Mysz TOP 5: Back to the 80’s – filmy Johna Hughesa

W ramach cyklu o wartych uwagi produkcjach z lat 80-tych, Mysz pochyla się nad kultowymi filmami Johna Hughesa.

Lata 80-te były dla kina łaskawe – między rokiem 1980 a 1989 powstało wiele filmów, które po dziś dzień wymieniane są jako „te najlepsze”, „te ulubione” czy „te klasyczne”.

Zadziwiająco wiele filmów uznawanych za kanon kinematografii (rozrywkowej i nie tylko), miało swój początek właśnie w latach 80-tych. Należy chociażby wspomnieć o:

The Empire Strikes Back i Return of the Jedi (drugiej i trzeciej części Star Wars; pierwsza Star Wars: A New Hope wyszła w 1977 roku)
wszystkie trzy części Indiany Jonesa;
E.T.;
Blade Runner;
trylogia Back to the Future;
The Shining Kubricka;
Rain Man;
Evil Dead oraz Evil Dead II;
osiem części Friday the 13th;
5 części A Nightmare on Elm Street;
części 2-6 Halloween;
pierwszy film o laleczce Chucky, Child’s Play;
Ghostubusters;
multum komedii pastiszowych typu Airplane!oraz Airplane II: The Sequel, Naked Gun czy Top Secret!(które do dziś Myszę śmieszy);
pierwsze 6 filmów z serii Police Academy;
Fatal Attraction;
The Color Purple;
trzy części Rambo;
początek kariery twardziela Bruce’a Willisa czyli Die Hard;
Terminator;
Top Gun;
trzy części Karate Kida;
pierwszy Batman Burtona;
czy wreszcie dwie pierwsze częsci Lethal Weapon.

…A to i tak tylko parę z nich.

 Mysz zawsze miała z latami 80-tymi pewien problem. Mianowicie narodziła się za późno by móc uchodzić za „dziecko lat 80-tych”. Don’t get me wrong – jestem dumna będąc a 90’s kid, ale w filmach lat poprzednich jest coś takiego, co trąca jakąś dziwną strunę w Mysim sercu. Tego filmy z lat 90-tych po prostu nie robią (z kilkoma wyjątkami, z bardzo wczesnych lat 90-tych czyli technicznie jeszcze posiadające klimat lat 80-tych). 


Anywho…Są takie filmy, które kojarzą nam się z dzieciństwem (za „dzieciństwo” uznaję w tym momencie okres do lat… 12-stu, powiedzmy). W wypadku Myszy są to m.in. Interview with the Vampire, Bram Stoker’s Dracula i Don Juan de Marco. Dziwna kompilacja, owszem, ale unikatowa dla Myszy. jednak takie filmy, które obejrzane wiele lat później – już w wieku nastoletnim – wywołały we mnie tak silną nostalgię za latami 80-tymi, że właściwie trudno to logicznie wytłumaczyć. Wiem, że ludziom zdarza się tęsknić za czasami, których nigdy nie znali – moja przyjaciółka zawsze czuła rozrzewnienie na myśl o rewolucji francuskiej – ale przecież lata 80-te wcale nie były znowu tak dawno. Dlaczego więc żałuję, że nie mogłam wczesnego dzieciństwa spędzić po uszy zanurzona w kulturze lata 80-tych? 

Skąd więc ta nostalgia?… nie mam pojęcia. Wiem natomiast, że po dziś dzień – mimo już ćwierć wieku na karku (prawie) – filmy z lat 1980-1989 mają magiczną moc przenoszenia mnie w czasie do epoki, której nie znałam, a za którą strasznie tęsknię.

Oto więc pierwsza część Myszowej, kompletnie subiektywnej listy classic 80’s movies(z podziałem na kategorie, bo tak jakoś mi się zrobiło). Uwagi Myszy per film będą krótkie i szalenie random bo wielu filmów dawno nie widziała. Wciąż jednak nosi je w głowie i serduszku. Tak więc, without further ado…

Część pierwsza:
Filmy Johna Hughesa

John Hughes, obok Spielberga i Lucasa, to największe nazwisko lat 80-tych (i 90-tych, ale o tym kiedy indziej)… a przynajmniej tak jest u Myszy. Hughes to scenarzysta – oraz w kilku przypadkach reżyser – najbardziej kultowych młodzieżowych komedii/filmów o dorastaniu, jakie kiedykolwiek powstały. Takich filmów jakie pisał Hughes już się dzisiaj nie widuje, a jego poczucie humoru i brak hamulców w opisywaniu nawet najbardziej trywialnych aspektów życia amerykańskiej młodzieży sprawiły, że jego filmy wciąż są aktualne. No… może poza modą. Nie zmienia to faktu, że kolejne pokolenia amerykanów uczą się na filmach Hughesa przebojów, podbojów i porażek nastoletniego życia. Wkład tego człowieka w kulturę amerykańskiej – i nie tylko – młodzieży jest absolutnie nie do podrobienia.
Na szczęście ostatnimi czasy zaczęły się pojawiać filmy, które nieomal dorównują dziełom Hughesa pod względem specyficznego dla swej epoki klimatu, a jednocześnie pewnej ponadczasowości (mowa o takich filmach jak The Perks of Being a Wallflower czy It’s Kind of a Funny Story). Nareszcie, po „technikolorowych” latach 90-tych i kompletnej porażce XXI wieku, współczesna młodzież ma na czym się wzorować.

A na czym wzorowała się Mysz (poniewczasie, co prawda, ale jednak)?

  The Breakfast Club (1985)

“Fabuła opowiada o piątce uczniów liceum, którzy za różne przewinienia zmuszeni są przyjść w sobotę do szkoły. Mają dziewięć godzin, aby napisać wypracowanie na temat “Kim jestem?”. W tym czasie będzie ich pilnować Richard Vernon, niesympatyczny i surowy nauczyciel (Paul Gleason). Każde z nich wywodzi się z innej grupy społecznej, inaczej się zachowują, mają inne zapatrywania na świat. Andy (Emilio Estevez) to niezwykle popularny i lubiany w szkole czempion zapasów, Claire (Molly Ringwald) to snobistyczna, nieco zarozumiała panienka “z dobrego domu”, Brian (Anthony Michael Hall) to gapowaty prymus wyśmiewany przez rówieśników, Allison (Ally Sheedy) to tajemnicza, unikająca ludzi dziwaczka, natomiast Bender (Judd Nelson) jest awanturnikiem i buntownikiem o złej sławie i wyjątkowo kąśliwym poczuciu humoru.
Sytuacja wyjściowa staje się pretekstem do zbadania stereotypów na temat nastolatków, pokazania ukrytych obaw młodych bohaterów, ich problemów z rodzicami i rówieśnikami.”
[źródło: Wikipedia]

Jeden z tych filmów, które po prostu TRZEBA znać. Gdybyś miał zamiar, drogi Czytelniku, obejrzeć tylko jeden z wymienionych tu filmów, Mysz błaga: niech to będzie The Breakfast Club.
Jest to film, którego nie da się adekwatnie streścić czy wytłumaczyć; jego urok polega na tym nieuchwytnym “czymś. Może to wspaniały scenariusz Hughesa (napisany w dwa dni). Może to świetna młoda obsada, wspaniale wczuwająca się w swoje role (Judda Nelsona kilkakrotnie prawie wyrzucono z planu za zachowywanie się jak jego postać, Bender, także poza kamerą). A może po prostu TBC zostało stworzone w jednym z tych magicznych momentów w czasie i przestrzeni, których już się nie da powtórzyć. A wierzcie mi – wielu próbowało.
Anyway… Mysz z całego serca poleca Wam ten film. I jeśli pod jego koniec, przy dźwiękach “Don’t You (Forget About Me)” Simple Minds, nie poczujecie nutki rozrzewnienia lub uśmiechu na pyszczku, to Mysz osobiście Wam pogratuluje opanowania. Bo mnie ten film nadal strasznie rusza. I chyba zawsze ruszać będzie.

Od lewej: Judd Nelson, Emilio Estevez, Ally Sheedy,
Molly Ringwald, Anthony Michael Hall.

——————————————————————————————————–

 Ferris Bueller’s Day Off (1986)

 “Ferris Bueller (Matthew Broderick), popularna persona w swojej szkole średniej postanawia zrobić sobie dzień wolny. Najpierw udaje chorego przed rodzicami, potem przed siostrą (Jennifer Grey). Gdy zostaje w domu sam, dzwoni do kolegi Camerona (Alan Ruck), który nie czuje się najlepiej. Namawia go na eskapade do miasta sportowym ferrari ojca Camerona. Wraz z nimi jedzie dziewczyna Ferrisa – Sloane (Mia Sara). Tymczasem w szkole dyr. Rooney (Jeffrey Jones) znając swojego podopiecznego oraz obawiając się o swój autorytet udaje się do domu Ferrisa, a gdy stwierdza, iż nie rozmawia z nim rusza w pogoń. Wycieczka uświadamia młodym co jest dla nich ważne, i co źle robią . Odnajdują swoje cele i pragnienia. Lecz dyr. Rooney nie rezygnuje tak łatwo.”
[źródło: Filmweb]

Nie znam słów by odpowiednio wyrazić, jak fajnym filmem jest FBDO. Ale akurat brak słów często się u Myszy objawia w wypadku filmów Hughesa.Matthew Broderick jako Ferris Bueller to każdy uczeń, któremu będąc nastolatką kiedykolwiek zazdrościłam popularności, a jednocześnie chciałam być jak najbliżej, by choć trochę nasiąkć otaczającą ich aurą zajebistości. Fakt, że Mysz w – grających Ferrisa i Camerona – Brodericku i Alanie Rucku strasznie się kiedyś kochała nie ma nic do rzeczy *robi minę wydry Becky*
A serio: jeśli istnieje równie fajny, zwariowany, pouczający i uroczy film o wagarowaniu, to Mysz go nie widziała.

Ciekawostka: w filmie, w niewielkiej rólce dilera narkotyków, występuje młody Charlie Sheen.

PS. Piosenka “Oh Yeah” Yello już zawsze będzie mi się kojarzyć z tym filmem. ZAWSZE.

Classic Bueller.

  

 ———————————————————————————————————-

Sixteen Candles (1984)

Dla Samanthy (Molly Ringwald) dzień jej szesnastych urodzin nie zaczął się dobrze. Od rana wszystko poszło nie tak, jak sobie wyobrażała. Rodzice – zaaferowani ślubem starszej siostry Ginnie (Blanche Baker), nie pamiętali nawet aby jej złożyć życzenia. Zakochała się w najprzystojniejszym chłopaku w szkole (Michael Schoeffling), podczas gdy w niej zakochał się „pierwszak” – Ted (Anthony Michael Hall). Jeśli dodać do tego jeszcze parę innych “nieszczęść”, szesnaste urodziny mogą okazać się najokropniejszym dniem w jej życiu.”
[źródło: Filmweb]

Pierwszy z pamiętnych filmów Hughesa i początek kariery zarówno Molly Ringwald, jak i Anthonyego Michaela Halla.
Nie wiem, czy rodzice kiedykolwiek zapomnieli o Waszych urodzinach, ale to nic fajnego. Mysz nie mówi tego z własnego doświadczenia (na szczęście) tylko właśnie z wiedzy zdobytej dzięki Sixteen Candles. Ale z drugiej strony, gdyby moje urodziny miały wyglądać jak impreza u Jake‘a, a potem końcowa scena filmu, może jakoś bym to zapominalstwo rodzicom wybaczyła. Może.
Sixteen Candles uroczy, słodko-gorzki przykład filmu z gatunku will they, won’t they, z obowiązkowym geek sidekick. Swoją drogą szkoda, że w Polsce nigdy nie istniał zwyczaj obchodzenia sweet sixteen. Oczywiście
hucznie obchodzi się u nas osiemnaste urodziny, ale jest to okazja dla młodzieży obojga płci. A “słodka szesnastka” to jednak święto typowo dziewczęce – wyznacza przejście z bycia dziewczynką w młodą kobietę, coraz bardziej świadomą własnej seksualności. Owszem, jakby na to nie patrzeć, osiemnastka to przekroczenie pewnej granicy legalności  – alkoholu, papierosów, itd. – ale w obecnych czasach niewiele ma wspólnego z wchodzeniem w jakiś nowy etap życia. Za to właśnie w latach 80-tych (i wczesnych 90-tych) sweet sixteen było niesłychanie ważnym momentem w życiu każdej dziewczyny. Mysz żałuje, że a) nigdy nie miała możliwości tej okazji celebrować, b) MTV na zawsze wypaczyło pojęcie sweet sixteen w umysłach współczesnej młodzieży. A szkoda.

Cieka
wostka filmowa: w Sixteen Candles gra młode rodzeństwo Cusack – John i Joan. To dopiero ich drugi wspólny występ (po Class z 1983), ale i tak jeden z pierwszych. Do tej pory wystąpili razem w 10 filmach. Nie ma to jak rodzina, co nie?

Młody John Cusack (pośrodku)

———————————————————————————————————

 Pretty In Pink (1986)

 “Andie (Molly Ringwald) jest uczennicą liceum, mieszkającą w ubogiej dzielnicy miasta, a  Blane (Andrew McCarthy) bogatym playboyem, który zaprasza ją na bal maturalny. Ich młodzieńcze uczucie musi jednak oprzeć się sile presji rówieśników i nietolerancyjnego środowiska.”

[źródło: Filmweb]

O jeżu. Ten film łamie mi serce. Nie wiem dlaczego, ale postać Duckiego (Jon Cryer) – najlepszego przyjaciela Andie, który cały film się w niej podkochuje – jednocześnie mnie denerwuje i wzrusza. Może to dlatego, że sama bywałam kochliwym gryzoniem i wiele lat potrafiłam wzdychać do takiego lub innego chłopaka, przyjaźnić się z nim, a potem zostać spuszczonym po brzytwie tekstem “Let‘s be friends *odgrywa całą pantomimę, jak to dostała strzałą prosto w serce i teraz pada wdzięcznym trupem*
Zawsze mnie dziwiło, że nie utożsamiałam się automatycznie z główną postacią żeńską, tylko właśnie skłaniałam się ku Duckiemu – był taki uroczo niezręczny, dowcipny, roztrzepany… bardzo jak Mysz. Dopiero z perspektywy czasu zdałam sobie sprawę, ile cech wspólnych dzielę ze słynnym Duckiem. I to nie tylko ja: nawet Pacey z Dawson’s Creek kiedyś porównywał się do niego. Ducky to jedna z tych uniwersalnych postaci z którymi łatwo się identyfikować. Tym dziwniejsze, że to nie on jest główną postacią filmu, tylko dziewczyna, które raz po raz łamie mu serce. Ech, panie Hughes. Nic pana tak nie cieszy, jak pogrywanie sobie z uczuciami młodych ludzi, prawda?

Ciekawostka: w obsadzie pojawia się też Gina Gershon oraz młody James Spader (którego Mysz nie cierpi z siłą tysiąca słońc).

Od lewej: Andrew McCarthy, Molly Ringwald i John Cryer

———————————————————————————————————

Weird Science (1985)

“Przyjaciele Wyatt i Gary po obejrzeniu filmu “Frankenstein” postanawiają stworzyć nadzwyczajną istotę ludzką. Za pomocą komputera Wyatt wprowadza dane dla osoby, która niedługo ma się pojawić w ich laboratorium. Po chwilowej burzy magnetycznej oczom chłopców ukazuję się zachwycająca dziewczyna. Młodzi “naukowcy” dają jej na imię Lisa. Nie wiedzą natomiast co mają z nią dalej robić. Niespodziewanie, na to pytanie odpowiedź zna Lisa. Postanawia zająć się edukacją chłopców.”
[źródło: Filmweb]

Najlepsza impreza jaką widziałam na ekranie. EVER. A widziałam Project X, so that’s saying a lot.
Plus młody Robert Downey Jr.

Plus absolutnie przeurocze sceny edukacji seksualnej młodych chłopców.

A tak na poważnie: impreza.  Seriously. Dla samej tej sceny warto film obejrzeć.

Młodziutki Robert Downey Jr. (drugi od prawej)
———————————————————————————————————

Wspomnieć należy też o dwóch innych filmach ekipy Brat Pack, które Mysz lubi. Co to jest The Brat Pack, zapytacie?

Brat Pack – nawiązanie do Rat Pack z lat 50-tych – to określenie na grupę młodych aktorów, którzy właśnie w latach 80-tych osiągnęli popularność, m.in. dzięki filmom Johna Hughesa. Fenomen nieoficjalnie zapoczątkował – przynajmniej według miejskiej legendy – film The Breakfast Club. Od czasów TBC aktorzy kojarzeni z Brat Pack wielokrotnie grali razem w różnych filmach. Czasem była to zaledwie dwójka aktorów, czasem całkiem spora grupa… niektórzy aktorzy byli zaliczani do Brat Pack trochę na wyrost (np. Robert Downey Jr.), ale tak naprawdę trudno po trzydziestu latach dojść do tego, kto rzeczywiście należał do tej słynnej ekipy. Dość powiedzieć że oprócz tzw. „classic Brat Pack movies” istnieje też kilka „przyszywanych” filmów, zaliczanych do tej podgrupy. Mysz musi wymienić dwa z nich:

 

War Games (1983)

Młody hacker David Lightman (Matthew Broderick) w poszukiwaniu nowych, ekscytujących gier komputerowych przełamuje najbardziej wymyślne zabezpieczenia i kody, i włamuje się do ściśle strzeżonego systemu komputerowego Departamentu Obrony. Wojskowy komputer podejmuje wyzwanie i rozpoczyna grę – stawką w niej jest wybuch III Wojny Światowej, a w efekcie totalne zniszczenie całego globu.
Z pomocą swojej dziewczyny (Ally Sheedy) i geniusza komputerowego – twórcy programu (John Wood) David musi przechytrzyć mózg elektronowy i zapobiec nuklearnej zagładzie.”
[źródło: Filmweb]

Po dziś dzień to jeden z ulubionych Myszy filmów o komputerach (tuż za nim jest The Net z Sandrą Bullock z 1995). Co tam, że film jest już dawno nieaktualny pod względem technologii (sygnał modemu? Dyskietki wielkości pudełek od pizzy? Czemu nie!). Co tam, że fabuła wydaje się mocno naciągana. Ważne, że jest młody Matthew Broderick jako utalentowany hacker, Ally Sheedy jako jego love interest i komputer, który zadaje pytanie: “Shall we play a game?
Myszy nic więcej do szczęścia nie potrzeba.

Matthew Broderick i Ally Sheedy. Oraz komputer Joshua ^__^


———————————————————————————————————

 Young Guns (1988)

Nowy Meksyk, 1878 rok. John Tunstall udziela schronienia młodocianym przestępcom. Wśród nich jest romantyk Scurlock zwany Dokiem (Kiefer Sutherland). Tunstall ubiega się o podpisanie umowy rządowej na dostarczenie żywności do indiańskiego rezerwatu. Jego rywal, bandyta Murphy, zabija go, a następnie przekupuje szeryfa i gubernatora, by uniknąć kary. Podopieczni Tunstalla postanawiają go pomścić. Ich przywódcą staje się William H. Bonney (Emilio Estevez) – znany później jako Billy Kid.”
[źródło: Filmweb]

Western. O Billym the Kid. Którego gra młody Emilio Estevez. I towarzyszy mu młody Kiefer Sutherland. I młody Charlie Sheen (z którym potem Kiefer zagra w cudownych The Three Musketeers Disneya). I jest też Lou Diamond Phillips. I Dermot Mulroney.
… serio, czego chcieć więcej od filmu?… no, może jeszcze młodego Christian Slatera. I Alana Rucka. Ale to dopiero w Young Guns II, dwa lata później.

———————————————————————————————————-

I to by było na tyle, chwilowo. Mysz dziś ma nawał roboty w robocie i mimo ogromnych chęci, więcej z siebie dziś nie wykrzesze. Mam jednak nadzieję, że przekonałam choć jedną osobę do dokładniejszego zapoznania się z wymienionymi tu filmami.

 A w przyszłym tygodniu część 2 “Back to the 80’stym razem klasyka filmów dla dzieci!

EDIT: Thanks to Erica for being my 80’s guru. You are – as they say – a gentleman and a scholar. And I salute you. Sincerely yours, The Breakfast Club ;)