysz się do tego grona zalicza. Może niekoniecznie do Amerykanów jako takich, ale z pewnością do ludzi, którzy od maleńkości wychowali się z Wesleyem, Fezzickiem, Inigo Montoyą i księżniczką Buttercup.
A czy wspomniałam, że Wesley gra Cary Elwes – późniejszy Robin Hood w Robin Hood: Men in Tights Mela Brooksa?… że Inigo Montoyę gra Mandy Patinkin – znany z Criminal Minds czy chociażby ostatnio Homeland?… że księżniczka Buttercup to młoda Robin Wright – później żona Sean Penna, oraz ukochana Forresta Gumpa?… już pomijam, że w filmie pojawia się Billy Crystal, Peter Cook, czy Chris Sarandon (pierwszy mąż Susan Sarandon).
Jeśli to Was nie przekonało, to powiem tak: mało osób zna ten film. Jeśli go obejrzycie, będziecie mogli szpanować jacy „cool” jesteście.
“Hello. My name is Inigo Montoya. You killed my father. Prepare to die.”

 

PS. Jeden z najbardziej “cytowalnych” filmów z tego okresu. Mysz w każdym razie cytuje go zaskakująco często.
Cary Elwes jako Wesley oraz Robin Wright (Penn) jako Buttercup.
———————————————————————————————————

  Ladyhawke (1985)

 “Znienawidzony przez lud biskup Aquilii (John Wood) skazuje na karę śmierci drobnego złodziejaszka, Gastona (Matthew Broderick). Chłopiec ucieka z lochów, a przed pościgiem ratuje go kapitan Navarre (Rutger Hauer). Gaston zostaje jego giermkiem. Wkrótce chłopak poznaje historię rycerza i towarzyszącej mu sokolicy. Dowiaduje się, że ptak jest zaklętą ukochaną Navarre’a, Isabeau (Michelle Pfeiffer). Kochał się w niej biskup Aquilii, ale ona odrzuciła jego zaloty, gdyż oddała już serce dzielnemu kapitanowi. W zemście biskup rzucił na kochanków klątwę, która skazuje parę ukochanych na wieczne rozstanie. Za dnia, gdy on jest człowiekiem, ona przemienia się w sokoła. Nocą, gdy ona powraca do ludzkiej postaci, on staje się wilkiem. Pojawia się szansa na złamanie zaklęcia. Gaston, któremu rycerz ocalił życie, postanawia pomóc kochankom zwalczyć moc czarów.”

[źródło: Filmweb]

Mysz nie jest w stanie wyrazić słowami, jak bardzo kocha ten film. Dość powiedzieć, że mimo swego tryliona wad, Ladyhawkepozostaje jedną z najpiękniejszych, najbardziej poruszających, magicznych, cudownych baśni o miłości. Tam gdzie The Princess Bridejest komediowe i pastiszowe, Ladyhawke jest mroczne, gotyckie i do bólu prawdziwe (oczywiście w ramach swych magicznych realiów).
Naprawdę chciałabym móc adekwatnie opisać walory tego filmu. Wspomnę więc chociaż: że mimo mojej palącej niechęci do Rutgera Hauera, jest to jedyny film w którym go toleruję; jeśli ktoś obejrzawszy Ladyhawke nie zakocha się w młodziutkiej Michelle Pfeiffer jako Isabeau to najwyraźniej nie ma ani oczu, ani serca; film jest ponownym wspólnym występem Johna Wooda i Matthew Brodericka (po wspomnianych w zeszłym tygodniu WarGames); and last but not least – Mysz została nazwa właśnie na cześć złodzieja, zwanego Myszą. Niech to będzie wyznacznikiem tego, jak bardzo kocha ten film i jak strasznie go wszystkim poleca.
Piękna Michelle Pfeiffer.



You must save this Hawk” he said, “For she is my life, my last and best reason for living.” And then he said, “One day, we will know such happinesss as two people dream of, but never do.”

Matthew Broderick jako Phillip “Mysza” Gaston.
———————————————————————————————————

The NeverEnding Story (1984)

 “Mały chłopiec po śmierci matki zamyka się w sobie. Zaczyna mieć kłopoty w szkole, nie potrafi znaleźć wspólnego języka ze swoim ojcem. Pewnego dnia, uciekając przed prześladującymi go starszymi chłopcami, Bastian trafia do pewnej księgarni, skąd wykrada (właściwie to jedynie pożycza) tajemniczą książkę, dzięki której przeżyje najwspanialszą przygodę w swoim życiu. Nie jest to bowiem zwykła książka, ale pełna magii brama do innego świata. Dzięki niej Bastian przenosi się w krainę wyobraźni, której właśnie grozi zagłada… Mały chłopiec okaże się wkrótce jedyną osobą, która może uratować piękną księżniczkę…
[źródło: Filmweb]

naprawdę mam tłumaczyć, dlaczego The NeverEnding Story jest klasyką gatunku?… Have you even seen this movie???
Jeśli jest ktoś, kto jeszcze nigdy w życiu nie widział “Niekończącej się opowieści”… to ja nawet nie bardzo wiem, co takiej osobie powiedzieć. Nie znasz Atreyu i jego konia Artaxa? *chlip* Nie znasz białego, włochatego smoka szczęścia Falkora? Nie znasz wkurwiającego Bastiana Balthazara Buxa i jego magicznego książki?… przepadnij. Serio. Przeproś i wyjdź i nie wracaj, póki nie obejrzysz przynajmniej pierwszej części sagi.
Having a luck dragon with you is the only way to go on a quest.
 
———————————————————————————————————
 
The NeverEnding Story zamyka piątkę klasycznych filmów dla dzieci z lat 80-tych. Są jednak dwa filmy, bez których ta lista nie byłaby kompletna. Są to:

 

Legend (1985)

Władca Ciemności usiłuje zapanować nad światem. Chce zgasić słońce i sprowadzić wieczną ciemność. Jednak nie dojdzie do tego, jeśli będzie chodził po ziemi choć jeden jednorożec. Władca nakazuje więc zgładzić dwa ostatnie jednorożce żyjące w magicznym lesie – i pozbawić je magicznych rogów. Wojnę złemu Władcy wypowiada Jack, który wraz z duszkiem lasu Gumpem i elfami wyrusza do krainy mroku…
[źródło: Filmweb]

*histeryczny chichot* Ja naprawdę przepraszam. Nie powinnam się śmiać. Ale jeśli ktoś widział ten film, to wie dlaczego ja się śmieję.
Teoretycznie filmowi nic nie można zarzucić. Ridley Scott – jakoś tak w okolicach Blade Runnera i Aliena – postanowił nakręcić mroczną baśń, trochę w stylu Disneyowskiej Fantasia, a trochę w stylu baśni braci Grimm. Scenariusz napisał William Hjortsberg – ten od nowelki na której oparto Angel Heart (Harry Angel). Efekty wizualne i makijaż do filmu zrobił Rob Bottin (The Thing, The Howling, The Witches of Eastwick, Robocop, Se7en). A w filmie zagrali Tim Curry, Mia Sara (która znamy już z Ferris Bueller’s Day Off) oraz młodziutki Tom Cruise – z wciąż niewyprostowanymi, niewybielonymi zębami. W teorii to wszystko zmieszane razem powinno stworzyć genialny film. A powstał – według Myszy – kultowy koszmarek lat 80tych, który nijak się nie sprawdza, choć powinien.
Ale film warto obejrzeć dla Tima Curry’ego (i jego wspaniałego makijażu) i młodziutkiego Cruise’a.

 

You think you have won! What is light without dark? What are you without me? I am a part of you all. You can never defeat me. We are brothers eternal!” 

 

———————————————————————————————————

  Labyrinth (1986)

Sfrustrowana koniecznością pilnowania przez kolejny weekend swojego małego braciszka Sarah (Jennifer Connelly), używa swojej bujnej wyobraźni i wzywa Gobliny ze swojej ulubionej książki „Labirynt”, prosząc aby zabrały one jej brata. Kiedy mały Toby naprawdę znika, Sarah musi podążyć jego tropem do bajkowego świata i uratować go z rąk nikczemnego króla Goblinów (David Bowie)! Wejścia do jego zamku strzeże labirynt – wykręcona i zwodnicza plątanina korytarzy, wypełniona strasznymi potworami i pułapkami. Aby zdążyć na czas z ratunkiem dla braciszka, Sarah musi przechytrzyć króla Goblinów. W tym celu musi zaprzyjaźnić się z jego świtą i strażnikami oraz mieć nadzieję, że ich lojalność nie okaże się kolejną iluzją ze świata, w którym nic nie jest takie jakim się wydaje!
[źródło: Filmweb]


Mysz osobiście nie jest fanką filmów duetu Jim Henson i Frank Oz (jeśli nie wiecie kto zacz, wujek Google nie gryzie). Nie umniejszam ich talentów i wyjątkowej wizji – po prostu mnie ich filmy średnio odpowiadały. Oglądając jednak Labyrinth (oraz wcześniej The Dark Crystal) muszę przyznać, że wiem i widzę dlaczego te filmy stały się kultowe.

Klimat filmu – tak charakterystyczny nie tylko dla Hensona i Oza, ale także dla epoki i stylu lat 80-tych – idealnie wpasowuje się w ramy opowieści. Nie wiem czy jestem w stanie wyobrazić sobie ten film nakręcony inaczej niż właśnie z kukiełkami. No, może gdyby film był animowany i zrobiony w mrocznym stylu The Black Cauldron. Ale mimo mojego sceptycznego podejścia do kukiełek Hensona i Oza, Labyrinth jest wspaniałym filmem właśnie ze względu na swój specyficzny klimat. Jest też oczywiście urocza Jennifer Connelly jako Sarah – którą Mysz strasznie lubi i jako aktorkę i jako osobę, bo jest żoną Paula Bettany, którego Mysz ubóstwia – oraz wspaniały David Bowie jako Jareth, Król Goblinów. Jego rola w tym filmie jest absolutną kwintesencją tego, jak powinien wyglądać i zachowywać się negatywny bohater w filmach fantasy dla dzieci – straszny, zabawny, pociągający.

Poza tym każda mała dziewczynka chciała przynajmniej raz w życiu założyć tę cudowną sukienkę, która Sarah ma na sobie podczas sceny balowej.

Podsumowując: jeśli specyficzny klimat filmów fantasy z lat 80-tych trąci Wam myszką *hem hem* to radzę film ominąć. Ale jeśli chcecie koniecznie poznać „klasykę” tego gatunku, Labyrinth jest seansem obowiązkowym.

Yes, If I thought that for one second that you would betray me, I would be forced to suspend you, head first, in the Bog of Eternal Stench. “

PS. Myszy ulubioną postacią w filmie jest glizda. Wtajemniczeni wiedzą, co chodzi.

———————————————————————————————————-
Jak zwykle filmy recenzowałam niejako z pamięci, bo wielu z nich nie widziałam od dobrych paru lat (pomijając pierwsze trzy, które oglądam regularnie; ostatnio namówiłam Lubego na Stand By Me i The Princess Bride – był zachwycony). Jeśli macie jakichś swoich faworytów z gatunku filmów dla dzieci/fantasy, chętnie ich poznam.
 A w przyszłym tygodniu część 3-ciaBack to the 80’skomedie!

 
Thanks to Erica for being my 80’s guru. You are – as they say – a gentleman and a scholar. I salute you.