Mysz TOP 5: Back to the 80’s – komedie

W ramach cyklu o wartych uwagi produkcjach z lat 80-tych, Mysz wymienia kilka mniej znanych filmów komediowych.

Trzecia część cyklu “Back to the 80’s“. Po filmach John Hughesa oraz filmach “dla dzieci” pora na komedie.

Choć z perspektywy czasu komedie z lat 80-tych mogą się wydawać naiwne i cokolwiek nieśmieszne, trudno zaprzeczyć, że wciąż potrafią roztaczać specyficzny urok. Jeśli ktoś lubi tę konkretną epokę i rozumie zasady jej działania, a także jej aspekty kulturowe, bez trudu odnajdzie w wymienionych tu komediach charakterystyczne dla lat 80-tych cechy. Ciekawe jest, że ówczesne komedie nie stroniły od trudnych tematów – wychowania dzieci, seksu, dorastania… Nawet jak na współczesne czasy podejście ówczesnych twórców do tych tematów wydaje się bardziej liberalne niż widzimy obecnie na ekranach. Zwłaszcza, że współczesne komedie – nie tylko młodzieżowe – bardzo lubią szokować swoją tematyką i podejściem do niej, podczas gdy komedie z lat 80-tych omawiały te tematy w ciepły, zabawny, ludzki sposób. Może właśnie to mnie w nich tak urzeka.

Nie znajdziecie na tej liście absolutnej klasyki ówczesnych komedii – Airplane!, Top Secret czy Naked Gun – ale są to filmy, które Mysz bardzo ciepło wspomina i które w jakiś sposób uważa za ważne; podsumowują one w jakiś sposób i ukazują kulturę tamtego okresu, jego podejście do życia, a przede wszystkim do śmiechu. Nie zniesmaczonego, ale wynikającego z autentycznego rozbawienia i radości. I choć przyznaję, że paru z tych filmów nie widziałam od lat, pozostawiły one niezatarte wrażenie.

Zanim podniosą się głosy wzburzenia: owszem, dwa filmy na liście pochodzą z 1989 roku i w gruncie rzeczy reprezentują początek kultury wczesnych lat 90-tych. Ale ponieważ technicznie rzecz biorąc należą do lat 80-tych, zamierzam przymknąć na to oko. W ogóle zauważyłam, że dzisiejsze pozycje na liście trzymają się raczej drugiej dekady lat 80-tych. Najwyraźniej im bliżej roku 1990, tym większy sentyment Mysz ma do filmu.

Ale o latach 90-tych też sobie jeszcze kiedyś porozmawiamy. Na razie zapraszam do zapoznania się z listą “mniej znanych” komedii z lat 80-tych.

Część trzecia:
Komedie

  Teen Wolf (1985)

“Film jest zabawną komedią o nieśmiałym nastolatku, w którym zmienia się nieco więcej niż tylko głos… staje się młodym wilkołakiem! Kiedy odkrywa, że nowa moc pozwala mu zdobywać punkty w koszykówce i … najbardziej popularne dziewczyny w szkole, podejmuje pewne nieco kosmate decyzje.
[źródło: Filmweb]


Film powstały niejako na popularności Michaela J. Foxa i to za absolutnie psie – jak na tamte czasy – pieniądze. I choć Fox już wtedy był powszechnie znany – dzięki serialowi Family Ties oraz pierwszemu Back to the Future – Teen Wolf z pewnością przysporzył mu wielu fanów. Jak chociażby Mysz, którą Marty McFly jakoś nie kręcił, ale za to Scott Howard (postać Foxa w Teen Wolf) kręciła bardzo. Może to ten zwierzęcy magnetyzm?

Teen Wolfa oglądałam w życiu parokrotnie i choć ostatni raz był dobrych parę lat temu, wspominam ten film z ogromną sympatią. Trudno nie uśmiechnąć się pod nosem oglądać scenę surfowania nastoletniego wilkołaka na dachu ciężarówki do taktu “Surfin’ USA” The Beach Boys. Oczywiście w wypadku Teen Wolf potrzebne jest dość duże suspension of disbelief ze strony widza. Nie koniecznie ze względu na sam aspekt wilkołactwa, a raczej jego powszechnej akceptowalności przez małomiasteczkowe społeczeństwo. W normalnych okolicznościach wrzaskom nie byłoby końca.

Mimo tych dość nieprawdopodobnych okoliczności, Teen Wolfa wciąż ogląda się z przyjemnością. Główna zasługa w tym Michaela J. Foxa, który wydaje się wprost stworzony do takich ról. Tym bardziej mnie cieszy, że mimo swej choroby – Michael od wielu lat choruje na Parkinsona – ostatnimi czasy coraz częściej pojawia się w telewizji. Ale to temat na zupełnie inny wpis.

Aha, i zanim padną pytania: tak, serial Teen Wolf stacji MTV jest luźno oparty na filmie Teen Wolf. Jednak oprócz imion Scotta, Stilesa, trenera Finstocka i Beacon Hills (w filmie Beacon Town), oraz wątku wilkołak-na-jakimś-biosku-sportowym, serial nie ma z filmem praktycznie nic wspólnego. Co nie zmienia faktu, że i tak jest świetny. Tak: serial MTV jest świetny. Deal with it.
 

Ciekawostka: autorem scenariusz jest Jeph Loeb, scenarzysta takich filmów jak Commando i Burglar, oraz seriali Smallvile, Lost i Heroes. Loeb jest także znanym autorem komiksów, a Teen Wolf był jego debiutem.

——————————————————————————————————–

  Clue (1985)

 “Oto niesamowicie zabawny film osnuty na znanej grze planszowej “Clue”. Rok 1954, samotny dom na odludziu. Sześć osób – trzy kobiety i trzech mężczyzn przybywa na uroczystą kolację na zaproszenie pana domu, ale na miejscu zastają jedynie kamerdynera Wodswortha i pokojówkę Yvette. Okazuje się, że pan domu został zamordowany. Każdy z gości potencjalnie może być mordercą, wszyscy spoglądają na siebie nieufnie, a sytuację dodatkowo pogarsza fakt, że giną kolejne osoby… kto jest mordercą?
[źródło: Filmweb]


Choć pomysł nakręcenia filmu na podstawie gry planszowej może się wydawać idiotyczny, Clue z pewnością wybrało swój temat mądrzej niż twórcy niedawnego “hitu”, Batthelship (opartego na… get this… grze w statki). W Polsce gra Clue – znana też jako Cluedo – nie była zbyt popularna, ale jej wpływ na kulturę krajów anglojęzycznych jest niezaprzeczalny. Tak off the top of my head jestem w stanie przywołać m.in. Charlie’s Angels: Full Throttle, w którym w pewnym momencie rodzina Bosley’a gra właśnie w Cluedo; czy chociażby ostatnio plansza do Cluedo taktycznie umieszczona nad kominkiem Sherlocka (i przebita nożem) w serialu BBC Sherlock.

Zasady gry w Cluedo teraz mi umykają, ale ogólnie chodzi o to samo, co w filmie: grupa ludzi – wszyscy posługują się pseudonimami – znajduje się w starym domu, w którym dochodzi do morderstwa. Celem gry jest wydedukowanie kto zabił, w którym pokoju i jakim narzędziem.

Clue jest komedią cokolwiek czarną, ale zrealizowaną w cudownym, niemalże gotyckim stylu. Film łączy w sobie wiele ciekawych elementów: mroczny, lekko straszny klimat, czarny humor, niezłą intrygę, szybkie tempo, angażującą zagadkę kryminalną i trzy (!) możliwe zakończenia. Jest to jeden z idealnych przykładów na to jak wspaniałe, złożone, nieszablonowe filmy kręcono w latach 80-tych.
I nie martw się, drogi Czytelniku: Myszy też Clue się zawsze nieodzownie kojarzy z Gosford Park Altmana. Tylko tam gdzie Altman skupia się na aspektach społeczno-moralnych, Clue to po prostu kawał świetnej kryminalnej komedii.

Także obsada filmu zachęca do jego obejrzenia: Tim Curry (Rocky Horror Picture Show), Christopher Lloyd (czyli Doc z Back to the Future), Eileen Brennan (którą możecie kojarzyć z Private Benjamin), Lesley Ann Warren (Victor/Victoria, ostatnio także Secretary) oraz Michael McKean (znany przede wszystkim z This Is Spinal Tap oraz swej kariery komediowej w Saturday Night Live).

Do obejrzenia filmu zachęcają także osoba reżysera – Jonathan Lynn (My Cousin Vinny, The Whole Nine Yards) oraz współscenarzysty – John Landis (Landis zrobił WSZYSTKO, od The Blues Brothers poczynając, poprzez teledysk do Thriller Michaela Jacksona, An American Werewolf in London, o którym szerzej za tydzień, oraz ostatnio Burke & Hare, czarną komedię z Simonem Peggiem i Andym Serkisem).

Ciekawostka: planowany jest remake filmu na rok 2013; reżyserować ma Gore Verbinski.
 

  

 ———————————————————————————————————-

  Look Who’s Talking (1989)

Księgowa Mollie zachodzi w ciążę ze swoim pracodawcą Albertem. Ponieważ jej kochanek ma żonę, kobieta decyduje się samotnie wychowywać dziecko. W dniu porodu bezinteresowną pomocą służy Mollie sympatyczny taksówkarz James Ubriacco . Nowy znajomy pomaga jej również w opiece nad nowo narodzonym Mikeyem. James wydaje się znakomitym kandydatem na tatę dla malucha. W tym momencie w życie Mollie znów wkracza Albert.
[źródło: lubimyczytać]

Reżyserka i scenarzystka tego filmu to dla Myszy postać niemal kultowa. Amy Heckerling to twórca takich filmów jak:
– Fast Times at Ridgemont High (którego Mysz nadal nie widziała, ale zamierza obejrzeć; wiem, wiem: dishonor on you, dishonor on your cow [Mulan]),
– National Lampoon’s European Vacation
– absolutnie prze-kultowe Clueless, które bezapelacyjnie pojawi się kiedyś na liście Top 5 filmów z lat 90-tych
Loser z Jason Biggsem (American Pie) i Meną Suvari (American Beauty, której Mysz oddałaby się nawet na jeżu), które możecie kojarzyć jako film, w której pojawiła się słynna piosenka zespołu Wheatus pt. “Teenage Dirtbag”
I Could Never Be Your Woman (“Your Woman” White Town), przeurocza komedia romantyczna z Michelle Pfeiffer (Ladyhawke, o którym już pisałam) i Paulem Ruddem (Friends).
– oraz ostatnio Vamps, które z kolei pojawi się wkrótce na zupełnie innej top-liście, do której chwilowo robię ekstensywny research.

Dodajmy do tego młodziutką i zabawną Kristie Alley, równie młodego Johna Travoltę oraz Bruce’a Willisa, jako głos Mikey’a. Niestety – co bardzo Mysz smuci – film zawsze oglądała w polskiej telewizji z lektorem. Nigdy więc nie miała okazji dokładnie sobie posłuchać Bruce’a jako niemowlaka. Ale zamierzam to wkrótce nadrobić. A jeśli Ty, drogi Czytelniku, nie widziałeś tego filmu to wytłumacz mi gdzieżeś się podziewał całe lata 90-te, gdy Look Who’s Talking (oraz jego sequele) leciały prawie co miesiąc w telewizji?  

Ciekawostka: w 2010 roku pojawiła się plotka, że Neal H. Moritz – producent Fast & Furious – chce zrobić remake filmu. 

 

———————————————————————————————————

  Three Men and a Baby (1987)

 “Trzej przyjaciele: Peter Mitchell (Tom Selleck), Michael Kellam (Steve Guttenberg) i Jack Holden (Ted Danson) mieszkają razem. Wszyscy są kawalerami i wiodą beztroskie życie. Uwielbiają urządzać imprezy w swoim mieszkaniu i podrywać kobiety. Jednak żaden z nich ani myśli o małżeństwie. Jeśli chodzi o uwodzenie, to najlepszy pod tym względem jest Jack – jak większość aktorów zmienia partnerki jak rękawiczki. Lecz pewnego dnia “miarka się przebiera”. Jack dostaje propozycję zagrania nowej roli i wyjeżdża na zdjęcia. W międzyczasie jedna z jego byłych dziewczyn – Sylvia Bennigton zostawia pod drzwiami kołyskę z dzieckiem. W kołysce jest także list. Okazuje się, że dziewczynka jest córką Sylvii i Jacka. W liście kobieta pisze, że ma przejściowe kłopoty i prosi Jacka, by zajął się Mary przez jakiś czas. Ale z powodu jego nieobecności obowiązek spada na Petera i Michaela. Mężczyźni dwoją się i troją, by móc dogodzić pociesze przyjaciela. Nie jest im łatwo, ponieważ w tej dziedzinie zupełnie brak im doświadczenia. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy do mieszkania przychodzi listonosz i wręcza im paczkę nieznanego pochodzenia. Jak się później okazuje zawiera ona narkotyki. Od tej pory mają na głowie nie tylko niemowlaka, ale także policję i przestępców. Michael i Peter podejrzewają, że Jack wplątał się w niejasne interesy.”

[źródło: Filmweb]

Kto pamięta ten film, ręka w górę! *obie łapki w powietrzu*

Jeśli istnieją kobiety, które oglądając ten film nie zakochały się na amen w Tomie Sellecku, to albo a) okłamują nas, albo b) siebie. Do tego mamy jeszcze Steve’a Guttenberga (którego większość kojarzy z serii Police Academy, a Mysz z filmu It Takes Two z 1995 roku, gdzie grał z Kristie Alley i bliźniaczkami Olsen) oraz Teda Dansona (którego Mysz nie lubi, ale to wynika z jej osobistego przekonania, że wszystkie postacie które Danson gra to w rzeczywistości skończone dupki).

Do tego dostajemy cudownie zagmatwaną, ale uroczą fabułę, której główny punktem są rozterki towarzyszące wychowaniu niemowlęcia. Myszy zawsze się podobało, że w filmie główne postacie grają mężczyźni – to ciekawe odwrócenie stereotypu, w którym to kobiety powinny zostać w domu i wychowywać potomstwo (podobna sytuacja miała miejsce – poniekąd – w Mrs. Doubtfire, które Mysz też ubóstwia). Co więcej film ten w bardzo prawdziwy sposób pokazuje jakim utrapieniem, a jednocześnie radością potrafią być dzieci.

Jednak najciekawsze jest to, że Three Men and a Baby wyreżyserował Leonard Nimoy, czyli Spock ze Star Treka, a autorem scenariusz jest James Orr, który później napisał wspaniały sequel do Sister Act, czyli Sister Act 2: Back in the Habit (Mysz woli sequel od jedynki; wiem, bluźnierstwo).

Ciekawostka: Three Men and a Baby ma poniekąd związek z serialem Supernatural, konkretnie odcinkiem “Hollywood Babylon”. Zainteresowani mogą wyGooglać o co chodzi.

Kolejna ciekawostka: w 2011 roku pojawiła się plotka, że Adam Sandler planuje remake tego filmu z Chrisem Rockiem, Davidem Spadem i Robem Schneiderem.

———————————————————————————————————

Honey, I Shrunk the Kids (1989)

 “Wayne Szalinski to zaabsorbowany swoją pracą wynalazca. Jego najnowsze odkrycie – maszyna do miniaturyzacji – przez przypadek zmniejsza jego dzieci, które muszą teraz stawić czoła niebezpieczeństwom, o jakich nie śniły w najkoszmarniejszych koszmarach. Ich własne podwórko to prawdziwa dżungla, gdzie muszą walczyć z monstrualnych rozmiarów robalami, zmykać przed koszącym latem pszczół i gdzie czyha jeszcze wiele innych potworności.
[źródło: Filmweb]

Patrząc powierzchownie na Honey, I Shrunk the Kids widzimy film familijno-dziecięcy od studia Disneya, opowiadający o zmniejszonych dzieciakach, które muszą uciekać przed ogromnymi mrówkami, próbującą je zmieść miotłą i całym szeregiem niebezpieczeństw, które dla ludzi normalnych rozmiarów wydają się być błahostką. I rzeczywiście jest to taki film – prosty, zabawny, rozbrajający w swej naiwności, ale jednocześnie bardzo fajny w swym aspekcie “przygodowym”. W obsadzie zaś pojawią się takie znane twarze jak Rick Moranis (Ghostbusters, Little Shop of Horrors, The Flintstones), Matt Frewer (m.in. miniserial stacji SyFy Alice jako Biały Rycerz), czy Kristine Sutherland (mama serialowej Buffy the Vampire Slayer).
Jednak najciekawszym aspektem filmu jest to, kto za niego odpowiadał. A jest to przedziwna grupa. Mamy więc współtwórców Briana Yuznę i Stuart Gordona – dwóch ogromnych miłośników prozy Lovecrafta, którzy wspólnie nakręcili/napisali wiele adaptacji dzieł tego pisarza (m.in. Re-Animator). Następnie mamy jednego ze współscenarzystów, Toma Schulmana, którego większość z Was zna jako zdobywcę Oscara w 1989 roku za scenariusz do Dead Poet’s Society. A na koniec mamy reżysera, Joe Johnstona, który nie dość, że nakręcił jeden z Myszy ukochanych filmów lat 90-tych – Jumanji – to był także dyrektorem artystycznym przy Star Wars i Indiana Jones, a ostatnio wyreżyserował The Wolfman (z Benicio del Toro i Anthony Hopkinsem) oraz Captain America: The First Avenger. Był też reżyserem The Pagemaster, Jurassic Park III i Hidalgo (z Viggo Mortensenem).
Chociażby dla tej przedziwnej zbieraniny twórców warto obejrzeć Honey, I Shrunk the Kids – by zobaczyć, jaki ciekawy efekt powstał w wyniku współpracy tak diametralnie różnych ludzi.
Ciekawostka: plan filmu – ogromne mrówki, gałęzie, źdźbła traw, etc. – stały się theme parkiem na terenie Hollywood Disney Studios. Nie wiem co prawda, czy ten konkretny theme park nadal istnieje, ale jako dziecko, Mysz bardzo chciała móc się w nim pobawić. I mean OGROMNE MRÓWKI ^__^
——————————————————————————————————–

Na koniec muszę także wspomnieć o dwóch filmach, które przypomniały mi się dziś rano. Są to:

– Teen Wolf Too, którego nie widziałam, więc polecam w ciemno, jako sequel do Teen Wolfa. A także dlatego, że gra tam młody Jason Bateman (Arrested Development). Sama film obejrzę jak tylko zamieszczę tę notkę.
Ciekawostka: przy scenariuszu współpracowali wspomniany wcześniej Jeph Loeb i Tim Kring – późniejszy twórca serialu Heroes.

EDIT: Film obejrzany. Rozumiem już dlaczego zebrał tak kiepskie recenzje. Film – trwający półtorej godziny – jest dobry dokładnie od pierwszej minuty do 34-tej, potem jest absolutnie denny (i sześć metrów mułu), a potem nagle od mniej-więcej znacznika 64 minuty zaczyna się znów poprawiać. Na szczęście młody Jason Bateman skutecznie odwracał moją uwagę od przewidywalnej fabuły i drewnianego aktorstwa. Wada filmu: zabójczo długie i nudne sceny starć bokserskich. Zaleta: muzyka Danny’ego Elfmana (jeszcze za czasów zespołu Oingo Boingo)

My Stepmother is an Alien, które wiele lat temu obejrzałam w telewizji, a które utknęło mi w głowie ze względu na scenę, w której Kim Basinger – grająca tytułową kosmitkę – czyta książkę poprzez otwarcie jej i włożenie w nią przedramienia, tak jakby czytała powierzchnią skóry (jak skaner). Zawsze uważałam to za genialny pomysł i z tego względu film utkwił mi w pamięci. Z tego film też sobie dziś zrobię powtórkę. Ale głównie dlatego, iż zdałam sobie sprawę, że w filmie gra zarówno Alyson Hannigan (Lily z How I Met Your Mother, Willow z Buffy the Vampire Slayer) jak i Seth Green (Oz w Buffy…) – i to ZANIM spotkali się ponownie na planie Buffy! To dopiero cudowne filmowe zrządzenie losu.
EDIT: Powtórka za mną. My Stepmother… po tylu latach jest wciąż zabawne i urocze. Alyson Hannigan jako Jessie jest absolutnie zachwycają, Kim Basinger odpowiednio roztrzepana i pociągająca, a Dan Aykroyd ciepły i zabawny. Zalety: Tom Jones śpiewający “Kiss” Prince’a na otwarcie filmu; muzyka Alana Silvestri (Forrest Gump). Wady: kosmita-w-torebce nadal wygląda jak ogromny penis z okiem; finał filmu powinien mieć ostrzeżenie dla epileptyków. Nawet Myszy się zrobiło słabo..

  Teen Wolf Too (1987)

 Poznajcie pierwszoroczniaka, który z trudem dopasowuje się do swojego dziedzictwa, kiedy odkrywa, że jego wuj i kuzyn są wilkołakami… tak jak i on sam! Teraz ten miły student jest gwiazdą drużyny bokserskiej z jeżącym włosy prawym sierpowym i zwierzęcym urokiem dla studentek
[źródło: Filmweb]

 ——————————————————————————————————–

  My Stepmother is an Alien (1988)

 “Steven Mills (Dan Aykroyd) jest naukowcem samotnie wychowującym dorastającą córkę (Alyson Hannigan). Pewnego razu spotyka młodą, niezwykle atrakcyjną, samotną blondynkę Celeste Martin (Kim Basinger). Śliczna Celeste szybko zdobywa serce naukowca, dzięki czemu może wykonać misję, z którą została przysłana z odległej galaktyki. Wyposażona przez swoich pryncypałów w encyklopedyczną wiedzę o Ziemi i jej mieszkańcach, Celeste przybywa na Ziemię z ważną misją: ma uwieść astrofizyka Steve’a Millsa i zdobyć wyniki prowadzonych przez niego badań, które mogą uratować jej rodzinną planetę…
[źródło: Filmweb]

     
———————————————————————————————————


I to by było na tyle. Wiem, że na pewno ominęłam wiele “mniej znanych” komedii z tego okresu, ale jak mówiłam – te jako pierwsze przyszły mi na myśl. Jeśli macie jakichś swoich komediowych faworytów z lat 1980-1989, chętnie ich poznam.

 A w przyszłym tygodniu część 4-cia “Back to the 80’shorrory i filmy strachliwe!


 
Thanks to Erica for being my 80’s guru. You are – as they say – a gentleman and a scholar. I salute you.