Ser z Calvadosem, czyli “Gotuj z Hannibalem”

Recap (“recapitulate” = rekapitulacja, streszczenie) odcinków 1×08 oraz 1×09 serialu “Hannibal”.

 

Drodzy Czytelnicy – a przynajmniej kilkoro z nich – od miesięcy dręczą i męczą Mysz, żeby skończyła swoje niegdyś rozpoczęte recapy serialu Hannibal. Powtarzałam jak sroka, że recapy się piszą i… wcale nie kłamałam. Miałam po prostu strasznie na głowie. Głównie tynk i farbę.

Tak więc oto przed Wami myśli nieuczesane Myszy na temat odcinków 1×08 “Fromage” i 1×09 “Trou Normand”. Pisane co prawda już po finale serialu, ale z tzw.’wstecznym założeniem niewiedzy’.

Enjoy. No i bon appetite!

Hannibal 1×08 – Fromage

© Janice Poon
Paella w krabie, którą Hannibal podał Tobiasowi.

– alksdhgslkdhg INSTRUMENTS ARE PEOPLE.
Bryan Fuller naprawdę świetnie wykorzystuje ludzką zdolność do przemienienia nawet najpiękniejszej rzeczy w skrajny horror. Katgut z ludzi, brrrr.
– fascynuje mnie relacja Willa i Alany. Z jednej strony to osoba, przy której Will jest najbardziej bezpośredni, otwarty i szczery. Z drugiej strony zarówno oboje bohaterów, jak i my – widzowie – wiemy, że ich relacja jest w gruncie rzeczy bardziej szkodliwa niż pomocna. I to, w ostatecznym rozrachunku, dla obu stron. Chociaż pozostaje mieć nadzieję, że ponieważ Alana jest tą osobą, która zna Willa najlepiej (nieważne co chciałby w tej kwestii wmawiać sobie Hannibal), w razie jakichś kłopotów, będzie w stanie go z nich wyciągnąć. A przynajmniej pozostać po jego stronie.
– kolejna interesująca kwestia w tym serialu: to, że Fuller (oczywiście z pomocą Thomasa Harrisa i Madsa Mikkelsena) był w stanie stworzyć postać mordercy, którego nie dość że widzowie autentycznie lubią, to na dodatek mu kibicują – a w niektórych momentach nawet próbują się z nim identyfikować – to sztuka sama w sobie. Ale fakt, że w serialu pojawia się także postać Franklina – jęczącej, niepewnej siebie, absolutnie wnerwiającej na każdym kroku excuse for a human being – tym mocniej świadczy o sile całej ekipy, która tworzy Hannibala. Bo z jednej strony Franklin to trochę taki „everyman” – poniekąd to każdy z nas, człowiek niepewny i zagubiony, który poprzez rozmowy z psychiatrą szuka rozwiązania swoich problemów. Jednak Franklin jest takim przerysowanym „everymanem” – widać, że im dalej, tym bardziej zaczyna on przejawiać wobec swojego psychiatry zachowania mocno obsesyjne (niektórzy pacjenci autentycznie tak mają; związek pacjenta z jego psychiatrą to skomplikowana relacja). Dodajmy do tego konstrukcję serialu, gdzie widz kibicuje raczej mordercy-psychiatrze niż jego ‘zwykłemu’ pacjentowi i nagle okazuje się, że patrzymy na Franklina tak, jak prawdopodobnie patrzy na niego Hannibal – jak na kawałek mięsa, meczący czy chrumkający bez sensu; kawałek mięsa, który można dowolnie wykorzystać czy zmanipulować dla swoich celów. Niekoniecznie trzeba go od razu zjeść, o nie! Mięso musi zostać uznane za warte zjedzenia, a Franklin – mam wrażenie – mimo wszystko jest zbyt ‘podłym’, przyziemnym rodzajem człowieka, by zasłużyć na zaszczyt łechtania Hannibalowego podniebienia.
W każdym razie nie wiem, czy taki był zamysł Fullera, ale niesamowite jest to, że w serialu o seryjnym mordercy-kannibalu, to jego obsesyjno-nachalny pacjent z silną potrzebą przyjaźni jest najbardziej znielubioną przeze mnie postacią. Serio: nikt mnie w tym serialu nie wkurza tak jak Franklin. Nawet Freddie Lounds.
– Kolejna wspaniała, waląca-pięścią-w-brzuch scena morderstwa, czyli powtórka z PEOPLE.ARE.INSTRUMENTS. You go, Bryan Fuller. Four for you, Bryan Fuller!
– „Shake it off, keep on looking”. Ha! Kolejny bezpośredni cytat z książki Harrisa „Red Dragon”.
A przy okazji tego cytatu zaznaczę – po raz kolejny – jak bardzo nie lubię tego, jak obcesowy jest Jack w stosunku do Willa. Najgorsze jest to, że wciąż nie rozumiem czemu on taki jest. Czy to dlatego, że podejrzewa, iż Will jest niestabilny psychiczne (ie. zdolny do zabicia kogoś) i takim obcesowym traktowaniem Jack daje mu do zrozumienia, że nie będzie dla niego łagodny, że nie ma taryfy ulgowej, i że Will jest pilnie obserwowany?… czy raczej Jack myśli, że poprzez obcesowe traktowanie Willa – czyli again, nie dawanie mu taryfy ulgowej – zrównuje go z resztą ekipy dochodzeniowej, tym samym sprawiając, że jest „częścią grupy”, że nie czuje się jak wyrzutek i dziwak?… a może jeszcze inaczej: może to rodzaj forsowania Willa? Może Jack myśli, że wie lepiej, gdzie jest ostateczny ‘punkt oporu’ Willa? Może jest przekonany, że może go jeszcze długo i intensywnie ‘naciskać’, zanim Will pęknie? Może myśli, że takie obcesowe traktowanie sprawi, że Will nie będzie się nad sobą użalał, tylko weźmie się do roboty?…
Jak widać teorii jest wiele i każda jest, poniekąd, możliwa. Tym bardziej, że w serialu chyba nigdy nie jest dokładnie powiedziane, dlaczego Jack jest w stosunku do Willa taki ostry. A przynajmniej ja takiego wytłumaczenia nie pamiętam, ewentualnie: było jakieś wytłumaczenie, ale moim zdaniem było durne i je wyparłam. Taka opcja też istnieje.
A jakie są teorie Czytelników?
– AKSHGSLDKHGSADAGHKLH Will gra na ludzkim gardle *pociera przedramiona na których ma ciarki, bo muzyka, która się w tej scenie rozlega jest zaprawdę upiorna i piękna jednocześnie*
– Okej, kto mi wytłumaczy relacje Hannibala i jego pani psychiatry? Bo Mysz odnosi silne wrażenie, że coś między nimi jest. Tylko nie wiem, czy to jest relacja na zasadzie „pani psychiatra wie i/lub podejrzewa kim jest Hannibal i w ogóle jej to nie przeszkadza”, czy „pani psychiatra nic nie wie, ale Hannibal lubi się z nią bawić w kotka i myszkę”. Opcja pierwsza zdaje się być tym, co sugeruje w wywiadach Fuller (chodziło chyba o to, że w którymś z wywiadów powiedział, że Hannibal i dr. du Maurier mają podobne zamiłowania kulinarne). Za to opcja druga jest tym, co mnie przychodzi do głowy, gdy patrzę na relacje tej dwójki. Oglądając sceny między nimi odnoszę silne wrażenie, że Hannibal czuje do swojej psychiatry dość silny pociąg, wynikający zarówno z przyciągania fizycznego, jak i zawodowego (widać, że dr. du Maurier ma bardzo bystry umysł). Tylko skąd się u Hannibala bierze ten pociąg? Czy wynika z tego samego co w wypadku Willa – z chęci zmierzenia się z godnym siebie przeciwnikiem? Czy może Hannibala fascynuje to, że dr. du Maurier – tak jak Hannibal – zdaje się przyciągać ludzi autentycznie niestabilnych psychicznie? Może pociąga go w niej to, że choć już raz była – poniekąd – jego ofiarą, udało jej się przeżyć? Może Hannibal próbuje dokończyć dzieła?…. UGH. Ten serial wywołuje w mojej głowie zbyt wiele pytań. I Wy, Drodze Czytelnicy, dziwicie się, że pisanie o nim jest takie trudne.
 
– zwróćcie uwagę  na muzykę w tym odcinku: w tle większości scen słychać jednostajne nuty – choć w różnych tonacjach, zależnie od sceny – grane na instrumencie smyczkowym (wiolonczela?). Kolejny przykład na wewnętrzną artystyczną spójność serialu.
– „I hear what he was playing, behind my eyes, when I close them
Hehe. Will słyszy dźwięki oczami. Naprawdę jest stuknięty.*
Also: podejrzewam, że nie jestem w tym sama, ale gdy widzę jak Willem aż fizycznie trzęsie to mam ochotę go autentycznie przytulić. To już nie jest nawet kwestia „someone help Will Graham”, tylko zwykłego, ludzkiego współczucia. Biedny Will *głaszcze*
– Mysz założyła sobie, że Tobias opowiada te wszystkie „mroczne rzeczy” Franklinowi po to, by pośrednio zwabić do siebie Hannibala (na zasadzie „pojedynek seryjnych morderców”). Ale część mnie wciąż jest przekonana, że Tobias specjalnie mówi o tym wszystkim Franklinowi, ze zwykłej ciekawości: by zobaczyć, co Franklin z tym zrobi. Może to taka dziwna metoda „szczucia zwierzyny” – zastraszyć Franklina najbardziej jak się da, a potem go zabić?… ech, zdziwniej i zdziwniej, jak to pisał Lewis Carroll.
– Dobra. Zaowalona rozmowa dwóch psychopatów o „nutach” *cynicznie pokazuje królicze uszka cudzysłowu* to jedna z najfajniejszych scen w telewizji ostatnimi laty. TYLE W NIEJ MOŻNA WYCZYTAĆ. Poezja!
– „I can’t help thinking the orchestra will be better for it
– „At least the brass section
[cytat z „Hannibala” Harrisa]
– Choć chcę dla Willa ogromu szczęścia i spokoju – a myślę, że Alana mogła by być ich źródłem (oczywiście w trochę innych okolicznościach) – ostatecznie cieszę się, że Alana ‘uciekła’ od Willa po tym pocałunku.
Tu uwaga: zauważcie, że scena pocałunku i rozmowy Willa z Alaną to jedyny chyba w tym odcinku moment, gdzie w ścieżce dźwiękowej (stricte smyczkowej) pojawia się inny instrument – fortepian.
– Tobias to jednak kiepski seryjny mordercy i psychopata. Każdy średnio inteligentny człowiek – a psychopaci często są dość inteligentni – wie, że nie należy grozić śmiercią innemu seryjnemu mordercy. That never ends well.
PS. Aha, czyli jednak Franklin miał być tylko nosicielem wiadomości dla Tobiasa, i swoistą przynętą na Hannibala.
– jeżu, co ci wszyscy psychopaci mają z potrzebą posiadania przyjaciela? *kręci głową* Chłopaki, od tego jest Internet – ogromny i anonimowy!
Swoją drogą Hannibal to jest fajny: on też chce mieć przyjaciela, ale zamiast go sobie poszukać, on sobie swojego powolutku stwarza, sprytnie manipulując Willem. To prawie tak jak z gotowaniem – Hannibal sam gotuje, bo wie, że zrobi to najlepiej, z takimi składnikami, jakie lubi. Z Willem jest tak samo – Hannibal stwarza go takim, jakiego przyjaciela rzeczywiście chce mieć. To jest dopiero perfekcjonizm, kochani. To, i fakt, że Hannibal by nigdy nie zrujnował potrawy trucizną. Szalenie mi się to podoba!
– Ujmujące jest to, że relacja Hannibala i Willa jest już na tak przyjacielskiej stopie, że oglądając scenę, gdzie Will wyznaje Hannibalowi, że pocałował Alanę, odniosłam wrażenie, że to nie jest wyznanie pacjenta, tylko przyjaciela. Trochę na zasadzie „Ty, stary, pocałowałem taką świetną laskę *przybijają sobie piątki*”. Oczywiście żartuję, ale w tej scenie widać, że Will i Hannibal – świadomie lub nie – czują się ze sobą coraz swobodniej i, jakby, luźniej. Przede wszystkim widać to po tym, że obaj się w swoim towarzystwie coraz częściej uśmiechają. D’aww, moje urocze maleństwa :3
Deser, czyli pudding chlebowy z owocami mango, udekorowany oskomianem,
rambutanem, mangostanem i guavą, polany sosem z granatów.
 
– Hm, dr. du Maurier ma poniekąd rację – potrzeba przyjaźni Hannibala wynika z tej niemalże pradawnej potrzeby bycia „poznanym”, zrozumianym. Ma też rację, gdym mówi, że na przyjaźń Hannibala trzeba sobie zasłużyć – „przeskoczyć” przez bariery, które wokół siebie buduje (które każdy, tak naprawdę, wokół siebie buduje, tylko Hannibal ma tu akurat konkretne powody by to robić). Mysz jednak wciąż się zastanawia nad innymi aspektami tej wymarzonej przez Hannibala przyjaźni. Bryan Fuller powiedział, że Hannibal chce złamać Willa, sprawić by zrozumiał, że też może się stać mordercą, bo wtedy jego przyjaźń z Hannibalem mogłaby być w 100% szczera. Ale wątpię, że Hannibal w to autentycznie wierzy. Przecież jest psychiatrą i wie, że człowieka można zmanipulować praktycznie do wszystkiego (vide Will i morderstwo), co niekoniecznie oznacza, że te działania są prawdziwe i szczere. Ergo, jeśli nawet Hannibal wmanewrowałby Willa w zostanie mordercą, ich przyjaźń nie byłaby prawdziwa i szczera, bo te działania nie wynikałyby z potrzeby/charakteru Willa, a z manipulacji Hannibala. Tak więc Mysz nadal trzyma się teorii, że Hannibal sobie tę potrzebę przyjaźni wmawia – by, bo ja wiem, poczuć się „normalniej” lub mniej samotnie – a w istocie wciąż nie jest pewien kim, czy też CZYM, jest dla niego Will. Czy jest może wykwintną zabawą w kotką i myszkę (swoistą „zabawą z jedzeniem”, na zasadzie „jak bardzo mogę go zniszczyć zanim go zjem”), próbą sił dwóch wielkich umysłów („czy Will mnie rozgryzie i złapie zanim ja go zniszczę”), czy po prostu eksperymentem na temat wytrzymałości ludzkiej psychiki. Po prostu mam wrażenie, że jak na psychiatrę Hannibal wciąż jeszcze nie do końca zna ‘siebie’ i sam nie jest pewien, jak się ostatecznie zachowa w stosunku do Willa. Ale, naturalnie, mogę się mylić.
 
– Okej, kto ma jakąś teorię dlaczego główną słuchową halucynacją Willa są dźwięki cierpiących zwierząt? Czy wynika to z jego wewnętrznej potrzeby opieki nad słabszymi (ie. jego psy)? Czy może te zwierzęta w metaforyczny sposób są Willem i jego cierpiącym umysłem?… jakieś pomysły?
– Ten Tobias to jednak jakiś fąfel a nie inteligentny morderca. Czy on naprawdę myśli, że zabicie dwóch funkcjonariuszy, próba zabicia Willa, a potem próba zabicia Hannibala i/lub Franklina to mądre posunięcia? Czy on naprawdę myśli, że uda mu się uciec?… co za idiota. Natchniony debil, normalnie.
but… but… Hanny, why? Czemu zabiłeś Franklina? Ja rozumiem, że facet był mocno obłąkany, skoro nadal chciał się przyjaźnić z kimś, kto właśnie wyznał mu, że jest mordercą. Ale tak bezceremonialnie skręcić mu kark?… That’s just rude!
– walka seryjnych morderców NINJA *KWIK*
– Eeek! Hannibal gra na swoim klawesynie pierwsze takty „Wariacj Goldbergowskich” Bacha, czyli utworu, który wielokrotnie pojawia się w Silence of the Lambs, Hannibalu i książkach Harrisa! Radość Mysia nie zna granic w tym momencie :)
– zwróćcie uwagę: w scenie, gdy Jack i Will rozmawiają z pokiereszowanym Hannibalem, Will w pewnym momencie ‘sprawdza’ twarz Hannibala, zwracając uwagę na wszystkie jego rany i otarcia. D’aww, look – he cares!
– Dr. du Maurier mówi Hannibalowi, że każdy człowiek sam musi wziąć odpowiedzialność za swoje życie, że nikt inny nie może tej odpowiedzialności przejąć. Akurat w wypadku Hannibala – po pierwsze mordercy (odbieracza-życia), po drugie manipulatora (zmieniacza-życia) – jest to wyjątkowo nietrafne twierdzenie.
PS. Czy ktoś ma jakąś teorię dlaczego Hannibal wciąż przywołuje tego pacjenta, który zaatakował dr. du Maurier? Czyżby w ten sposób próbował wyprowadzić swoją psychiatrę z równowagi?… ale jeśli tak, to w jakim celu??

Hannibal 1×09 – Trou Normand

© Janice Poon
Pieczona polędwica z ‘krwistym’ sosem z granatów oraz sałatka ze strączków groszku,
białych szparagów, korzeni lotosu, buraków żółtych oraz cukrowych.


– “Trou Normand”, czyli tzw. palate cleanser, restorer of apetite – “oczyszczacz podniebienia” serwowany między głównymi daniami, zwykle kieliszek brandy jabłkowej Calvados.

– ho ho. Dziewiąty odcinek nie cacka się z widzem – już od samego ‘otwarcia’ mamy kolejną uroczą scenę morderstwa. Tym razem: totem z ludziny. Mniam.

Aww, patrzcie jak Hannibalowi zależy na dobrym samopoczuciu Willa. „Jestem twoim przyjacielem, nie obchodzi mnie życie innych (to już wiemy), tylko twoje”. Żeby było śmieszniej jestem święcie przekonana, że Hannibal naprawdę w to wierzy – w to, że ma na uwadze dobrobyt Willa. Problem polega na tym, że ten dobrobyt jest wyłącznie z punktu widzenia Hannibala, a ten, jak wiemy, jest zaburzony. Czyżby Hannibal próbował przekonać Willa, iż to, że ratowanie ludzi wywołuje w Willu pozytywne uczucia, nie oznacza jeszcze, że jest to ‘pozytywne’ działanie? Czyżby próbował mu przekazać, że nie-ratowanie ludzi – i może, poprzez przedłużenie, zabijanie ich – mogłoby być bardziej korzystne dla jego psychiki?… ciekawe, czy dla empaty takiego jak Will bardziej bolesne psychicznie jest identyfikowanie się z mordercą, którego próbuje złapać, czy z ofiarą, którą – hipotetycznie – mógłby zabić?
– Aha, czyli Abigail jednak wiedziała, że jej ojciec jest seryjnym mordercą, czy nie? Bo ja już się kompletnie pogubiłam.
– Zastanawiam się, dlaczego Will wciąż uparcie kłamie Jackowi, że wszystko z nim w porządku. Czy tak naprawdę wmawia to sobie, czy może autentycznie próbuje o tym Jacka przekonać, bo powoduje nim ten wewnętrzny imperatyw „ratowania ludzi”?
A tak w ogóle to Jack jest wstrętny. Z jednej strony mówi „jeśli masz jakiś problem, opowiedz mi o nim”, ale przecież wszyscy wiemy, że gdyby Will zaczął mu opowiadać o tym, co się z nim dzieje, to Jack by to totalnie zignorował, powiedział coś w rodzaju „nie bądź mazgaj, twardym trza być, nie miętkim” i z powrotem by wysłał Willa w teren. Jacku Crawfordzie, jesteś wrednym kłamczuchem!
– ja przepraszam, ale im dłużej ten serial trwa tym mniej współczucia jestem w stanie w sobie wykrzesać dla Abigail. Ja rozumiem, że znalazła się w trudnej, skomplikowanej sytuacji, ale daje sobą tak łatwo manipulować – i to każdemu (Hannibal, Freddie, Jack, etc.) – że kompletnie tracę do niej cały szacunek. Z kolei szacunek do Freddie Lounds straciłam już dawno temu. I jedyne co mniej w tej postaci teraz fascynuje to kwestia tych cholernych rękawiczek – czemu.ona.je.ciągle.NOSI?!?!
– oo-oh. Will zaczyna mieć halucynacje wzrokowe?… Chryste Panie, no niech mu ktoś pomoże!!!!
– UGH, Alana, babo jedna! Zdecyduj się: albo tak, albo nie. Albo chcesz z nim być, nie bacząc na konsekwencje i wtedy przychodzisz do niego, dajesz mu buzi i zaczynacie ze sobą kręcić… albo nie chcesz z nim być (z powodów dowolnych), ale wtedy TRZYMASZ SIĘ OD NIEGO Z DALEKA. Nie dajesz mixed signals, nie pojawiasz się w pustej sali wykładowej, nie opowiadasz mu o tym, jak to się wahasz, bo nie wiesz czy podjęłaś właściwą decyzję. Jeśli się wahasz, to tym bardziej trzymaj się od niego z daleka. On naprawdę nie potrzebuje – oprócz swoich wątpliwości – także twoich rozterek na głowie. Jako psychiatra powinnaś to wiedzieć! *frustracja* A poza tym szczerość szczerością, ale mówiąc Willowi, że jest niestabilny – i dlatego nie możecie być w związku – jeszcze bardziej tę jego niestabilność zwiększa. Nie mogłaś po prostu… a, bo ja wiem, NIC MU NIE MÓWIĆ I W OGÓLE DO NIEGO NIE PRZYCHODZIĆ TYLKO ZOSTAWIĆ SPRAWĘ W SPOKOJU?!?!?… *mamrocze pod nosem* durna, niezdecydowana baba, no.
– hm, znaleziono ciało Nicholasa Boyle’a. Pytanie tylko: kto je wykopał? Czy Hannibal, żeby w ten sposób skonfrontować/przestraszyć Abigail i zniechęcić ją do napisania wspólnie z Freddie Lounds książki… czy może to Abigail je odkopała, by móc w pełni kontrolować swoją sytuację – kiedy sprawa wypłynie na wierzch, jak, itd. – by mogła odpowiednio na nią zareagować. Przy okazji w ten sposób zniknie jedno z jej zmartwień (że FBI odkryje śmierć Nicholasa). To tak jak z sytuacją, w której polityk X specjalnie opowiada o jakimś swoim skandalu w mediach – dzięki temu to on kontroluje kto, gdzie i jak o tym skandalu mówi. Abigail najwyraźniej nie jest taka głupia jak myślałam. Choć nadal zachowuję prawo da nazywania jej głupią gąską.
– Alana (do Jacka): „Hannibal nie ma żadnych powodów by kłamać [na temat Abigail]”
… i tu, niestety, droga Alano, śmiertelnie się mylisz.
– zajebisty motyw z tym mordercą, który przypadkiem zabił swojego syna i zamiast utrzymać swoją spuściznę, zabił ją. Mmm, miodne zagranie, panie Fuller. Przepysznie miodne.
– ciekawe odwrócenie wizji Willa, w których to zwykle on jest zabójcą. Teraz jednak to on jest ofiarą, a mordercą Abigail. Ciekawe tylko jak Will na to wpadł… czy podpowiedziała mu to jego empatia morderców, czy głęboko  skrywana intuicyjna wiedza, że Abigail kłamie?
– mmm, scena w której Hannibal przyznaje się Willowi, że wiedział o śmierci Nicholasa Boyle’a. Wspaniałe w tej scenie jest to, że Will nawet nie jest zdziwiony – jego potaknięcie jest jedyne milczącym potwierdzeniem, pt. „aha, tak myślałem”, ale widać ogrom zawodu i niezrozumienia jaki w tym geście tkwi. Nic więc dziwnego, że następne pytanie Willa to „skąd wiedziałeś, że to Abigail go zabiła?”. Will nie chce przyjąć do wiadomości, tego co my od dawna wiemy – że Hannibal jest pod swą wierzchnią, „reprezentatywną” warstwą bardzo wyrachowany i skryty. Will niestety wierzy, gdy Hannibal zapewnia go o niewinności Abigail: „ona jest (mniej więcej) takim samym mordercą jak ty, bo zabiłeś jej ojca”. Aha, tylko że Abigail, oprócz Nicholasa Boyle’a, jestprawdopodobnie także odpowiedzialna za śmierć kilku dziewczyn. Tak więc Will zostaje – poprzez manipulacje Hannibala – wplątany  w konspirację, która zamiast chronić niewinną dziewczynę, w rzeczywistości chroni morderczynię. Co więcej, w ostatecznym rozrachunku, ta manipulacja wcale nie służy ochronie Abigail, a jedynie jakiemuś wyższemu celowi Hannibala. Ugh, biedny jest ten Will. Ja się ledwo mogę połapać w psychologicznych zawiłościach tego serialu, a ja przecież mniej więcej WIEM co się w nim dzieje. SOMEBODY HELP WILL GRAHAM.
– hehe, obiad u Hannibala, a Freddie jest wegetarianką.
Ale-ale, Freddie jest bez rękawiczek. Okej, to ja już nic nie rozumiem. Kobieta przez większość serialu, nawet w ogrzewanych pomieszczeniach, popierdala w rękawiczkach totalnie bez powodu, a potem nagle jest bez nich. NIC NIE ROZUMIEM. Czy te rękawiczki to była jakaś moja nadinterpretacja??
– HA-HA! A jednak, miałam rację podejrzewając Abigail. Jednak pomagała ojcu, zwabiając te dziewczyny w pułapkę. 
– Podsumowując:
* to jest zabawniejsze, w kontekście kwiatka z sesji RPG, który Mysz ma zakodowany w pamięci:
Mistrz Gry: No i widzicie…. takie…. takie „ziuuuuuu!”.
Gracz: Ile dostaję punktów obłędu?
Mistrz Gry (zdziwiony): Yyy, za co?
Gracz (z kamienną twarzą): Za to, że widzę dźwięki.