Kanibale też miewają “fan moments”, czyli Hannibal 2×02

Recap (“recapitulate” = rekapitulacja, streszczenie) odcinka 2×02 serialu “Hannibal”.

 

I tym razem Hannibal nie zawodzi, dostarczając nam pysznych, wykwintnych kąsków. I to takich, co to same z talerza uciekają ;)

Smacznego omówienia!


SPOILERY do odcinka

Hannibal 2×02 – Sakizuki


– “sakizuki” czyli najzwyczajniej w świecie japoński odpowiednik przystawki.

– opinie na temat początku odcinka (czy nawet całego drugiego sezonu) są bardzo rozbieżne. Jednych bawi Litewski Taniec Kuchennego Ninja, zaprezentowany w premierze drugiego sezonu; inni kwiczeli obserwując Hannibalową wersję Dzieci(Dziecka) Kukurydzy. Mysz akurat jest szalenie zadowolona z początkowych sekwencji obu odcinków. Widać, że Bryan Fuller idzie w stronę bardziej filmowego stylu przedstawiania fabuły. Przy jego wizualnym wysmakowaniu sprawia to naprawdę cudowne wrażenie. Fajnie, że Fuller ma szansę sobie trochę pofolgować. Having said that: początek 2×02 podobał mi się także dlatego, że Mysz przyzwyczaiła się, że w Hannibalu kibicujemy… cóż, Hannibalowi. Kanibalowi-mordercy. Owszem, mamy w serialu wiele ofiar morderstw – często bardzo brutalnie podeszłych z tego świata – ale ze względu na estetyczne wysmakowanie, przypominają one bardziej makabryczne dzieła sztuki niż ludzi. To estetyczne przesterowanie, w moim mniemaniu, służy „zalaniu” nas taką ilością bodźców (obrzydzenie, strach, zachwyt, fascynacja, smutek, etc.), by wywołać wrażenie nadmiaru, który przeradza się niejako w znieczulicę. A przynajmniej tak jest w moim wypadku – większość rzeczy pokazywany na ekranie w Hannibalu nijak mnie nie rusza. Oczywiście mówimy o morderstwach, bo warstwa emocjonalna mnie rusza i to bardzo. Natomiast początek 2×02 przez swoją konstrukcję – kamera towarzyszy ofierze w pełnej napięcia i chęci przetrwania sekwencji – pozwolił mi bardzo mocno wczuć się w skórę (ha, skórę!) ofiary. Biorąc pod uwagę, że w tym serialu widz najczęściej skupia się na niuansach i subtelnościach psychologii i manipulacji, fajnym zagraniem było przysłowiowe „podniesienie ciśnienia”. Autentycznie bałam się o los uciekającej ofiary, kibicowałam mu, zagrzewałam go do dalszego biegu, krzywiłam się gdy uwalniał się ze zszytej, zaskorupiałej masy ludzkiej. Tym bardziej, że zbliżenia na odrywającą się skórę były naprawdę… niesmaczne. Tak więc brawa dla Fullera za ciekawą zmianę podejścia.

– Bardzo mnie ucieszyła scena, w której Will kompletnie załamuje się przed Hannibalem i Alaną. Głównie dlatego, że po prostu WIEDZIAŁAM, że to tylko wybitny popis aktorski i bardziej ciekawiło mnie, czy Hannibal to wszystko „kupił”. To w sumie ważne pytanie, bo albo Hannibal jest świetnym znawcą ludzkiego charakteru (i wie, że Will udawał), albo jest po prostu bardzo inteligentnym, ale zadufanym w sobie bubkiem, który jak tylko „wygra” i osiągnie swój cel, spoczywa na przysłowiowych laurach. Dlatego jestem bardzo ciekawa, jak ich relacja potoczy się w tym sezonie.

Also: Hugh Dancy, jak Ty okropnie brzydko płaczesz. Chodź. Ciocia Mysza przytuli :3

– Och, Bedelia. Kochana, wspaniała, CUDOWNA Bedelia. Gdyby ktokolwiek miał wątpliwości, że Gillian Anderson jest fantastyczną aktorką, ten odcinek powinien je definitywnie rozwiać. Ta kontrola nad mimiką, to ciągłe napięcie widoczne w całej postawie, ten wymuszony, wykalkulowany uśmiech, to lekkie drżenie głosu i warg, te powolne kroki, którymi wycofuje się coraz dalej od Hannibala… MAJSTERSZTYK. Szalenie mi też zaimponowało to, jak Bedelia zwracała się do Hannibala: „I’m grateful for your persistence in engaging me after my attack”. Nie robi mu pretensji, że ją nachodził, tylko zaznacza, że jest „wdzięczna za jego troskę”. Jednocześnie użycie słowa persistence delikatnie sugeruje, że pomoc Hannibala nie była wcale przez Bedelię pożądana. Poza tym, albo mi się wydaje, albo scenarzysta tym tekstem daje nam do zrozumienia, że Bedelia już nieraz próbowała „zerwać” z Hannibalem (pewnie nachodził ją do skutku, mimo jej wyraźnych obiekcji – wyrażanych zresztą nie raz w serialu!). Fakt, że dopiero w tym odcinku widzimy, jak -panicznie- Bedelia się Hannibala boi – Mysz twierdzi nawet, że w pewnym stopniu bała się go od zawsze – jest tym bardziej upiorny, bo wiemy, że świadomość niebezpieczeństwa czyhającego ze strony Hannibala, wcale nie oznacza to, że Bedeli uda się przed nim uciec.
Also: „person suit that you wear” – ktoś jeszcze miał demoniczne skojarzenia z Supernatural? :)

– Zastanawia mnie jakie są teorie względem lekko niezręcznego zachowania Hannibala w laboratorium FBI, gdy ekipa dochodzeniowa kręciła się wokół zwłok. Hannibal próbował się odsunąć, najpierw wpadł na Briana, potem na Beverly. Czy w ten sposób Hannibal po raz kolejny „gra” przed Jackiem Crawfordem i resztą grupy? Czy próbuje się „umniejszyć”, sprawić wrażenie roztrzepanego, niezdarnego, a co za tym idzie kogoś, kto nie jest zagrożeniem?… Mysz jest ciekawa, co Wy na ten temat sądzicie.

– Brawa za odniesienie do craquelure i fascynacji (książkowego) Hannibala malarstwem.

– A teraz wszyscy przytulamy Beverly Katz, która jest najbardziej badasz-ową postacią całego serialu. You go, Beverly, calling Jack on his total bullshit! To jest dopiero cudowna postać. Kompletnie no-nonsense. STRASZNIE jej kibicuję – by przetrwała, by pomogła oczyścić Willa (bo kto jak nie Beverly miałby to zrobić?), by Hannibal jej nie zjadł… ogólnie domagam się byśmy założyli grupę wsparcia Beverly Katz, która będzie trzymać kciuki za jej długie, bezpieczne życie :)

– …w sumie czemu ja się jeszcze dziwię? Skoro był w stanie wywąchać u Willa zapalenie mózgu, to czemu nie pyłki kukurydzy w pęknięciach zwłok, które taplały się w rzeczce?

– Och, och, och! Pojedynek umysłów między Hannibalem a Willem… jaka to była cudownie napięta, pełna podwójnych znaczeń i zaowalonych aluzji scena! Najpierw Will ze swoim „there’s much in me I don’t recognize”, twierdzący tym samym, że wierzy w swoją zwichrowaną psychikę, a jednocześnie dający widzom do zrozumienia, że Will wie, iż Hannibal „włożył” w do jego głowy wiele sugestii, manipulacji i przekłamań. Z kolei tekst Hannibala „you’re missing pieces of yourself. Careful what you replace them with” na pierwszy rzut oka to delikatna groźba. Na zasadzie „nie zmyślaj, Will, nie karm FBI wydumanymi wspomnieniami na mój temat i tak ci nikt nie uwierzy”. Z drugiej strony może to być jeden z Hannibalowych inside jokes (które tylko on i widzowie łapią) – „nie fikaj, Will, bo i tak jestem od ciebie lepszy. Złamałem Cię raz, mogę i drugi, i jeśli zechcę będę tak długo cię -uzupełniał- po swojemu, aż stworzę cię na nowo”.
Och, TYLE INTERPRETACJI! *radośnie klaszcze w łapki*

– Beverly No-Nonsense Katz jest cudowna w scenach z Willem. Może to tylko moja interpretacja, ale wydaje mi się, że Bev jest dla Willa obcesowa nie dlatego, że go nie lubi czy się go boi (choć miewa momenty, gdy strach w niej mocniej buzuje), ale dlatego, że nie podoba jej się, że Will próbuje z nią pogrywać. Bev ceni szczerość i nie chce by Will – nie ważne, czy jest winny czy nie – bawił się z nią w kotka i myszkę. Cenię w tej postaci fakt, że mimo strachu (bo widać, że jednak trochę Willa się boi), ufa ona swoim instynktom. Bev podświadomie wie, że w całej tej sprawie coś mocno śmierdzi – dowody był zbyt poukładane, zbyt schludne… myślę, że jej lęk przed Willem to tylko ujście dla prawdziwego lęku, który bierze się z dobrych instynktów. A instynkty Beverly mówią jej, że to nie Willa należy się obawiać, tylko tego, kto go wrobił. Przecież ktokolwiek to był, jest wciąż na wolności a na dodatek musiał mieć bardzo dobry dostęp do całego śledztwa. Stąd sądzę, że Bev boi się Willa dlatego, że tak jest łatwiej – łatwiej bać się faceta za kratkami, niż myśleć o tym, że prawdziwy złoczyńca gdzieś tu się blisko kręci.

– Ciekawe, czy drobne rozbieżności między tym co a’propo śledztw mówi Hannibal, a co Will (jak np. to że ofiara została podwieszona vs. została zszyta) dadzą Beverly do myślenia? Może właśnie dzięki takim małym poszlakom Bev zacznie wreszcie podejrzewać Hannibala o matactwo? Mysz ma wrażenie, że już teraz rzuca mu coraz bardziej uważne spojrzenia.

– Ojejku. Scena z chorałami, gdy Hannibal zobaczył „oko” stworzone przez Malarza (Mysz tak ochrzciła murderer of the week)… tyle piękna, wow, wiele emocji… i to ujęcie z odbiciem ułożonych ofiar w oku Hannibala… Damn you, Bryan Fuller!

Hello. I love your work.
*tu wstawiamy pięć minut Mysiego tarzania się po podłodze pokoju z radosnym zakwikiem*

Co widzą widzowie…
… co widzi Mysz.

– Gdy Hannibal opisuje Malarza Jackowi, mówi: „he uses them to do what he’s driven to do”. Czyli, basically, opisuje siebie. Kolejny inside-joke, który rozumie tylko Hannibal i widownia :D

– Nie macie pojęcia jak wiele chorej satysfakcji przyniosła mi scena między Jackiem, a… kto to był? Jego psychiatra? Ile w tym serialu będzie psychiatrów?! O_O

W każdym razie ta rozmowa udowodniła, że Jack wykorzystywał Willa; że „używał go” wyłącznie z samolubnych, totalnie egoistycznych pobudek. MÓWIŁAM CI, JACK, ŻE JESTEŚ WSTRĘTNYM BUBKIEM. Teraz cierp, cholero. CIERP, MÓWIĘ.

(Mysz ma issues z Jackiem Crawfordem. Wiele wiele issues).

Myszy reakcja na wszystko,
co mówi Jack Crawford.

– Zastanawia mnie natomiast coś, co Jack powiedział w trakcie swoich zwierzeń. Wspomniał mianowicie, że od czasu gdy dowiedział się, że Will jest zabójcą, widzi świat w mroczniejszych barwach, że przestał na ludzi patrzeć w ten sam sposób. Ciekawi mnie, czy ta zmiana w postrzeganiu innych pomoże Jackowi w jakiś sposób „wpaść” na trop Hannibala?

– ZBLIŻENIA NA ROZCINANĄ NOGĘ MNIAM MNIAM SZPIK KOSTNY MNIAM PIECZONE OSSO BUCO MNIAM MNIAM.

– Chwila, moment. Hannibal wiedział, że „oko” Malarza miało być całe czarne (ie. miało nie być w nim „odbicia”). Z kolei Jackowi powiedział, że obecność odbicia w „oku” świadczy o przeżywaniu egzystencjalnego kryzysu. Ale skoro to Hannibal umieścił odbicie w „oku”… czy to oznacza, że Hannibal – po udanym wrobieniu Willa – przeżywa kryzys egzystencjalny??? O_O

– Bedelia (na sugestię Jacka, że może powinna porozmawiać o swoich issuesz Hannibalem): „I’m doing what I can -not- to discuss my issues with Hannibal”. Jakie to jest cudownie napakowane znaczeniami zdanie ^_^

– Pytanie: podczas rozmowy Will-Beverly-Hannibal, Bev rzuciła tekst o „innych pilnych zleceniach” (w domyśle: prośbie Willa by udowodnić jego niewinność). Czy Waszym zdaniem, Hannibal zwrócił na to uwagę? Mysz zauważyła, że Lecter w tym momencie spojrzał z ni-to podejrzeniem, ni-to zdziwieniem najpierw na Beverly, potem na Willa. Myślicie, że może zacząć podejrzewać, że Will tylko gra „załamanego”? Myślicie, że Bev przez przypadek właśnie wygadała cały misterny plan?… czy to po prostu Mysz już widzi w każdym skrzywieniu ust czy mrugnięciu powieką jakieś niecne myśli?

Come on, Hannibal.
You know you want to!

– Biedny Bryan Fuller. Teraz będzie dostawał setki listów z podziękowaniami za to, że pokazał półnagiego Hugh Dancy’ego XDDDD

– Tekst, który wyimaginowany Hannibal rzuca do Willa – „God kills. Aren’t we created in his image” – to lekko sparafrazowany cytat z książki Harrisa. To tak dla fanów literackiego pierwowzoru.

– Hannibal wymienia Piero della Francescę. Kolejny ukłon dla jego miłości malarstwa, a także Florencji (fani książki pamiętają, że miasto to odgrywa u Harrisa dość istotną rolę).

– Cynthia Nixon jako Kade Purnell jest cudownie zimna i okrutna. To, jak namawia Willa do przyznania się do winy i nawet się nie kryje z tym, że wbrew temu co mówi nie robi tego dla dobra Willa (by oszczędzić mu kary śmierci), tylko po to by zaoszczędzić FBI złej prasy spowodowanej rozprawą w sądzie i wywlekaniem na światło dzienne wszystkich zaniedbań Jacka Crafworda (a co za tym idzie samego FBI). Fajnie, że Fuller w serialu o seryjnym mordercy-kannibalu jest w stanie pokazać, że nawet w obliczu kogoś takiego jak Hannibal, to pani Purnell i jej biurokracja są prawdziwym bezdusznym monstrum.

 Bądźmy szczerzy – wszyscy w tym momencie pomyśleli to samo :D

– Wiecie co? Dopiero teraz to do mnie dotarło: w książkach Harrisa Hannibal mówi, że nie nudzą go lata spędzane w pustej celi, bo w ma nieopisanie dobrą pamięć i wyobraźnię. Co oznacza, że siedząc zamknięty w celi, może w swym umyśle podróżować po całym świecie, zwiedzać Luwr, przyglądać się zabytkom w MOMa, etc… Jakby się zastanowić, to co Will robi w swojej celi – wyobrażając sobie łowienie ryb w rzecze – jest bardzo analogicznym zachowaniem. Czyżby Fuller po raz kolejny prezentował widzom paralele między umysłami Willa i Hannibala?

– Wszyscy się podniecali słowami „I believe you”, które w trailerze drugiego sezonu Bedelia mówi do Willa. A dla mnie o wiele bardziej fascynująca jest niewypowiedziane pokrewieństwo dusz między Bedelią i Willem. Zwłaszcza ze stroni Bedeli – ona też jest ofiarą Hannibala i jego manipulacji (jasne, w mniejszym stopniu niż Will, ale jednak) i nic dziwnego, że widzi w Willu bratnią duszę; kogoś, kto tak jak ona przetrwał i kto zamierza walczyć. Myślę, że Bedelia widzi w Willu coś, czego nie widzi w sobie – silną wolę. Bedelia poddaje się: składa karty na stole, mówi Hannibalowi „pas” i ucieka z podkulonym ogonem. Ale w Willu widzi silną wolę; widzi stal, która pozwoli mu wytrwać przy stole z tymi kiepskimi kartami, które Hannibal mu rozdał. Tak więc mamy tu pokrewieństwo dusz, ale i szacunek, podziw. Bardzo byłabym ciekawa dalszych interakcji tej dwójki.

Alas, Bedelia zniknęła pozostawiając po sobie jedynie flakonik perfum. Czyżby sugerowała, że Hannibal ma ją „wytropić” na węch? :D